„I PO SKOKACH” – PODSUMOWANIE SEZONU 2011/2012 – część 2

„I PO SKOKACH” – PODSUMOWANIE SEZONU 2011/2012 – część 1. (TUTAJ)

„I PO SKOKACH” – PODSUMOWANIE SEZONU 2011/2012 – część 2.:

Zwycięzca Pucharu Świata Anders Bardal niewątpliwie zasłużył na Kryształową Kulę. Prezentował się stabilnie przez cały sezon; był najlepszym, najrówniejszym skoczkiem z Norwegii jak i z całej stawki. Jednak przedsezonowego typowania go na zwycięzcę całego Pucharu nie brano by na poważnie. Tegoroczne osiągnięcia Bardala wydają się na tle Austriaków oraz nowej czołówki co najwyżej dobre.

 

Norweski „rzemieślnik” zwyciężał „tylko” trzykrotnie na kompletnie różnych skoczniach: dużej w Engelbergu, mamuciej w Tauplitz i normalnej w Lahti. To pokazuje, że Anders był skoczkiem wszechstronnym – potrafił skakać i wygrywać na każdym obiekcie. Zwycięstwa zwycięstwami, ale Bardal nie wygrałby klasyfikacji generalnej, gdyby nie jego regularnie punktowanie w czołowej piątce, dziesiątce. Czterokrotnie był drugi, pięciokrotnie zajmował trzecie miejsca, poza tym pięciokrotnie był w czołowej „piątce”. Tylko raz (!) nie zapunktował, zajął 40 miejsce w pierwszym konkursie w Zakopanem. W przeciągu całego sezonu była to jedynie nic nie znacząca wpadka. Jeśli Norweg Bardal, Japończyk Ito, nasz Kamil Stoch, Niemcy: Freund i Freitag, czy w końcu Słoweniec Kranjec utrzymają swój poziom w przyszłym sezonie, staną się na lata nową czołówką skoków, która złotymi zgłoskami pisać będzie historię tej dyscypliny. Historię, którą tworzyli wcześniej Małysz, Ahonen, Jacobsen czy Uhrmann.

Zaskakującym wydaje się fakt braku w czołowej dziesiątce Simona Ammanna. Czterokrotny mistrz olimpijski, tegoroczny obrońca tytułu mistrza świata w lotach narciarskich prezentował się tej zimy nadzwyczaj przeciętnie, jak na jego możliwości wręcz słabo. W jego skokach brakowało błysku, tego którym imponował w poprzednich sezonach. Popularny „Simi” zapowiadał walkę o obronę tytułu mistrza świata w lotach. Skończyło się na zaledwie 14 miejscu. Dopiero pod koniec sezonu mogliśmy podziwiać takie skoki Simona jakie pamiętamy za jego najlepszych czasów, czterokrotnie stawał na podium. Na pocieszenie Szwajcarowi udało się zająć trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej w lotach – za wspomnianymi „lotnikami” Kranjcem i Kochem. Ogólnie z tego sezonu Ammanna zapamiętamy jednak jako zawodnika kończącego kwalifikacje niż skoczka walczącego o najwyższe laury.

W ostatnim konkursie drużynowym w Planicy byliśmy świadkami ważnego pożegnania ze skokami – swoją długoletnią karierę zakończył Matti Hautamaeki. Letalnica jest dla Fina miejscem szczególnym, to tutaj czterokrotnie bił rekord świata w długości skoku. Poza rekordami Hautamaeki zdobywał medale Igrzysk Olimpijskich i Mistrzostw Świata, zarówno indywidualnie jak i w drużynie (kiedy jeszcze Finowie byli poważną siłą w skokach). Poza tym wygrał 16 konkursów PŚ, 38 razy stawał na podium. Gdzieś w cieniu głównej rywalizacji tego sezonu widzieliśmy wybitnych skoczków, weteranów, którzy już chyba na dobre wypadli z czołówki światowej: Noriakiego Kasai i Martina Schmitta. O ile Japończyk, jak na swój wiek – prezentował się jeszcze nie najgorzej (no i wciąż ta nienaganna sylwetka w locie), to skoki Niemca i sam styl – wzbudzały raczej smutek i konsternację fanów.

Większość ekspertów, fanów i kibiców przewidywała rok „posuchy” spowodowany przejściem Adama Małysza na sportową emeryturę. Nasze skoki opuściła ich ikona, symbol rozpoznawalny w całym narciarskim świecie, gwarantujący emocje, poziom, i … zastrzyk gotówki. Liczne były głosy, że polskie skoki czeka wielka zapaść. Nie wydaje mi się jednak, że tegoroczny sezon łącznie ze styczniowym weekendem z Zakopanem był sportowym regresem. Spadek w sprzedaży pamiątek, flag, biletów konkursowych napędzających koniunkturę spowodował wprawdzie zmniejszenie zysków, jednakże absolutnie nie można nie zauważyć sportowych osiągnięć Polaków. Małysz był tylko jeden, każdy z obecnych biało-czerwonych pisze teraz swoją własną historię. Zwycięstwa i miejsca na podium Stocha przynoszące nam tak wiele sportowych radości i emocji, świetne debiuty wicemistrza świata juniorów z Erzurum – Aleksandra Zniszczoła i Klemensa Murańki w drużynówce w Lahti, solidna forma Maćka Kota i nowy rekord Polski Piotra Żyły z Vikersundbakken (232,5 m) pokazują, że nie jest tak źle jak przewidywało większość „ekspertów”, jest właśnie dobrze, a z racji tego, że nasza drużyna jest dość młoda – w przyszłości może być jeszcze lepiej. Szczególnie cieszy nas równa, i stabilna przez cały sezon forma Kamila Stocha – po raz pierwszy przekroczył barierę tysiąca punktów i zajął wysokie – piąte miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Poziom kadry się wyrównał, wciąż jest lider (tak być powinno), ale znaczący postęp zrobili wszyscy. W konkursach drużynowych w Lahti i Planicy, trener kadry Łukasz Kruczek cierpiał na problem… bogactwa. Iście pokerową zagrywką wstawił (na skoczni Salpausselkae) do składu dwójkę nastolatków, którzy odpłacili się równymi, dobrymi skokami. Wszyscy z nich wraz z Krzysztofem Miętusem mają już życiowe rekordy powyżej 200 metrów, niewątpliwie o czymś to świadczy. W konkursach drużynowych brakuje jeszcze Polakom stabilności, potrafią walczyć zawzięcie o drugie miejsce jak i wpaść w przeciętność piątych, szóstych miejsc, ale należy liczyć na to, że i ta oczekiwana stabilizacja przyjdzie.

Jak co roku, pasjonaci skoków będą musieli testować swoją cierpliwość przez okres najbliższych miesięcy. Zmęczeni sezonem skoczkowie myślami są już w swoich domach, bądź na upragnionych wakacjach, z rodzinami, bliskimi. Fanom pozostaje czekać do lata, kiedy to odbędą się konkursy z cyklu Letniego Grand Prix.

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram