SETNA ROCZNICA URODZIN STANISŁAWA MARUSARZA

marusarz stanislaw po.prawej.udziela.wywiadu

Wczoraj, tj. 18 czerwca, obchodziliśmy setną rocznicę urodzin Stanisława Marusarza – jednego z najwybitniejszych polskich narciarzy. Skromny chłopak z gór – urodził się w 1913 roku w Zakopanem. Ojciec, Jan, był gajowym i nie popierał pasji swego syna jaką było narciarstwo. Jednak marzenia często się spełniają – tym razem nie było inaczej.

Coś ciągnęło młodego Staszka na skocznię – i tak w wieku zaledwie 13 lat postanowił zmierzyć się z seniorami na Krokwi. Sędziowie przecierali oczy ze zdumienia, kiedy okazało się, iż młody chłopak zajął sensacyjne, trzecie miejsce. Początki nie były jednak łatwe! Na dwóch za krótkich i niesmarowanych deskach „spadł z progu” Jaworzynki (ówczesnej najważniejszej skoczni w Polsce; K-30). Jednak ten wypadek sprawił, że chłopak zapałał jeszcze większą ochotą do skakania. I wszyscy wiemy jak to się skończyło! Uprawiał nie tylko skoki narciarskie, lecz także kombinację alpejską, kombinację norweską, zjazdy a także sztafety biegowe. Aż 25 razy zdobywał Mistrzostwo Polski w tych dyscyplinach.

Nie sposób wymienić wszystkich jego osiągnięć w tak krótkim tekście, jednak w największym skrócie: Marusarz był 4-krotnym olimpijczykiem (1932: Lake Placid, 1936: Garmisch – Partenkirchen, 1948: Sankt Moritz i Oslo w 1952 – w roku 1956 w Cortina d”Apezzo otwierał konkurs olimpijski jako przedskoczek), ustanowił rekord świata w długości lotu (Planica 1935 r. – 95 metrów), był wicemistrzem świata z Lahti z 1938 roku (w nieco kontrowersyjnych okolicznościach, kiedy złoto przegrał o 0.3 punktu z Norwegiem Asbjørnem Ruudem ), w tym samym roku uzyskał tytuł najlepszego sportowca Polski w plebiscycie Przeglądu Sportowego, był też narciarzem 50-lecia PZN (rok 1969).

Jednak kiedy wybuchła wojna, musiał zapomnieć o sporcie – wstąpił do ZWZ-AK i działał jako kurier na trasie Budapeszt-Zakopane. Odznaczony m.in. Krzyżem Srebrnego Orderu Wojennego Virtutti Militari a także Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, wykazał się odwagą i wytrwałością. Odmówiwszy trenowania nazistowskich narciarzy, uciekł przed wyrokiem śmierci. Dwa razy uciekał z niewoli, m.in. na Węgry. Niósł pomoc innym kiedy tylko mógł, np. pomagał przekraczać granice państwa prześladowanym. Po wojnie kontynuował skakanie, co było symbolicznym powrotem Polaków do międzynarodowych sportowych zmagań. 

Stanisław Marusarz znany jest pod pseudonimem „Dziadek”, który przylgnął do niego wcześniej niż się wydaje, bo już w roku 1947. Przyniósł zgłodniałym kolegom świeże chleby, jednak zapomniał o chorym Janie Ciaptaku, który z żalem zapytał: „Dziadku, a o mnieście zabocyli?”. Miano „dziadek” nie miało tu oznaczać wieku, czy też typowych dla osób starszych problemów z pamięcią – w góralskiej tradycji jest wyrazem szacunku.

Nasz „Dziadek” wytrenował wiele pokoleń młodych skoczków i sam stał się legendą skacząc przez 30 lat swojego życia. W 1966 roku na Turnieju Czterech Skoczni w Garmisch – Partenkirchen postanowił skoczyć po 9-letniej przerwie. Sędziowie mieli poważne obawy co do jego kondycji, nie byli pewni czy da radę – miał przecież 53 lata! Jednak zgodzili się, a „Dziadek” przypiąwszy pożyczone narty poleciał pewnie i wylądował daleko – w garniturze. Ostatni raz skoczył w wieku 68 lat na potrzeby filmu „Dziadek” Janusza Zielonackiego.

Zmarł na zawał serca, przemawiając nad grobem swego przyjaciela i dowódcy z lat wojny, Wacława Felczaka. Zakopiańska jesień, 29 października 1993 roku – według niektórych, wraz z nim odeszło wtedy polskie narciarstwo. Ale czy mieli rację? Nie można się z tym zgodzić. „Dziadek” stał się wzorem dla młodych zawodników, dowodem na to, że można być najlepszym, zapamiętanym. Dzięki niemu sporty zimowe stawały się coraz bardziej popularne i kochane przez kibiców. Dziś mamy wspaniałą, brązową drużynę Mistrzostw Świata i samego Mistrza, Kamila Stocha. W pamięci mamy wspaniałe sukcesy Adama Małysza. Nie zapominamy o takich nazwiskach jak Piotr Fijas czy Wojciech Fortuna. Nasza młoda, prężnie rozwijająca się grupa zawodników rozbudza bardzo duże nadzieje w sercach kibiców. Nadzieje nie tylko na zwycięstwa i medale, ale przede wszystkim na niezapomniane emocje i wielką wolę walki.

Niektórzy starsi mieszkańcy Zakopanego twierdzą, że duch Marusarza osiadł na Wielkiej Krokwi, skoczni od 1989 roku noszącej jego imię, i podczas zawodów sprzyja naszym skoczkom. Popularny „Dziadek” na pewno pozostanie w naszej pamięci na wiele kolejnych lat i dalej będzie przykładem człowieka kochającego swoją pasję, wytrwałego i wybitnego sportowca.

Źródło: z-ne.pl / informacja własna

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram