Lotnik, rekordzista i … pechowiec, czyli niezwykła kariera Björna Einara Romörena

Romoeren

Romoeren

Niektórzy mówią, że sportowcy rodzą się i umierają dwa razy. Drugie „narodziny” mają miejsce przy rozpoczęciu kariery, pierwsza „śmierć” to odejście na sportową emeryturę. Koniec czegoś jest jednak zawsze początkiem nowej przygody i jak się okazuje w przypadku Bjørna Einara Romørena – nowa droga życia może być całkiem ekscytująca.

 

Inni skoczkowie na emeryturze

Martin Schmitt, fot. Julia Piatkowska

Sportowcom, którzy byli na co dzień przyzwyczajeni do adrenaliny, z czasem zaczyna jej brakować. Wielu z nich poradziło sobie i z tym problemem, np. nasz znakomity „Orzeł z Wisły” spełnia się teraz jako kierowca rajdowy. Wiemy też, że motoryzacyjną pasję podzielają kolejni. Jeszcze inni, pomimo tego, że już przestali być skoczkami narciarskimi, nadal chcą pozostać przy skokach, tak jak Martin Koch, czy Martin Schmitt. Austriak został komentatorem stacji ORF, natomiast legendarny Schmitt będzie realizował się teraz w nowej roli trenera. Niemiec chce przekazać młodym zawodnikom swoje doświadczenie i wiedzę, którą nabył przez lata swojej niezwykłej sportowej przygody.

Wielu skoczków z czasem zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że najlepsze lata ich kariery nieodwracalnie minęły. Inni rezygnują ze startów wtedy, kiedy można byłoby jeszcze przypuszczać, że niejedna wygrana przed nimi. Zdarza się, że niektórzy odchodzą przez względy finansowe. Jaki był natomiast powód zakończenia kariery przez Bjørna Einara Romørena – zawodnika który wielokrotnie powtarzał, że skoki narciarskie są dla niego całym życiem? Norweg, pomimo motywacji do skakania,  ogłosił zakończenie swojej sportowej kariery podczas ostatniego konkursu Pucharu Świata w słoweńskiej Planicy. Nie była to do końca dobrowolna decyzja. W dużym stopniu wymusiła ją kontuzja kręgosłupa z którą Norweg zmagał się od dawna.

 

Jeden z asów Kojonkowskiego

Bjoern Einar Romoeren, fot. Kata Deak

Bjørn Einar Romøren, który swoje najlepsze starty w Pucharze Świata odnotował w sezonie 2003/2004, przy trenerze Kojonkowskim, z pewnością pozostanie zapamiętany przez kibiców. Skoczkowie powtarzają nie raz, że wyniki i medale są dla nich bardzo ważne, ale najważniejsza jest radość z latania. A taką właśnie satysfakcją – z dalekich lotów – Romøren cieszył zarówno kibiców, jak i siebie samego niejednokrotnie.  Początkowych sezonów 2000/2001 i 2001/2002 Bjørn nie zaliczy do udanych. Norweg nie został wtedy nawet sklasyfikowany w Pucharze Świata. Następnej zimy było już znacznie lepiej, Romøren pokazał wreszcie swoją klasę, talent i potencjał jaki do tej pory w nim drzemał. Zawodów w 2003 r. w austriackim Bischofshofen nie zapomni do końca życia, to właśnie tam, po raz pierwszy w życiu, stanął na najwyższym stopniu podium. Trzecią lokatą dla Norwega zakończyły się natomiast zawody w Sapporo. Ostatecznie w „generalce” skoczek uzyskał 14. wynik. Ku ówczesnej radości Polaków Adam Małysz, jako pierwszy zawodnik w historii dyscypliny, otrzymał Kryształową Kulę po raz trzeci z rzędu.

Od lat w klasyfikacji Pucharów Narodu rządzą Austriacy, ale w sezonie 2003/2004 to Norwegowie wiedli prym. Pod wodzą fachowca Kojonkowskiego nie mieli sobie równych. W końcowej tabeli aż mieniło się od norweskich flag, na drugim miejscu znalazł się Roar Ljøkelsøy (król lotów), tuż za nim na trzeciej pozycji uplasował się Bjørn Einar Romøren, czwarty był Sigurd Pettersen (zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni), nieco dalej, bo na jedenastym miejscu, znalazł się Tommy Ingebrigtsen. Były to jedne z najlepszych startów skandynawskiej reprezentacji w historii, których obecna drużyna nie może powtórzyć. Tamtej zimy Bjørn do dorobku sukcesów dołożył drugie miejsce w Turnieju Skandynawskim i drużynowe zwycięstwo na Mistrzostwach Świata w lotach.

 

Rekordzista świata

Bjoern Einar Romoeren, fot.  Bartosz Leja
Bjoern Einar Romoeren, fot. Bartosz Leja

W sezonie 2004/2005 dobrą formę Norweg uzyskał dopiero pod koniec sezonu. Zwyciężył w swoim kraju i jak przystało na prawdziwego „lotnika” królował w Planicy. W drugim konkursie po prostu zdeklasował rywali. Był 20 marca 2005 roku, słoweńska Letalnica, loty. Starty, na które zawodnicy czekają cały sezon. Tego konkursu tak łatwo nie zapomnimy, był on prawdziwym festiwalem, w którym główną rolę odgrywał Bjørn Einar Romøren. Jego skok na odległość 239 m został niebotycznym rekordem świata. Nie był to jednak wcale najdłuższy skok tych zawodów – o metr dalej „pofrunął” Janne Ahonen. Fin skoku nie ustał, a Norweg pozostał do dziś rekordzistą Letalnicy i – wówczas – rekordzistą świata. Ahonen skocznię opuścił na noszach. Na podium, oprócz Romørena, stanął także jego rodak Roar Ljøkelsøy i Austriak Andreas Widhölz.

Kolejny sezon Norweg mógł śmiało zaliczyć do udanych. Zwyciężał dwa razy (znowu w szczęśliwej dla niego Planicy), na podium stawał czterokrotnie. Jak przystało na jednego z lepszych lotników triumfował w lotach, wyprzedzając Kocha i Happonena. 2006 rok obfitował w prestiżowe turnieje, w tym Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Z Turynu Norwegowie nie wrócili z pustymi rękoma. Na ich szyjach (Roara Ljøkelsøya, Larsa Bystøla, Tommy Ingebrigtsena i Bjørna Einara Romørena) zawisły brązowe medale.

 

Kryzys i upadki

Bjoern-Einar-Romoeren-fot.-Bartosz-Leja
Bjoern Einar Romoeren, fot. Bartosz Leja

Forma Norwega w sezonie 2006/2007 była co najmniej słaba – jego najlepszą lokatą było piąte miejsce w Ga-Pa. Na Mistrzostwach Świata w Sapporo, Norwegia zajęła co prawda drugie miejsce, ale w ich składzie zabrakło miejsca dla Romørena. Zima 2007/2008 to powrót norweskiej gwiazdy. Jedno zwycięstwo, jedno drugie miejsce i dwa miejsca na najniższym stopniu podium, to dorobek Romørena z tamtego okresu.

Skoki narciarskie to lata historii, znakomitych przeżyć, często miłych wspomnień ale niestety są rzeczy o których my, a przede wszystkim zawodnicy, chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Niektórych wydarzeń nie wymażemy jednak z pamięci. W 2008 r. we włoskim Predazzo, Romøren zaliczył dwa groźnie wyglądające upadki. Wobu seriach konkursowych. Szczególnie dramatycznie wyglądał upadek z serii finałowej. Norweg już na rozbiegu miał problemy, a przy wybiciu odpięła mu się jedna narta. Serca kibiców zamarły,  Bjørn spadł z dużej odległości, plecami uderzając o zeskok. Na szczęście cała historia zakończyła się dobrze, a Romøren o własnych siłach opuścił skocznię. Doświadczenie i łut szczęścia sprawiły, że Norweg wyszedł z wypadku bez szwanku i wystartował już w następnym konkursie.

Później jednak  Romøren nie prezentował się tak dobrze jak przed laty. Ani razu nie stanął na podium, zdarzało mu się nawet nie wejść do finałowej trzydziestki. Norweg poszukiwał dawnej formy, chciał znów być czołowym skoczkiem liczącym się w walce o podium. Nie pozwalała na to jednak jego dyspozycja. W następnym sezonie było już lepiej, nadzieje Norwegów odżyły już po pierwszym pucharowym konkursie w Kuusamo, który był doskonałym prologiem sezonu dla Romørena. Wygrał wtedy zawody, tuż zanim znalazła się młodziutka rewelacja,nadzieja niemieckich skoków narciarskich – Pascal Bodmer.

Oslo-Holmenkollbakken, fot. Stefan Piwowar

Dobre starty ostateczne dały zawodnikowi 9. miejsce w końcowej klasyfikacji. W 2010 r. Norweg nie pojawił się na dużej skoczni w Whistler podczas Igrzysk Olimpijskich w Vancuver. Romørena zastąpił kolega z drużyny Johan Remen Evensen. Również bez Bjørna rozegrał się konkurs drużynowy, w którym Norwegowie wywalczyli brązowe medale olimpijskie. Dodatkowo tydzień przed zawodami skoczek złamał palec. Kontuzja nie byłaby niczym kontrowersyjnym, gdyby nie jej okoliczności.

Romøren sam uszkodził sobie palec uderzając z całej siły o barierkę po nieudanym skoku w Willingen. Sezony 2010/2011 oraz  2011/2012 to okres bez podium dla Norwega. Romøren nie chciał jednak, żeby o nim zapomniano. Wokół ceremonii otwarcia nowej skoczni w Hollmenkolen w Oslo wybuchł skandal, z Romorenem w roli oskarżonego. Poczuł się niedoceniony, gdyż nie wyznaczono go na tego, który odda pierwszy skok na przebudowanej skoczni. Jej otwarcie było traktowane prawie jak święto narodowe. Do „wypróbowania” skoczni została wyznaczona norweska skoczkini Anette Sagen, ale to nie ona oddała pierwszy skok. Romøren bez wiedzy zdecydowanej większości kibiców, zawodników i oficjeli, wieczorem, dzień wcześniej poszybował na Holmenkollbakken. Prawdopodobnie poprosili go o to niektórzy włodarze obiektu, nie informując o tym wcześniej nikogo. Czyn Romørena uznano za haniebny i skandaliczny.

Bjoern Einar Romoeren, fot. Julia Piątkowska

W 2012 r. skoczek przechodził trudne chwile. Musiał zrezygnować ze startów i poddać się operacji. Norweg cierpi na chorobę zwyrodnieniową kręgosłupa. Potem walczył już tylko o poprawienie formy, do której jednak już nie powrócił. Ostatni sezon i skoki w niczym nie przypominały dawnego skoczka, który przez kilka sezonów szczycił się światowym rekordem w długości lotu. Ostatniej zimy Norweg nie wystartował w Soczi, a w klasyfikacji generalnej był 74. W PŚ zaliczył tylko dwa występy, stąd ogłoszenie końca kariery nie było zaskoczeniem dla kibiców.

Bjørn Einar Romøren to brązowy medalista olimpijski, trzykrotny medalista mistrzostw świata i czterokrotny medalista mistrzostw świata w lotach. Utytułowany skoczek, który przez lata realizował swoją sportową pasję. Dzięki niemu my, kibice, mogliśmy oglądać dalekie loty. Co będzie robił skoczek po skończeniu kariery? Wszystko wskazuje na to, że nie podzieli losu Małysza, Schmitta czy Kocha. Być może jego przyszłość będzie szła w zupełnie innym kierunku. Norweg studiował ekonomię i  może to właśnie z tej profesji będzie żył dalej. Cokolwiek nastąpi, Romøren za skokami na pewno będzie tęsknił. My nie zapomnimy rewelacyjnego Norwega, z przyjemnością wspomnimy czasy jego świetnej formy. I oczywiście nagrania. Ze znakomitym skokiem-rekordem na odległość 239 metrów.

 

Agnieszka Połomska

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram