Bronisław Stoch dla SkokiPolska: „Kto to skacze? Funaki z Polski!” (cz. 2)

Stoch.Bronislaw.fot.K.SluzewskaW drugiej części wywiadu z portalem SkokiPolska.pl, ojciec Kamila Stocha – Bronisław Stoch – opowiedział o obawach związanych z lotami syna na nartach, o tym, jak długo Kamil będzie skoczkiem, o zawodnikach, którym kibicował, o Kazuyoshim Funakim, a także o tym, jak jedna z kibicek… nie poznała naszego Mistrza Świata. Zapraszamy!

 

Katarzyna Służewska: Czy przypomina Pan sobie jakieś anegdoty związane ze sportową karierą Kamila?

Bronisław Stoch: Jest ich bardzo dużo, ale bardzo zabawna historia zdarzyła się około rok temu, wtedy, gdy nasi skoczkowie byli w Skandynawii. Wówczas jakaś kobieta podeszła do nich i poprosiła Kamila, aby zrobił jej zdjęcie z Piotrkiem Żyłą. Kamil wziął aparat, zrobił zdjęcie i później ta sama pani podeszła do niego, odebrała aparat, poklepała po ramieniu i powiedziała: „Niech się pan nie martwi, bo pan kiedyś też będzie sławny”. Kamil na to: „Nie, nie, ja się nie martwię”. Po czym wszyscy zaczęli sie z tego śmiać. Kiedy Kamil był jeszcze dzieckiem, pamiętam też, że dość zabawne było to, że nie była dla niego ważna długość skoku, ale to czy zrobił charakterystyczną „V-kę” i po każdym skoku pytał, czy ją wykonał.

 
Kamil Stoch, fot. Julia Piątkowska
Kamil Stoch, fot. Julia Piątkowska

KS: Czy z racji Pana zawodu psychologa, Kamil zwraca się czasem o radę i pomoc?

BS: Wszystko dzieje się spontanicznie. Jak była ku temu okazja, to poruszało się dany temat i się go rozpracowywało. Nie było to na zasadzie, że przygotowywało sie ku temu jakieś specjalne spotkania.

 

KS: Sport w Państwa domu musiał być zapewne obecny od dawna. Czy wiążą się z tym jakieś rodzinne sportowe tradycje?

BS: Ząb jest najwyżej położoną miejscowością w Polsce i mieliśmy trudny dostęp do Zakopanego. Pierwszy autobus pojechał w 1974 roku, kiedy to z bratem mieliśmy po 17 lat. W okresie dziecięcym próbowaliśmy chodzić na skocznię, ale stąd jest ponad 10 kilometrów, czyli łącznie 20 km w obie strony, do tego jeszcze ciężkie narty trzeba było ze sobą dźwigać. Co prawda w dół na nich zjechaliśmy, ale w górę trzeba je jednak wnieść, to było niesamowite, ale i trudne. Z bratem wytrzymaliśmy jeden sezon.

 

KS: Czy zanim Kamil zaczął skakać, to interesował się Pan tym sportem? Jakim zawodnikom wówczas Pan kibicował?

BS: Ten sport wpisany jest w naszą krew, w nasze tradycje. Jest to najbardziej widowiskowy sport, a zarazem bardzo odważny, którym wszyscy górale, z dziada pradziada się interesują. I to nie tylko od czasu 1962 roku, kiedy odbyły się w Zakopanem zawody FIS, czyli Mistrzostwa Świata, ale jeszcze przed wojną gromadziły się na skoczni tłumy. Nie było innych przekazów, czy to telewizyjnych czy radiowych, więc trzeba było iść osobiście, obejrzeć i przeżyć to zjawisko. Jeszcze jako dziecko pamiętam, jak starsi ludzie szli w niedzielę na Mistrzostwa Polski czy Memoriały Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny.

Stoch_Kamil_oslo.zima_fot.S.Piwowar
Kamil Stoch, fot. Stefan Piwowar

Pamiętam kilku zawodników – Tadeusza Pawlusiaka, Józefa Przybyłę, czyli naszych skoczków, następnie Adama Krzysztofiaka, którego znałem nawet osobiście, oczywiście nie wspominając już o Tajnerze, którzy jednak był kombinatorem norweskim. Później był jeszcze Gąsienica-Daniel czy Wojciech Fortuna, którego także znałem osobiście. Był jeszcze Staszek Bobak, który mieszkał tutaj, niedaleko. Ze względu na to, że byłem mały, to nie pamiętam zbytnio Zdzisława Hryniewieckiego, który w Wiśle-Malince w 1960 doznał poważnego upadku podczas którego doszło do uszkodzenia kręgosłupa. Miałem wtedy około 5 lat, więc nie mogłem się tym jeszcze interesować, ale czytałem o nim dużo. Była to postać, która wryła mi się w pamięć. Do tego dochodzą jeszcze zagraniczni zawodnicy, m.in. Helmut Recknagel, Hans-Georg Aschenbach z NRD, później pamiętam Dietera Thomę, którego bardzo lubiłem, czy Kazuyshiego Funakiego, którego bardzo skutecznie próbował naśladować Kamil. Kiedyś w Czechach, w Łomnicy nad Popelką, były zawody w których skakał Kamil i wszyscy sie pytali: „Kto to skacze?”, a na to pada odpowiedź: „Jak to kto? Funaki z Polski!”.

 

KS: Można powiedzieć, że skoki narciarskie są sportem ekstremalnym i nieprzewidywalnym. Czy przez to Pan, jak i Pana żona, stresujecie się, kiedy Kamil skacze?

BS: Trzeba się było z tym stopniowo sie oswajać. Pomagało w tym jednak to, że wszystko zaczynało się od najmniejszej skoczni, bo gdyby dziecko poszło od razu na duży obiekt, to zapewne byśmy tego nie przeżyli. Wszystko szło po kolei, krok po kroku, bardzo mądrze, choć Kamila bardzo ciągnęło na te duże skocznie. Już jako 12-latek poszedł na duży obiekt w Zakopanem. Wtedy to był straszny stres. Pamiętam, że wahałem się, czy mu na to pozwolić. Po konsultacji z bardzo doświadczonym trenerem, dziadkiem Mardulą, który pomógł nam zrozumieć ten sport, i który powiedział, że Kamil jest już na tyle dobry technicznie, że jeśli nie będzie wiatru, to może skoczyć – pozwoliłem. I wtedy właśnie Kamil skoczył 128 metrów. Był to największy stres jaki przeżywałem. To było stopniowe oswajanie się z tym ciężarem, z możliwością kontuzji, z możliwością przeżycia czegoś jeszcze gorszego. To jednak cały czas jest z tyłu głowy i nigdy się tego nie pozbędę, bo wiem, że w sporcie wszystko jest możliwe.

 
stoch_kot_zyla_b.leja
Kamil Stoch, Maciej Kot, Piotr Żyła, fot. Bartosz Leja

KS: Czy w tym momencie jest to ten sam rodzaj stresu, który towarzyszył Państwu podczas pierwszych skoków Kamila?

BS: Myślę, że w tym momencie stres jest nawet większy, bo dotyczy nie tylko jego bezpieczeństwa, ale także wyniku, czy pozycji oraz utraty tego, czego oczekują od Kamila inni. Jest to dodatkowy stres, który wynika z odpowiedzialności, z poczucia solidarności z nim, a także z noszenia ciężaru oczekiwań związanych z odniesionymi sukcesami. To również wszystkich obciąża. W razie niepowodzenia, to na niego idzie większa ilość negatywnych komentarzy niż na tych, wobec których nie ma dużych oczekiwań.

 

KS: W świecie skoków narciarskich istniała niepisana zasada, wedle której skoczkowie, którzy się ożenili, zaczynali słabiej radzić sobie w sporcie. Kamil po ślubie z Ewą wyraźnie dojrzał, także sportowo, zgodzi się Pan z tym?

BS: On dojrzewał do wszystkiego stopniowo. Dojrzał więc i do roli męża, do roli rodzinnej. Była to ewolucja, która przybliżyła go do wszystkiego. Oczywiście, jeśli są dobre relacje wewnątrz rodziny, to też pomaga. Gdyby były negatywne, konfliktowe relacje, to z pewnością byłoby inaczej. Wszystkim życzymy zgody i fajnych relacji w związkach, nie tylko w tych formalnych, ale i nieformalnych, bo jak wiemy doskonale „zgoda buduje, a niezgoda rujnuje”.

 

KS: W dzisiejszych skokach, kiedy standardy wiekowe wyznaczają m.in. Noriaki Kasai (42 lata), czy Janne Ahonen (37 lat), wielu skoczkom zadaje się pytanie, które im samym też z pewnością chodzi po głowie – „Jak długo kontynuować sportową karierę?”. Do kiedy widziałby Pan Kamila na skoczni?

Oficjalny.Fan.Klub.Kamila.Stocha.Proszowice_fot.SkokiPolska
Oficjalny Fan Klub Kamila Stocha – Proszowice, fot. SkokiPolska.pl

BS: W ogóle się nad tym nie zastanawiam. Zostawiam mu całkowicie wolną rękę i to on ma się określić. Wiem, że jest na tyle mądry i na tyle niezależny, że potrafi sobie tą granicę wyznaczyć. Poza tym, to zależy nie tylko od niego. Będzie to także zależało od wielu innych czynników, czy to życiowych czy zdrowotnych. To wszystko będzie się składać na jego decyzję i na jego wybór. Ja nie będę się zatem bawił w prognostyka, bo to byłoby niepoważne. Z drugiej strony byłoby to zbyt ingerencyjne, że ja miałbym wyznaczać granice komuś, kto jest właścicielem własnego organizmu i swojej kariery.

 

KS: Od kilku lat w Proszowicach istnieje Oficjalny Fan Klub Kamila Stocha, którego członkowie jeżdżą praktycznie wszędzie by wspierać Kamila i resztę naszych reprezentantów. Jak ocenia Pan inicjatywę utworzenia tego FK?

BS: To jest naprawdę fajna sprawa, bo oni tak naprawdę wytypowali zawodnika, który wtedy nie miał znaczących sukcesów. W pewnym zawodniku ulokowali nadzieje i jak się okazało – trafili w dziesiątkę. Świadczy to o ich intuicji. Oni są z nim kiedy idzie lepiej, a także wtedy kiedy jest gorzej. Jest to bardzo dobra forma identyfikacji z daną dyscypliną sportu, krzewienia jej popularności, ale także fantastycznej promocji miasta Proszowice. Uważam też, że zostało to zgrabnie połączone i dzięki temu Proszowice zaczęły funkcjonować w świadomości Polaków. Takie połączenie napewno służy wszystkim.

 

Zachęcamy do zapoznania sie także z pierwszą częścią wywiadu TUTAJ.

 

rozmawiała Katarzyna Służewska

 

Komentarze

comments

1 thought on “Bronisław Stoch dla SkokiPolska: „Kto to skacze? Funaki z Polski!” (cz. 2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram