ZNISZCZOŁ: MAŁYSZ DOBRZE NAM DORADZAŁ

„Zawody w Turcji były małym maratonem i faktycznie nie miałem nawet chwili, aby trochę odsapnąć. Na szczęście teraz ta chwila w domu na pewno wpłynie na mnie korzystnie. Postaram się w Lahti pokazać z jak najlepszej strony” – mówi eurosport.pl, skoczek Wisły Ustronianki – Aleksander Zniszczoł.

Z Aleksandrem Zniszczołem, dwukrotnym wicemistrzem świata juniorów, rozmawia Krzysztof Srogosz (Eurosport.pl)

Eurosport: Emocje po mistrzostwach świata juniorów już opadły?

Aleksander Zniszczoł: Doszedłem do siebie. Wynik jest dość dobry. Mogło być troszkę lepiej, ale mogło być też gorzej. Osobiście jestem zadowolony bardziej po konkursie indywidualnym, w którym zdobyłem srebrny medal. W pierwszej próbie trochę zatrzymałem skok, ale na szczęście w drugiej było o wiele fajniej i udało mi się odrobić straty. Jeśli chodzi o konkurs drużynowy, to zabrakło tylko trzech punktów do złota, co jak na rywalizację zespołową jest bardzo małą różnicą. Minimalny niedosyt zatem jest, bo czuliśmy, że stać nas na trochę więcej.

Dwa razy czekałeś na dole skoczni na to, co zrobią rywale. I dwa razy ktoś jednak skakał tyle, aby wygrać złoto. Miałeś chyba trochę deja-vu?

A.Z: Tak się właśnie czułem. U góry wiedziałem, ze trzeba dobrze skoczyć, bo kolejność w serii finałowej jest odwrotna. Zdawałem sobie sprawę, że muszę odrobić straty z pierwszej serii i za każdym razem skakałem naprawdę tyle, ile najlepiej mogłem. A, że nie wyszło tak dobrze jakbyśmy chcieli, to już tego nie zmieni.

Pamiętamy sytuację z czwartku, gdy w konkursie indywidualnym Klimek Murańka musiał powtarzać skok, gdy uzyskał 112 metrów i prowadził. Ostatecznie był szósty. Mocno był tym zdenerwowany?

A.Z:Nie pokazywał tego po sobie. Nie wiadomo jak potoczyłyby się zawody, gdyby nie obniżono belki. Niczego nie można zakładać. Ale nie było po nim widać złości.

W tym roku zdobyłeś dwa srebra. To za rok złota?

A.Z: Zobaczymy, zobaczymy.

Kierownikiem Waszej ekipy był w Erzurum sam Adam Małysz. Jak wyglądała jego rola?

A.Z: Był z nami na każdym treningu. Jeździł także oglądać zawody kombinatorów norweskich i biegaczy, ale głównie czas spędzał z nami. Zawsze był z nami na skoczni. Trenerzy Robert Mateja i Maciej Maciusiak stali u góry, Wojciech Topór przygotowywał nam świetnie narty, a Adam Małysz stał przy na dole przy wskaźnikach wiatru i podawał na górę trenerom, co się dzieje, jakie są warunki.

A udzielał Wam jakiś rad?

A. Z: Tak, oczywiście. Jeżeli zobaczył jakieś błędy w drugiej fazie lotu, czy w końcówce to zwracał nam uwagę. Dawał bardzo dobre rady. Widział znakomicie te mankamenty i od razu wiedzieliśmy, co trzeba poprawić.

Cały wywiad możecie przeczytać na: www.eurosport.pl

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *