BYŁO PIĘKNIE! LETNIE GRAND PRIX w WIŚLE 2012

wisla main

23.07.2012 r. / 16:45

Wisła-Malinka - Skocznia im. Adama Małysza, fot. SkokiPolska / B.Leja

Letnie Grand Prix w Wiśle w 2012 roku przeszło do historii. Kilka dni minęło jak mgnienie oka, a emocje i niespodziewane zwroty akcji towarzyszyły zarówno zawodnikom, ekipom szkoleniowym, jak i kibicom oglądającym konkursy pod skocznią i przed telewizorami.

Górska pogoda była dość zmienna, fani musieli raz chronić się przed deszczem pod parasolami, a skoczkowie zakładali płaszcze przeciwdeszczowe, sporadycznie przez chmury prześwitywało słońce.

 

 Jednakże emocje związane z inauguracją najbardziej prestiżowego cyklu letnich skoków narciarskich – były ponad tym wszystkim. Rangę zawodów podniosło z pewnością to, że gościł na nich Orzeł z Wisły – Adam Małysz. 

Czwartkowe treningi służyły zapoznaniu się z obiektem, wyniki były dość różne. W obu seriach brylowali inni skoczkowie. Pierwszy trening przyniósł zwycięstwo Simona Ammanna (126,5 m), a drugi Michaela Hayboecka (128 m). Z Polaków najlepiej spisywał się Maciej Kot – zajmował 10. i 4. miejsce. Kwalifikacje to już triumf Dawida Kubackiego, który po znakomitych występach w Pucharze Kontynentalnym wzbudził nadzieje na dobry wynik w Wiśle. Oprócz niego do konkursu dostało się siedmiu naszych zawodników: Bartłomiej Kłusek, Maciej Kot, Krzysztof Biegun, Marcin Bachleda, Krzysztof Miętus, Aleksander Zniszczoł i Andrzej Zapotoczny, a dwóch „biało-czerwonych” – Piotr Żyła i Kamil Stoch mieli zapewnione kwalifikacje. 

Wszyscy z nadzieją czekali na piątkowy konkurs drużynowy i sobotni indywidualny. Wieczorna drużynówka układała się korzystnie dla naszych reprezentantów – wszyscy wybrani przez trenera Łukasza Kruczka (Piotr Żyła, Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Kamil Stoch) prezentowali równą formę tworząc zgrany team. Wśród faworytów nadal jednak wymieniani byli Austriacy, mimo braku Morgensterna i Schlierenzauera, Norwegowie a także Niemcy. W serii próbnej przed konkursem najdalej poszybował Japończyk – Yuta Watase – aż 131,5 metra.

Wszystkich zaskoczyli jednak Słoweńcy, którzy uzyskali najwyższą notę po I serii. Tuż za nimi znaleźli się Polacy, a na trzecim miejscu Niemcy. Zaskoczeniem była dopiero 4. lokata Austriaków oraz 6. Norwegów. Kiedy wydawało się, że nawet sześć czołowych drużyn stoczy pasjonującą walkę o podium w drugiej serii, stała się rzecz zupełnie niespodziewana. Zgasły reflektory oświetlające Skocznię im. Adama Małysza i na obiekcie zapanowała ciemność. Awaria okazała się poważniejsza niż się wydawało, pomimo jednej udanej próby ponownego ich uruchomienia, zgasły znowu, a jury zawodów jeszcze przez kilkadziesiąt minut trzymało kibiców w niepewności. Ostateczna decyzja w końcu jednak zapadła, wyniki I serii są końcowe – Słoweńcy zwyciężają, Polacy na podium! Lokata naszych skoczków zadowalała, ale można było też wyczuć niedosyt – nasi skoczkowie mogli przecież powalczyć o zwycięstwo. 

Trzeci dzień ze skokami w Wiśle rozpoczął się od popołudniowej serii próbnej, którą wygrał Austriak – Lukas Mueller. Drugi był jednak Dawid Kubacki i można było przypuszczać, że to on powalczy o podium. Pierwsza seria zaskoczyła jednak chyba nawet polskich szkoleniowców. Po znakomitym skoku na 128 metrów z dużą przewagą (7,2 pkt) nad drugim Simonem Ammannem (130 m) prowadził Maciej Kot. Na trzecim miejscu plasował się kolejny nasz reprezentant – Kamil Stoch (128 m). Poza nimi w II serii udział zapewnili sobie także: 13. Bartłomiej Kłusek (121,5 m), 17. Krzysztof Biegun (120,5 m), 23. Dawid Kubacki (120,5 m) oraz 30. Piotr Żyła (121,5 m). 

Finał zapowiadał się więc pasjonująco. Można było zadawać sobie pytania: czy zobaczymy dwóch Polaków na podium? Czy Maciek Kot wytrzyma presję lidera?

Najpierw wszystkich pozytywnie zaskoczył Piotr Żyła, zaliczając spory awans (z 30. na 16. miejsce). Wszyscy zadrżeli na moment gdy Robert Kranjec ratował się przed upadkiem, lądując awaryjnie na 79 metrze. Największe emocje przyszły jednak już w trakcie występu czołowej dziesiątki. Miejsca na podium nie utrzymał niestety Kamil Stoch, jednak jego obecność w czołowej 10. już na początku lata to dobry prognostyk na przyszłość. W drugiej kolejce zmobilizowali się Wolfgang Loitzl i Simon Ammann – doświadczeni i utytułowani skoczkowie wskoczyli na podium, a na rozbiegu pozostał tylko Maciej Kot. Wszyscy spojrzeli w górę, w kierunku rozbiegu i progu skoczni. Odepchnięcie się od belki, wybicie i lot… ponad punkt konstrukcyjny. Zostaje podana dokładna odległość – 123 metry, skaczący przed nim Ammann miał 124, ale Polak miał sporą przewagę. Chwila wyczekiwania i wszystko już jest pewne – Maciek Kot zwycięzcą LGP w Wiśle! Jako trzeci Polak zwycięża w konkursie tego cyklu, wcześniej sztuki tej dokonali Adam Małysz i Kamil Stoch. Kibice śpiewają głośne „Sto lat” na cześć triumfatora, później odegrany zostaje Mazurek Dąbrowskiego.

Zarówno na podium jak i podczas konferencji prasowej można zauważyć delikatny uśmiech Maćka, bez przesadnego huraoptymizmu. Miejmy nadzieję, że sportowa dojrzałość będzie młodemu reprezentantowi Startu Krokiew Zakopane towarzyszyła podczas kolejnych konkursów i że młodszy z braci Kotów dzięki temu przysporzy nam i sobie jeszcze większych powodów do wielkich sportowych emocji i radości.


Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *