Aleksander Zniszczoł dla SP: „Jak się dostaje wiatr w plecy, to trudno odlecieć”

Aleksander Zniszczoł, fot. Anna CisTrzecia odsłona Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku okazała się dla polskich skoczków szczęśliwa. Aleksander Zniszczoł, dzięki solidnej próbie w pierwszej rundzie, zapewnił sobie miejsce w finale jako piąty spośród „najlepszych przegranych”. Tuż po drugim skoku, Olek skomentował dla nas swój dzisiejszy występ.

 

W pierwszej serii nasz najmłodszy reprezentant oddał skok na odległość 124,5 metra, w drugiej próbie udało mu się uzyskać jedynie 107 metrów. Olek zapytany o to, co stało się podczas drugiego skoku, odparł: – Myślę, że nie różnił się on zbyt wiele od tego pierwszego, ale jednak na takiej skoczni, przy niskim rozbiegu, jak się dostaje wiatr w plecy 0,5 m/s to bardzo trudno odlecieć. Jako jedyny dostałem dużo punktów dodanych za wiatr, inni mieli odejmowane. Taki to już jest sport, czasem wiatr w plecy, czasem pod narty –  tłumaczył Zniszczoł.

Dla 20-latka był to pierwszy konkurs w ramach Turnieju, w którym zakwalifikował się do drugiej rundy. Ostatecznie Polak określił swój dzisiejszy występ jako udany: – Są punkty i awans do trzydziestki, nie jako wygrana w parze, dlatego że mi się udało, tylko jako „lucky looser”. To też jest w pewnym sensie sukces, bo jest tylko pięć miejsc. Jeżeli zawodnicy z pierwszej dziesiątki odpuszczają kwalifikacje, to ciężko się dostać, bo wiadomo, że oni nie skoczą słabo – zakończył Olek. 

 

rozmawiała w Innsbrucku Gosia Mynett

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram