Nowy sezon, nowe przepisy. Jak się sprawdzą?

21.06.2012 r. / 13:35

Dopiero co byliśmy świadkami ostatnich konkursów Pucharu Świata w Planicy, walki o mistrzostwo świata w lotach narciarskich i Kryształową Kulę, a już niedługo rozpocznie się kolejna przygoda ze skokami. Tym razem w letniej odsłonie – skoczkowie powalczą o mistrzostwo z cyklu Grand Prix na 6 skoczniach.

Nie mniejsze zainteresowanie budzą przygotowania do sezonu zimowego – nie wszyscy zawodnicy wezmą udział w skokach na igielicie, gdyż nadrabiają zaległości w przygotowaniach według nowych przepisów, które niedawno Międzynarodowa Federacja Narciarska ogłosiła na kongresie w Korei Południowej. Zawodnicy i trenerzy podchodzą do zmian z różnym nastawieniem.

Ze zmian, o których już pisaliśmy, niewątpliwie najważniejszą jest rewolucja w kombinezonach. Od teraz strój skoczka będzie przylegał całkowicie do jego ciała – tolerancja wynosi 0 cm. Zmniejszona powierzchnia nośna powoduje, że zawodnicy z tych samych rozbiegów co zeszłej zimy uzyskują bliższe odległości. Jest to zarazem wyrównanie szans. Nie chodzi mi o to, że wcześniej nie były, ale w tym sensie, że dużo większą rolę w odległości uzyskanej przez skoczka będą decydowały jego własne umiejętności i zachowania w poszczególnych fazach skoku, a zdecydowanie mniejszą warunki pogodowe. Sprzyjający wiatr nie musi już wcale pomóc w maksymalnym wydłużaniu, szczególnie lotu na skoczni mamuciej…

W naszej kadrze sceptycznie do zmian podchodzi trener Łukasz Kruczek, który mówi wprost, że trudno „przejść do nowych kombinezonów w tak krótkim czasie”. Skoczkowie przyzwyczajeni od lat do skakania kombinezonach o podobnych wymiarach muszą teraz odnaleźć idealne rozwiązania w nowych strojach w nieco ponad miesiąc. Również inne reprezentacje ćwiczą w nowych kostiumach, a to którym idzie lepiej a którym gorzej przekonamy się podczas pierwszego konkursu PŚ w Lillehammer. Co ciekawe – będzie to pierwszy w historii konkurs mieszany. Na średniej skoczni drużyny będą występowały w składach: dwie skoczkinie i dwóch skoczków.

Wraz z nowym sezonem nastąpi przekazanie części odpowiedzialności z rąk koordynatorów zawodów na ręce trenerów. Od tej pory będą mieli prawo, wedle własnego uznania, zmniejszać długość rozbiegu swoim podopiecznym. Trener polskiej kadry Łukasz Kruczek – krytykuje jednak możliwość obniżania belki startowej. Według niego powinna ona leżeć w kwestii jury zawodów, nie trenerów. Po wciśnięciu odpowiedniego guzika w gnieździe trenerskim, skoczek dostanie czerwone światło i będzie musiał opuścić belkę startową. Rodzi się pytanie, skoro FIS dało trenerom możliwość obniżania rozbiegu to czemu nie zezwoliło na podwyższanie? To wydaje się jasne, chodzi tu o bezpieczeństwo zawodników, nigdy nie wiadomo czy trener nie chciałby podwyższyć rozbiegu o kilka belek w górę, by zaryzykować zdrowiem skoczka celem uzyskania lepszego rezultatu. To zatem jury ustala najdłuższy najazd w konkursie.

Może to doprowadzić do chaosu porównywalnego ze współczynnikami wiatru na skoczniach mamucich – odtąd najlepsi będą skakać z najazdów krótszych o wiele belek startowych, by móc wygrać konkurs nie skokami (raczej krótszymi), ale współczynnikami – czyli matematyką. Możliwe więc, że o zwycięstwie zawodnika zadecyduje… taktyczna decyzja trenera, który obniży rozbieg swojemu podopiecznemu będącemu w dobrej formie. Wykluczona zostałaby w pełni jasna i klarowna sportowa rywalizacja, niemal pewne będzie, że najdłuższe skoki nie zagwarantują zwycięstwa. To niby kwestia „gdybania”, ale nie można tego wykluczyć. Sprawdzenie tej metody w konkursach pozwoli wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Austriacka gwiazda skoków Gregor Schlierenzauer na myśl o kolejnych zmianach przepisów, wspomina jeszcze te ubiegłoroczne, nie mniej kontrowersyjne. Wciąż stoi na stanowisku krytycznym wobec przyjętej w tamtym sezonie możliwości regulacji belek startowych w konkursie. Według Schlierenzauera decyzje jury sprawiają, że „skoki są coraz bardziej skomplikowane nie tylko dla kibiców, ale dla samych skoczków”. Wiąże się to z wynikami: „dziś można skoczyć pięć metrów bliżej od najlepszego, a mieć dziesięć punktów przewagi” – twierdzi Schlieri. Kolejne zmiany z tego lata na pewno nie pocieszą jednego z najlepszych skoczków w historii.

Bardziej optymistycznie do zmian podchodzą Norwegowie: trener Alexander Stoeckl (nota bene – Austriak) oraz skoczkowie Tom Hilde i Anders Jacobsen. „To kwestia czasu, kiedy chłopcy będą skakać tak jak w starych kombinezonach” – twierdzi Stoeckl. Ważniejszą kwestią jest przyzwyczajenie się do większych prędkości na progu oraz nowej trajektorii lotu.


Z wielką nadzieją do letniego Grand Prix przystępuje Tom Hilde:
„uważam, że moje skoki są w porządku, liczę na dobry start w sezonie letnim”. Anders Jacobsen, który nie został powołany do kadry A o przylegających do ciała kombinezonach mówi: „nie ma dużej różnicy i trudności w przejściu na nowe stroje”. Podobnie jak trener, Norweg uważa, że to kwestia wielokrotnego wypróbowania kombinezonów w locie, a także podczas odbicia, które przy większej prędkości należy wzmocnić. Norwegowie zakończyli niedawno pierwszy okres przygotowań – trenowali na skoczniach w Drammen i w Oslo na średniej Midstubakken.

Inne zmiany jak możliwość odbywania konkursów na rozbiegach ceramicznych, pozwolenie paniom na skoki na dużych obiektach czy wyrównanie współczynników BMI skoczkiń i skoczków do 21 są bardziej ciekawymi nowinkami, ale nie powinny mieć decydującego wpływu na wyniki. Nam pozostaje czekać na pierwsze konkursy i liczyć, że nowe przepisy nie będą wypaczać wyników zawodów.

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram