Kamil Stoch, fot. Julia Piątkowska

O tym, że skacze bez presji zwycięzcy, że jego forma nie pozwala na zwycięstwa w Pucharze Świata Kamil Stoch mówił jeszcze po konkursie drużynowym. Następnego dnia po każdym skoku oglądał przy swoim nazwisku wymarzoną dla sportowca jedynkę oznaczającą pierwsze miejsce. Niestety, wszystko wskazuje na to, że powracający do walki o najwyższe lokaty biało-czerwony husarz przestworzy pozostał w walce z czołówką sam, bez wsparcia kolegów.   

 

Polak wrócił na szczyt, do absolutnej czołówki, w której znalazł się po wymarzonym dla niego i milionów Polaków sezonie olimpijskim. Uczynił to w miejscu magicznym, czyli na Wielkiej Krokwi, skoczni na której się wychował. Uczynił to w stylu eleganckim dostając noty po dziewiętnaście punktów, wśród nich pojawił się jeden „maks”, czyli „dwudziestka”. Uczynił to… nareszcie, przypominając światu, że Polak wie jak dofrunąć do podium zawodów Pucharu Świata.

Stefan Kraft, fot. Julia Piatkowska
Stefan Kraft, fot. Julia Piatkowska

Za naszym wojownikiem przestworzy plasowali się najlepsi i najrówniejsi skoczkowie tego sezonu. Młody, nienasycony medalami i już doświadczony duet Severin Freund – Peter Prevc uzupełniają Austriacy: Michael Hayboeck i Stefan Kraft. Pierwszy, poza incydentem na Kulm, jest niesamowicie regularny, drugi błyszczy formą od początku Turnieju Czterech Skoczni na kompletnie różnych skoczniach. Z podium nie schodzi od sześciu zawodów, na chwilę obecną to bez wątpienia jego sezon.

Cała Polska oczekiwała na zawody w Zakopanem, w których Stoch i spółka mogli użyć „drugiej pary nart”. Większość gromkiego „leeeć” przy skokach naszych kończyła się jednak zawodem i wykręcaniem głów, niż wybuchami radości. Druga para nart nigdy nie załatwi sprawy, jeśli pierwsza zawodzi. Nasi skoczkowie nie odkuli się za sezonowe niepowodzenia, co widzieliśmy w konkursie drużynowym i drugiej serii konkursu indywidualnego. Niemieckojęzyczni, Norwegowie i Słoweńcy odjechali naszym bardzo daleko na obu polach rywalizacji, po polskich Pucharach Świata A.D. 2015 wracamy do myślenia kategoriami małyszomanii, nadzieje przed Mistrzostwami Świata pokładając w jedynym, wybitnym skoczku, ciągle nadrabiającym przecież absencję jednej trzeciej części pucharowych zmagań. Wsparcia jednak Stochowi brakuje i nie wytłumaczą tego żadne dyplomatyczne odpowiedzi naszego mistrza.

Brązowa drużyna z Trentino 2013 fot. Alicja Kosman
Brązowa drużyna z Trentino 2013, fot. Alicja Kosman

To powoduje jakże nam znaną ambiwalencję uczuć. Dysproporcja między potencjałem Stocha i reszty naszych chyba nigdy nie była tak duża jak teraz. Brązowy team z Trentino, nawet czwarty z igrzysk w Soczi był bardziej stabilny niż dzisiejsza reprezentacyjna „czwórka”. Dwa lata temu Polacy oddali drużynowo siedem bardzo dobrych skoków na obiekcie im. Stanisława Marusarza, teraz tylko dwa i to w wykonaniu tego samego zawodnika. Zważywszy, że przed Falun niewiele w samej formie skoczków się zmieni, o medalu w drużynówce właściwie możemy zapomnieć. Pozostaje dmuchanie pod narty naszemu mistrzowi, który jako jedyny jest w stanie dolecieć do podium.

 

Bartłomiej Chudy

 

Komentarze

comments

1 thought on “Kamil Stoch – husarz bez wsparcia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram