Wymierzyć niewymierzalne, czyli o Plebiscycie PS na Sportowca Roku

Kamil Stoch - zwycięzca Plebiscytu za 2014 r., triumfujący w Zakopanem w 2015 r., fot. Julia PiątkowskaSłynny już Plebiscyt Przeglądu Sportowego i Telewizji Polskiej na Sportowca Roku zawsze wzbudzał wiele emocji. Mówią, że od przybytku głowa nie boli, ale w 2014 r. przekonaliśmy się na własnej skórze, że jednak może być inaczej. Bo jak tu wybrać Czempiona, kiedy o uznanie kibiców walczą mistrzowie olimpijscy, mistrzowie świata i Europy, bijący niebotyczne rekordy w swoich dyscyplinach?

 

Wymierzyć niewymierzalne

Toż to wybór niedoskonały, pozbawiony sensu, od początku skazany na porażkę. A jednak, wbrew logice, znowu się udało. Co roku, głosując w Plebiscycie na Sportowca Roku, zadaję sobie nieśmiertelne pytanie, czy to ma jakikolwiek sens. Czy z grona wielu wybitnych sportowców można w ogóle wybrać tego jedynego, który swoimi osiągnięciami zadziwił nie tylko Polskę, ale i świat, który przykuł kibiców do telewizorów, pozwalając im oderwać się od codzienności i przenieść do innej, lepszej rzeczywistości? Co roku nie znajduję właściwej odpowiedzi, a może po prostu zawsze jest ona inna, w zależności od tego, kto w ciągu danych 12 miesięcy stanął na sportowym szczycie. Bo sukces okazuje się niemierzalny. Nie sposób porównać emocje, wzruszenia i szał radości, który wybucha w wielu polskich domach, gdy to nasz rodak dociera na najwyższy stopień podium. Zawsze jest tak samo – głośno.

 

Może igrzyska?

Koła olimpijskie
Koła olimpijskie

Kiedy szukam w głowie właściwego kryterium wyboru, który przyczynia się do plebiscytowego lauru tego, a nie innego zawodnika, moje myśli zmierzają ku najważniejszej imprezie czterolecia, czyli igrzyskach olimpijskich. Plebiscytowa historia przekonuje mnie tymczasem, że chyba jednak nie zawsze tędy droga. O ile tegorocznym zwycięzcą okazał się dwukrotny triumfator olimpijskich rozgrywek, o tyle w 2008 i w 2012 r. Plebiscyt wygrywali inni, Robert Kubica i Justyna Kowalczyk, nie zdobywając olimpijskiego medalu. Również w tym roku wyżej od mistrzów olimpijskich, Justyny Kowalczyk i Zbigniewa Bródki, znalazł się Michał Kwiatkowski. To nasuwa podpowiedź, że może jednak nie same igrzyska…

 

Może dyscyplina?

Mariusz Wlazły, mistrz świata w siatkówce w 2014 r., drugi w Plebiscycie PS (fot. Bartosz Leja)
Mariusz Wlazły, mistrz świata w siatkówce w 2014 r., drugi w Plebiscycie PS (fot. Bartosz Leja)

Zarówno przed Galą, jak i po Gali na licznych forach internetowych toczył się spór o wyższość kolarstwa czy siatkówki nad skokami narciarskimi i odwrotnie. Odnoszę dziwnie wrażenie, że równie dużo wnosiłaby dyskusja na temat przewagi Bożego Narodzenia nad Wielkanocą albo kawy nad herbatą. W końcu nie sposób porównać wysiłek, poświęcenie i ogrom wyrzeczeń, jakie kosztuje zawodowy sport, i to bez względu na dyscyplinę. Trudno zgodzić się z argumentem, że na plebiscytowego Czempiona bardziej zasługuje reprezentant lekkiej atletyki, ponieważ uprawia ją więcej osób niż choćby skoki narciarskie. Każdy kibic ma swoje upodobania, jeden zasiada przed telewizorem latem, by z zapartym tchem śledzić rekordy bite przez Anitę Włodarczyk, a inny w porze zimowej ściska kciuki za ekipę skoczków. Ot, upodobania. Jak widać, dyscyplina również mnie zawiodła.

 

Może popularność? 

Adam Małysz - zwycięzca Plebiscytu w latach 2001-03 i 2007, fot. Kata Deak
Adam Małysz – zwycięzca Plebiscytu w latach 2001-03 i 2007, fot. Kata Deak

Miliony fanów, setki kibiców na trybunach, doping jak z innej planety. Kiedy swoje sukcesy zaczął odnosić Adam Małysz, cała Polska oszalała, a nasz skoczek nie miał spokoju nie tylko na skoczni, w sklepie, kinie czy restauracji, ale nawet we własnym domu. Choć obecnie taki scenariusz wydaje się dość nieprawdopodobny, to jeszcze kilka lat temu, nieprzyzwyczajeni do sportowych sukcesów, nie dawaliśmy żyć swoim bożyszczom. Dziś przywykliśmy, sportowy rezultat traktujemy jak wynik ciężkiej pracy, a nie tylko nieprzewidziany dar od losu. Dzięki temu Kamil Stoch może zrobić zakupy jak zwyczajny człowiek, nie ciągnąc za sobą stada rozemocjonowanych papparazzi. Jednak popularnych sportowców jest w naszym kraju wielu, a Plebiscyt rokrocznie wygrywa tylko jeden. Czyżby jednak znaczenie miały nie tylko rozpoznawalność i sława?

 

Może osobowość?

Justyna Kowalczyk - najlepsza w Plebiscycie PS w latach 2009-2013 (fot. Julia Piątkowska)
Justyna Kowalczyk – najlepsza w Plebiscycie PS w latach 2009-2013 (fot. Julia Piątkowska)

Nie ma co owijać w bawełnę – za sportowymi sylwetkami kryją się wielokrotnie wielkie osobowości, potrafiące jak magnes przyciągać kibiców. Bądźmy szczerzy, kto naprawdę interesował się skokami narciarskimi przed erą Adama Małysza? Chyba niewielu. Całe szczęście, że sama jestem usprawiedliwiona, bo przed sukcesami Orła z Wisły byłam zbyt mała, by cokolwiek zrozumieć. A jednak to Małysz, swoją skromnością, prostotą, ale jednocześnie wielkim wyczynem, którego nikt się nie spodziewał, zaprosił przed telewizory rzeszę polskich fanów. I tak dotrwali do dziś, dopingując już nie tylko w glorii chwały, ale i wtedy, gdy droga do sukcesu daleka i wyboista. Małysz nas po prostu wychował, nauczył tolerancji, szacunku dla konkurenta, determinacji w dążeniu do celu. Między innymi dlatego wygrywał nie tylko na skoczni, ale i w Plebiscycie, stając się wzorem dla wielu innych młodych sportowców. Bez osobowości, bez tego „czegoś”, co trudno uchwycić, można zapomnieć o utkwieniu w często ulotnej pamięci polskiego kibica. Bo kibic, zwłaszcza z kraju nad Wisłą, to jednak persona wymagająca.

 

Pytanie bez odpowiedzi

Kamil Stoch z Kryształową Kulą ze sezon 2013/2014, fot. Julia Piątkowska
Kamil Stoch z Kryształową Kulą ze sezon 2013/2014, fot. Julia Piątkowska

Czyżby nie było jedynej poprawnej odpowiedzi na pytania: „Dlaczego wygrał Stoch, a nie Wlazły?” albo „Dlaczego Kubica, a nie olimpijscy medaliści z Pekinu?”. Okazuje się, że upodobania fanów są jak koło fortuny, wciąż zmienne. Decydują niuanse, detale, skala sportowego wyczynu, wrażenie, jakie wywołał, emocje, jakie pozostawił. Osobowość, skromność, droga, która prowadziła do sukcesu – w oczach kibica wszystko ma znaczenie, nic nie umknie jego czujnemu instynktowi. I tak w sercach fanów rodzą się gwiazdy, których droga na sportowy szczyt wcale nie była czerwonym dywanem, a jednak właśnie na owym dywanie się w danym roku skończyła. Gwiazdy  tak rożne, że nie sposób je porównać, choć blask jakby podobny. Blask Czempiona? Ale Czempion też nie taki sam, jeden bardziej zaskakujący, drugi mniej. Stoch jakby inny od Małysza, swobodniejszy, pewniejszy, brylujący na salonach. I to właśnie ten Stoch, który jeszcze kilka lat temu rzucał ze złości nartami, wygrał bodaj najtrudniejszą plebiscytową rozgrywkę XXI wieku. Nawet najwięksi optymiści by tego wszystkiego nie wymyślili, więc wyręczyło ich życie.

 

Czy sprawiedliwie?

Choć trudno mówić o sprawiedliwości w przypadku tak subiektywnej rywalizacji, jaką jest rozgrywka o klucz do serca kibica, muszę przyznać, że tegoroczny zwycięzca był i moim faworytem, a wysłany sms się nie zmarnował. Bo któż miałby świętować triumf, jak nie ten, który kontynuuje dzieło Małysza? A może nie tyle kontynuuje, co tworzy nową kartę polskiego sportu, z olimpijskim złotym blaskiem, którego w karierze Orła z Wisły zabrakło. I wcale nie umniejsza to sukcesu siatkarzy, w tym Mariusza Wlazłego, który z rozbrajającą szczerością przyznał, że to zaszczyt przegrać z Kamilem Stochem. Dwukrotne mistrzostwo olimpijskie, Kryształowa Kula, powtarzalność sukcesu, niebotyczna przewaga, spełnienie nie tylko własnych marzeń, ale i kibicowskich snów o potędze – oto tegoroczna odpowiedź na pytanie bez odpowiedzi.

 

Kasia Nowak

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram