„Dziadek w czerwonej czapeczce” – o Stanisławie Marusarzu – cz.1

marusarz stanisawJuż 17 marca będziemy wspominać dzień, który pamiętać mogą tylko najstarsi górale – 17 marca 1935 roku Stanisław Marusarz ustanowił w słoweńskiej Planicy rekord świata w długości lotu (95 metrów). W związku z tym, nasz redakcyjny kolega przybliży sportowe dokonania oraz ciekawe wydarzenia z życia jednego z najwybitniejszych polskich skoczków narciarskich.

Felieton Wojciecha Bajaka pt. ” ‚Dziadek’ w czerwonej czapeczce” na SkokiPolska.pl w trzech częściach.

CZĘŚĆ I:

U stóp potężnych tatrzańskich wierchów, na niewielkim, urwistym brzeżku, zwanym po góralsku Pęksowym Brzyzkiem, znajdują się groby wielu ludzi zasłużonych dla polskiej kultury, sztuki, nauki czy sportu. Tu, pomiędzy wysokimi smrekami, spoczęli m.in. Tytus Chałubiński, Kornel Makuszyński, Władysław Orkan, Stanisław Witkiewicz, Kazimierz Przerwa – Tetmajer, Władysław Hasior, a także cała masa mniej znanych, choć równie mocno zakorzenionych w historii Polski osób. Mimo że zakopiańska nekropolia zajmuje maleńki obszar, to prawie na każdym kroku można spotkać tam nazwiska patronów ulic, bohaterów szkolnych podręczników oraz autorów wiekopomnych dzieł. Gdyby dało się jakoś zmierzyć sławę tych ludzi to Pęksów Brzyzek z pewnością dorównałaby nawet kilka razy większym Powązkom.

29 października 1993 r., podczas pogrzebu znanego historyka, byłego dowódcy tatrzańskich kurierów, profesora Wacława Felczaka tłum żałobników wypełnił całą niewielką przestrzeń tej zabytkowej nekropolii. Ludzie ściśnięci pomiędzy starymi, pamiętającymi jeszcze początki poprzedniego stulecia, smrekami, z uwagą wysłuchiwali kolejnych słów na temat zmarłego. Jednym z przemawiających nad świeżą mogiłą był słynny narciarz i kurier Stanisław Marusarz: – Idę sobie na słowacką stronę, zima, wiater duje, plecak pełen jakisik papierów. Jestem strasznie zmęczony. Cieszę się, że niedługo dojdę do szałasu, skrzeszę watrę i przenocuję. Dochodzę, wystawiam pomalućku głowę z lasa i widzę, że do szałasu idą ślady nart. Źle! – tak wśród tłumu profesorów, polityków – na pogrzebie był m.in. późniejszy premier Węgier, Victor Orban – i innych znanych osobistości, Marusarz, dumny góral, słowami malował ciężką kurierską pracę.

W tym samym czasie październikowe słońce rzucało coraz krótsze złociste promienie na reglowe wzgórza okalające podnóża skalistych Tatr. Patrząc z dołu, ognista kula sprawiała wrażenie jakby wznosiła się tuż nad rozbiegiem słynnej zakopiańskiej skoczni – Wielkiej Krokwi. Ukochanego dla Marusarza i wielu innych Podhalan miejsca. Obiekt ten przed laty trzy razy gościł uczestników Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym: w 1929 r. – zaledwie 16-letni Staszek był jednym z widzów, podziwiających skoki najlepszych, 10 lat później startował przed „swoją” publicznością w roli jednego z faworytów, a w 1961 r., pełnił obowiązki kierownika skoczni. Pomiędzy tymi datami – niczym punktami pomiarowymi na trasie biegu – rozgrywa się cała zawodnicza kariera Stanisława Marusarza, jednego z najwybitniejszych narciarzy w dziejach Polski.

Start do tego „biegu” nastąpił 18 czerwca 1913 r. W domu Jana oraz Heleny Marusarzów, nie zdążyły jeszcze dobrze wyschnąć pieluchy po pierworodnym Jaśku, kiedy rok później na świat przyszedł ich drugi syn – Staszek. Nie brakowało wśród jego przodków znanych osób z historii Zakopanego. Stryj, Jędrzej Marusarz – Jarząbek, na początku XX w., współtworzył zręby Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ceniono go nie tylko za umiejętności fachowe, lecz i za cechy charakteru: solidność, dokładność, spokój i opanowanie, a także za poczucie humoru – napisała o nim, Zofia Stecka w „Historii przewodnictwa tatrzańskiego”. Po matce Marusarz, spokrewniony był zaś z rodziną Tatarów. Dziadek i stryjeczny pradziadek – obaj noszący imię Szymon – słynęli swego czasu jako wybitni przewodnicy. Temu drugiemu Kazimierz Przerwa – Tetmajer poświęcił nawet swój wiersz pt. „Ostatni”. Inny krewniak, Tatar „Myśliwiec” – brat Staszkowego prapradziadka – przeszedł zaś do legendy jako dezerter z cesarskiego wojska, który przez prawie 50 lat ukrywał się w tatrzańskich grotach. Hej, nad Tatara Myśliwca, polowaca nie było wienksego w całych Tatrach. Beł naucony zyć we wiyrchak, zyc ślebodno. Kiej wrócił do chałpy to zaraz pomarł – mawiał o nim, znany podhalański gawędziarz Jan Krzeptowski „Sabała”. To umiłowanie „ślebody” odziedziczył również Staszek.

Ujście dla młodzieńczych fantazji znalazł na szczęście nie w polowaniu, ale w narciarstwie. Już jako kilkuletni chłopak często powtarzał: – Kiebyk zbójowoł i zbijoł dutki to byk se kupił prawdziwe narty. Po raz pierwszy w zawodach wystartował, podczas dziecięcego biegu organizowanego przez zakopiańskiego „Sokoła”, na deskach zrobionych z bukowych sztachet, trzymanych w ojcowej szopie. Mimo niezdarności tego sprzętu Staszek nie dał szans konkurentom. – Gdy po kilkudziesięciu metrach wyszedłem na czoło kotłującej się grupy, poczułem się jak zając w czasie nagonki. Niektórzy koledzy z publiczności, nawoływali mnie nawet po nazwisku, co szczególnie napawało mnie dumą – wspominał potem w książce „Na skoczniach Polski i świata”. Zwycięstwo – zresztą nad swoim starszym bratem – odniósł dzięki brawurowej jeździe na zjazdach.

Jednak to nie biegi, ale skoki narciarskie miały w przyszłości zostać jego domeną. Halina Zdebska artykuł poświęcony Marusarzowi zatytułowała „650 km w powietrzu”. Jednak pierwsze metry z tej puli zdobywane były powoli i mozolnie. Trzynastoletni Staszek swój premierowy skok oddał na starej skoczni w tatrzańskiej Dolinie Jaworzynki – Przed oczami stanęły mi chyba wszystkie kaleki jakie widziałem w życiu. – wspominał później myśli jakie przebiegały mu na rozbiegu – Strach zabił całą emocję skoku. Nad zeskokiem nerwowo szarpnąłem ciałem. Efekt był taki, że wylądowałem na głowę. Mimo nieprawidłowego lądowania, doznałem uczucia ulgi. Upadkiem zakończyła się także pierwsza próba Marusarza na jednej z największych naturalnych skoczni świata, czyli Wielkiej Krokwi. Jednak uparty góral nie dał za wygraną i postanowił dalej trenować narciarstwo, po to aby wkrótce dorównać najlepszym.

Sukcesy przyszły dość szybko. Po pierwszych dobrych wynikach w kraju, Henryk Szatkowski zwiastował na łamach „Przeglądu Sportowego” 15-latkowi, że w nowym sezonie „będzie miał coś do powiedzenia”. I tak też się stało. Zimą 1928 r., Marusarz zaczął przeskakiwać rówieśników, a nawet dorównywać starszym zawodnikom. Wkrótce pojechał więc na pierwsze w swej karierze zagraniczne zawody do Starego Smokowca, gdzie pobił rekord tamtejszej skoczni.

Ze względu na młody wiek nie był jednak brany pod uwagę przy ustalaniu kadry na narciarskie Mistrzostwa Świata w Zakopanem w 1929 r. Uparty góral sprawę rozwiązał po swojemu. W dniu konkursu wziął narty, pobiegł na rozbieg Wielkiej Krokwi, po czym wcisnął się między zawodników i na oczach zdumionej publiczności skoczył około 50 metrów. Oklaskiwany przez kibiców młokos wrócił na widownię, skąd oglądał dalszy przebieg konkursu. Z tego miejsca mógł zobaczyć, że zwycięzca całych zawodów, Sigmund Ruud poleciał zaledwie 7 metrów dalej od niego.

CZĘŚĆ II

CZĘŚĆ III

 

Wojciech Bajak

 

Komentarze

comments

2 thoughts on “„Dziadek w czerwonej czapeczce” – o Stanisławie Marusarzu – cz.1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram