JAN JARZYNA – ZAPOMNIANY BOHATER CZ.2

W dziejach polskich skoków narciarskich Tatry odegrały niepoślednią rolę. Na Kalatówkach, hali w zachodniej części pasma, rozegrane przecież zostały drugie Mistrzostwa Polski w tej dyscyplinie. Niedaleko, bo w Dolinie Jaworzynki, słynnej niegdyś z nieodległych kopalni żelaza, powstała w pierwszej połowie lat 20-tych XX w największa zakopiańska skocznia. Wreszcie Wielka Krokiew, obiekt – legenda, również wznosi się na stoku jednego z reglowych wzgórz.

Dla Jana Jarzyny, bodaj pierwszej gwiazdy skoków narciarskich w kraju nad Wisłą, Tatry stały się także areną wielkiego, pozasportowego dramatu… . Pomimo licznych sukcesów sportowych tak naprawdę jego nazwisko w kronikach pozostało jednak zapamiętane głównie w związku z wypadkiem na północnej ścianie Małego Kieżmarskiego Szczytu.

A przecież wiele później zrobił, aby do historii przejść głównie w roli jednego z pierwszych narciarzy – zawodników, budujących chwałę tej dyscypliny na naszych ziemiach niemal od podstaw. Już pół roku po tragedii, w lutym 1911 r., został wystawiony przez macierzysty klub w biegu juniorów na zawodach w austriackim Mittendorfie. Na dystansie 7 kilometrów, lwowianin zajął wysokie 2. miejsce w gronie 25 rywali, ze stratą zaledwie 8 sekund do zwycięzcy, zdobywając pierwsze międzynarodowe laury dla galicyjskiego narciarstwa.

Największe sukcesy ten wszechstronny zawodnik osiągał jednak w skokach narciarskich. Pierwsze znane zawody w tej dyscyplinie w Galicji odbyły się w 1908 na malutkiej skoczni w Stryju. Nie wiadomo jednak czy z triumfatorem Leszkiem Pawłowskim konkurował w nich właśnie Jarzyna. Premierowe ślady jego startów na skoczniach odnajdujemy bowiem nieco później. Na zawodach w 1910 r. w Zakopanem, podczas których wygrał bieg juniorów i slalom, zajął też 6. miejsce w podniebnych lotach na dwóch deskach.

Początek jego przygody z tą konkurencją zresztą wyznacza zarazem start drogi pełnej sukcesów polskich skoków narciarskich. Właśnie za sprawą lwowianina rodzime skoki zostały po raz pierwszy dostrzeżone na światowej arenie. W mocnej obsadzie, wiosną 1913 r., zdołał on wywalczyć zwycięstwo w konkursie w austriackiej miejscowości Raxa. Najpewniej miał już wówczas za sobą kilka startów poza Galicją. Kordys podaje bowiem w swym artykule: – Na Morawie, a nawet dalej – w Raksie, Simmeringu, święci sukcesy Jarzyna. Pod koniec tego roku został też wyróżniony przez Austriacki Związek Narciarski poprzez nadanie tytułu sędziego narciarskiego. – Wydział KTN stworzył specjalną komisję sportową, której zadaniem będzie zająć się w najbliższym sezonie całą sportową działalnością KTN. W łonie komisji sportowej utworzyło się stałe kolegium sędziów (…) z Jarzyną jako członkiem. Wymienieni znaleźli się na liście sędziów Austriackiego Związku Narciarskiego. – głosił oficjalny komunikat, wydrukowany w „Słowie Polskim” 30 X 1913 r. Mniej więcej w podobnym czasie Jarzyna stał się również członkiem Wydziału – odpowiednika zarządu – swego klubu.

Nie przeszkodziło mu to jednak w odnoszeniu kolejnych sukcesów podczas nowego sezonu. Ponownie zapisał się w kronikach historii polskich skoków narciarskich, wygrywając 2 lutego 1914 r. zawody w Zakopanem skokiem na odległość 15 metrów, który stał się rekordowym osiągnięciem pod względem długości galicyjskich zawodników w tej konkurencji przed wojną. Dosłownie tydzień później wygrał również imprezę, złożoną z biegu, zjazdu oraz skoków zorganizowaną przez Wojskowy Oddział Narciarski XI Korpusu w Worochcie. W nagrodę otrzymał za to okazały, srebrny puchar. Swój kunszt oraz wszechstronność pokazał też na Mistrzostwach Karpat w Sławsku, gdzie triumfował zarówno w biegach jak i skokach, co pozwoliło mu zdobyć u stóp góry Kiczerki efektowną szkatułę oraz plakietkę, a także prestiżowy tytuł zwycięzcy imprezy.

W tym sezonie startował również w innych konkurencjach. W biegu narciarskim z przeszkodami na zawodach Karpackiego Narciarskiego Towarzystwa Zabaw Ruchowych został sklasyfikowany na najniższym stopniu podium. Kto wie jednak czy nie najważniejszy z całej tej puli okazał się start w I Memoriale Szulakiewicza? Jarzyna nie uczestniczył w nim jednak w roli zawodnika. Mimo to dla uczczenia pamięci przyjaciela postanowił pobić rekord trasy z Trościana do schroniska w Sławsku. Na liczącym 6 km szlaku zdołał on przebić wynik poprzednika o 3 minuty 35 sekund. W ten sposób mógł zamknąć symbolicznie etap w swym życiu związany z wydarzeniami na Jaworowym Szczycie, tak bardzo rzutującymi na jego losy, że nie udało mu się zrzucić z siebie etykiety pechowego taternika, nawet swoimi dokonaniami narciarskimi.

Zapomniany bohater

Po tej zimie, pewnie z powodu I Wojny Światowej, całkowicie zniknął ze sportu. Przez wiele lat żył w wielkim zapomnieniu. Jego losy pozostawały nieznane nawet dla takiego wytrawnego pisarza oraz historyka taternictwa jak Wawrzyniec Żuławski. Dopiero reportaż Ewy Kossak z nr-u 815 tygodnika „Przekrój” z 1960 r. rzucił nowe światło na tą postać. Okazało się, że Jan Jarzyna w ciągu całego okresu powojennego spokojnie sobie żył w Krakowie. Dziennikarka na łamach czasopisma przytoczyła opowieść tego ostatniego żyjącego wówczas uczestnika wyprawy ratunkowej po Szulakiewicza. Na jednym ze zdjęć dodanych do tekstu możemy podziwiać byłego narciarza sfotografowanego w 1960 r. w Zakopanem. W mieście tym gościł po tragedii jeszcze nieraz.

Spoglądając na dumne turnie pewnie ponownie wracał myślami zarówno do chwil dramatu oraz napięcia nerwowego związanych ze śmiercią towarzysza na wyprawie taternickiej, jak też momentów wielkich triumfów, odnoszonych na trasach i skoczniach położonych w sercu skalistego królestwa wspaniałych gór.

JAN JARZYNA – ZAPOMNIANY BOHATER CZ.1

Wojciech Bajak

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram