Kamil Stoch, fot. Julia PiątkowskaWidzisz, drogi Kibicu, taki już Twój „nędzny los”, żeś albo jest kibicem na dobre i na złe, albo kibic z Ciebie taki, jak ze mnie skoczek narciarski. Żeby nie było wątpliwości, skoczek ze mnie żaden, czyli kibic z Ciebie też. Zaraz Ci się w głowie pomiesza od natłoku kibiców w jednym zdaniu, ale cóż zrobić, kiedy aż ciśnie się na usta parę ciętych zdań o snach o potędze.

 
Podium konkursu ze skoczni normalnej (S.Freund, R.Velta, S.Kraft), fot. Julia Piątkowska
Podium konkursu ze skoczni normalnej (S.Freund, R.Velta, S.Kraft), fot. Julia Piątkowska

Bo wiecie, takiemu polskiemu kibicowi sprzed telewizorni, siedzącemu wygodnie na kanapie w swoim własnym salonie, już się wydawało, że jak nasz czołowy zdobywca mistrzowskich krążków otworzył swój czarodziejski medalowy worek, to będzie do niego sięgał przez bite cztery miesiące każdego sezonu z kulminacyjnym momentem na imprezach rangi najwyższej, o których mały Kamil mógł tylko śnić po nocach. A tu psikus, pstryczek w nos, wystrychnięcie na dudka – Kamil nie wygrał! Powiedzieć, że nie wygrał, to właściwie nie powiedzieć nic. Liczne fora internetowe obiega właśnie gorąca dyskusja. Albo nie, nie dyskusja, tylko obelga, czarna rozpacz, rwanie włosów z głowy, szukanie winnych mniej i winnych bardziej. Etcetera, etcetera, już mnie głowa rozbolała od samego pisania o tym, boję się nawet czytać jakiekolwiek komentarze, bo szkoda mi podnosić sobie ciśnienie. W końcu serce – rzecz cenna. Już widzę te nagłówki, te cięte komentarze o Kruczku, co to należy go wylać, o Stochu, co to się do skoków nie nadaje. Istny Armagedon; taka bitwa między zwaśnionymi narodami przeciwników i zwolenników trenera.

Norwescy kibice na skoczni Lugnet w Falun, fot. Julia Piątkowska
Norwescy kibice na skoczni Lugnet w Falun, fot. Julia Piątkowska

Mam nawet takiego jednego kibica od sukcesów we własnym domu. Wstyd przyznać, wiem, ale cóż zrobić. „Zobaczysz, żadnego medalu Kamil nie przywiezie”. „Oj, Tato, gdyby Kamil wierzył w swoje możliwości, tak jak Ty wierzysz, to nic by w tym sporcie nie ugrał”. Tak powiedziałam, o! Prawda, że ładnie? Skoro już przy prawdzie jesteśmy, to prawdę mówiąc, takich twórczych opinii mam okazję wysłuchiwać rok w rok przed większymi imprezami i w ich czasie właściwie też. Do dziś pamiętam konkurs igrzysk olimpijskich w Vancouver na dużej skoczni, kiedy przed pierwszym skokiem Małysza mój ojciec zasnął na kanapie. Niebywałe, prawda? Ale nie w tym rzecz, bo rzecz  w tym, że postanowiliśmy go dla własnego świętego spokoju nie budzić, bo znów by było gadanie, jak to „Małysz słabo skoczy”. „Ja po prostu patrzę realnie na to, co widzę” – oto we własnej osobie kibic-realista.

Rune Velta, fot. Julia Piątkowska
Rune Velta, fot. Julia Piątkowska

Dobra, dobra, już Wam opowiem co nieco o konkursie, bo chyba przynudzam, marudząc o pseudokibicach. Ani Freund, ani Prevc, ani Stoch, ani Koudelka, ani Kasai, ani Ammann czy Welinger, tylko Velta Rune po złoto frunie. Kto to przewidział, rączka do góry. Nikt? Jaka szkoda. Pocieszę Was – ja też nie. Zwycięstwa w Pucharze Świata nie ma, a tu wygrał? No cóż, widać po 10 latach impreza mistrzowska postanowiła uhonorować pewnego człowieka-co-to-jeszcze-nic-nie-wygrał. Ot tak, żeby nie było nudno. Chcecie, żeby było nudno? Ależ dajcie spokój, nie mogą ciągle wygrywać Prevc, Stoch i Freund, bo posnęlibyście przed swoimi plazmami, LCD, tabletami czy co tam macie pod ręką. Swoją drogą mówiłam, że tam, gdzie Stoch, tam Prevc. Miałam rację? Miałam. Stoch z krążkiem, Prevc z krążkiem, Stoch bez krążka, Prevc też bez. Koniec i basta, polsko-słoweńska symbioza idzie w zaparte.

Wieczorny widok ze skoczni Lugnet w Falun, fot. Julia Piątkowska
Wieczorny widok ze skoczni Lugnet w Falun, fot. Julia Piątkowska

Smutno Wam z powodu miejsca Stocha? Przyznam, gorzka ta sobotnia herbata ze skoczkami była. Ale rzućcie okiem na pozycje Gregora Schlierenzauera, Noriakiego Kasai, Simona Ammanna, zaraz poczujecie się lepiej. Bo czyż nie japoński Samuraj, austriacki kolekcjoner pucharowych zwycięstw i olimpijski multimedalista mieli walczyć z polskim multimedalistą? Otóż mieli. A metrów nazbierali jeszcze mniej od Polaka. Zawsze mówię, że ten los to potworna, nieodgadniona bestia  z pazurami. Kiedy człowiek w zaciszu domowym myśli sobie, że może jednak coś Polak-faworyt ugra, to właśnie nie, nie ugra. Fortuna mówi „nie”, koniec i kropka. A że z vis maior się nie dyskutuje, to szkoda się w ogóle odzywać. Wyszło na to, że to Stoch wespół z paroma innymi skoczkami mieli o jednego rywala więcej, a w rolę czarnego charakteru wcieliła się sama skocznia narciarska. Franca jedna. Niech by ją licho porwało, żeby naszemu Kamilowi tak się we znaki dać? Wstyd i hańba, trochę szacunku dla dwukrotnego mistrza olimpijskiego. Wypada tylko mieć nadzieję, że jej większa koleżanka okaże trochę więcej kultury osobistej.

 
Jan Ziobro, fot. Julia Piątkowska
Jan Ziobro, fot. Julia Piątkowska

Panie kochany, teraz o innych Polakach, bo monotematycznie się tu znowu zrobiło. Głowa aż boli, jak patrzysz i wiesz, że potrafią wszyscy oddać dwa dobre skoki, ale widzisz tylko jeden albo i żadnego. Jeśli Piotr Żyła mówił, że stać go na miejsce w dziesiątce, to chyba się pomylił i zapomniał dodać, że dziesiątce, niestety, czwartej. 33. miejsce drugiego skoczka w kadrze to chyba nawet rzecz gorsza niż ta 17. pozycja Kamila. Zważywszy, że Kamil ze średnią skocznią w Falun darł koty od samego początku, a Żyła na treningach prawie się z nią zaprzyjaźnił… Żeby nie było, że same minusy wytykam, to in plus zaskoczył Janek Ziobro. Dwa dobre skoki? Dwa. Dwa równe? Równe. Widocznie Ziobro dobrze słuchał starszego kolegi Adama sprzed lat 14 i mniej. Murańkę słuch jednak trochę zawiódł, bo drugi skok od pierwszego dzieliły lata świetlne. Ale dobra, nie czepiam się aż tak, 17. miejsce i tak lepsze niż drugoseryjna absencja, która ostatnimi czasy nagminnie stawała na drodze naszych reprezentantów, w tym i Murańki. A że czwartego jak nie było, tak nie ma, z trzema też jakby problemy, a Niemcy i Norwegowie zaczynają się jawić jako murowani faworyci do medalu, to już inna historia.

 
Kompleks skoczni 'Lugnet' w Falun, fot. Julia Piątkowska
Kompleks skoczni ‚Lugnet’ w Falun, fot. Julia Piątkowska

Swoją drogą to ja tu czegoś nie rozumiem i wyjątkowo podzielam opinię Marka Rudzińskiego, że do Pucharu Świata powinny wrócić mniejsze skocznie. Co to jest za paranoja, że na imprezach skaczą, a w Pucharze nie skaczą? Nie żeby sobotni konkurs to jakiś wielce pasjonujący był, bo jedyne, z czego się ucieszyłam i na co czekałam, to jedynka przy nazwisku Rune Velty. Wierzcie lub nie, ale moje serce było chyba w tym momencie norweskie. Ale wracając do obiektów, to podpisuję się rękami i nogami pod postulatem komentatorów TVP, żeby przywrócić konkursy na normalnych skoczniach. Tylko błagam, panowie działacze z FISu, wybierzcie jakieś ciut większe te maluchy, bo naprawdę oglądanie, jak zawodnicy klepią nartami na 85. czy 90. metrze, to przyjemność zgoła nie największa. Żebym żadnego skoku chociaż stumetrowego nie widziała? Zgroza.

 

Cóż, powtórki z Predazzo 2003 już nie będzie, z Predazzo 2003 +10, może tak, a może nie. Ale czy to znaczy, że mam rzucić kibicowanie w kąt, bo Stochowi nie wyszedł konkurs na skoczni, na której od początku czuł się jak kwiatek przy kożuchu? Chyba nie. A skoro jeszcze wszyscy naokoło mówią, że to wypadek przy pracy, że Stoch w formie, to tym bardziej. W końcu chyba wszyscy, ze mną włącznie, nie mogą się mylić. A jacyś kibice do rekordów i do buli muszą jeszcze w tym kraju istnieć, choćby po to, żeby hejterskie nasienie nie czuło się zbyt pewnie.

 

Kasia Nowak

 

Komentarze

comments

2 thoughts on “Kibic od sukcesu (felieton)

  1. Uwielbiam te Wasze felietony. Są takie prawdziwe i bliskie sercu każdego prawdziwego kibica skoków narciarskich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram