O trzech takich, co zgarnęli (prawie) wszystko (felieton)

Peter Prevc, Kamil Stoch i Severin Freund, fot. Julia PiątkowskaJeśli ktoś Wam wmówił, że obecnie w skokach zjawisko dominacji schowało się w kącie i siedzi cicho jak mysz pod miotłą, to wiedzcie, że daliście się wywieść w pole. To, że drugi Małysz jeszcze się nie narodził, albo narodził i póki co nie odkrył swojego skocznego powołania, nie oznacza, że świat przestworzy zgubił zawodników rządzących na szczytach tabeli wszelakich.

 

Ta inna dominacja

Trzech skoczków z trzech krajów, pokaźny worek medali, jeszcze pokaźniejsza liczba pucharowych zwycięstw. Każdy z nich dwukrotnie, rok po roku, stawał na podium końcowej klasyfikacji Pucharu Świata. Dwóch ją wygrywało, stając na drodze do kryształu tego trzeciego. Trzy kariery, które w ostatnich latach – ich najlepszych latach – splotły się ze sobą w sposób wyjątkowy. Severin Freund, Kamil Stoch i Peter Prevc, czyli trzech takich, którzy dominują drużynowo! A który jest najlepszy?

Głos rozsądku rzecze: Nie rozwiązuj znów takich idiotycznych zagadek, bo po raz enty napiszesz, że toto pytanie bez odpowiedzi, retoryczne takie i nie umiesz się określić. A Czytelnik Cię jeszcze wyśmieje, żeś przemądrzała, i tyle będziesz miała.

 

Trzy zimy the Best of the Best

Nawet dobrze się złożyło, że Kamil Stoch w tym sezonie nie stanął na podium końcowej klasyfikacji Pucharu Świata. To znaczy, właściwie to dla kogo dobrze, dla tego dobrze. Dla mnie jako kibica – w zasadzie niedobrze, ale dla mnie jako dziennikarza bez papierka – dobrze, bo mam o czym pisać. A skoro Kamil spadł z podium, to mamy trzech skoczków, którzy, po pierwsze, mają za sobą trzy najlepsze sezony w karierze, a po drugie, wszyscy dwukrotnie odbierali w Planicy kryształowe medale. A gdyby Kamil i tym razem wspiął się na ten pucharowy szczyt, to całe rozważania licho by porwało i do widzenia z felietonem, bo stałby na podium razy trzy. Żeby określić, który skoczek w naszym zacnym trio jest najlepszy i najbardziej regularny, przyjęłam za stosowne porównanie ich trzech najlepszych sezonów w dotychczasowej karierze. To znaczy mniej więcej tyle, że wzięłam pod uwagę osiągnięcia Kamila Stocha z sezonów 2011/12-2013/14 i Severina Freunda oraz Petera Prevca z okresu 2012/13-2014/15. Cała kariera nie byłaby miarodajna choćby ze względu na to, że kontuzja na swój sposób na pewno wpłynęła na dyspozycję Stocha i wykluczyła go z walki o obciążenie swojej półki kolejnymi trofeami, zwłaszcza tym najcięższym. Nie uwzględniłam więc zwycięstw Polaka z minionej zimy oraz triumfów Freunda z sezonu 2010/11, co podkreślam głośno i wyraźnie, żeby krzyków nie było, że nie powiedziałam. No to zaczynamy!

 

Dominacja vol. 1: Puchar Świata

No, więc ten tego… O czym to miało być… A, Puchar Świata. Kamil Stoch ma Kulę, Freund też ma. Prevc, ciut biedniejszy – nie ma, bo ten przebrzydły Polak z Niemcem zawsze stają mu na drodze. Duet parszywy, jak w korcu maku się dobrali. Ale nie tylko w tym Słoweniec ustępuje pozostałej dwójce, bo przede wszystkim może poszczycić się znacznie mniejszą liczbą pucharowych zwycięstw. 6 triumfów w ciągu 3 lat przy 10 Stocha i 16 Freunda to jednak różnica dość widoczna, nie ma się co oszukiwać. Z drugiej strony na podium stawał częściej niż Stoch, ale o ile w owym zestawieniu mieści się cała kariera Słoweńca, to Polaka już wcale nie. Więc jeśli chodzi o wiktorie, to mamy przewagę Stocha i Freunda nad Prevcem oraz Freunda nad Stochem. Dla Freunda 3 punkty, dla Stocha 2, dla Prevca 1.

Posiłkowa tabelka, prezentująca osiągnięcia Stocha, Freunda i Prevca z trzech najlepszych sezonów w ich karierach wyglątak:

zawodnik
S. Freund (GER)
K. Stoch (POL)
P. Prevc (SLO)
punkty zdobyte w 3 najlepszych sezonach /
liczba startów
3955 / 79
3451 / 76
3785 / 86
średnia liczba punktów na konkurs
50,06
45,5
44,01
zwycięstwa
16
10
6
miejsca na podium
31
24
27
miejsca w klasyfikacji generalnej PŚ
4., 3., 1.
5., 3., 1.
7., 2., 1.*

Widać, że Stoch z Freundem wolą jednak więcej odpoczywać, a Prevc przeciwnie – startować. Cóż, ma Słoweniec pecha, bo tą większa liczbą startów przegrał z Kamilem Stochem w rywalizacji pt. „Kto da więcej punktów na konkurs?”. Minimalnie, bo minimalnie, ale jednak. Za to mamy 3 punkty dla Freunda, 2 dla Stocha i 1 dla Prevca. Żeby temu ostatniemu nie było jednak smutno, to przyznam też oczka za liczbę punktów zdobytą podczas trzech zim. Znów najwięcej (3) dla Freunda, 2 tym razem dla Słoweńca i 1 dla Stocha.

Autorytarnym głosem przyznaję za każdą zdobytą Kryształową Kulę po trzy punkty obu panom. Pomijam fakt równej liczby punktów Freunda i Prevca, bo Kulę otrzymał tylko ten pierwszy (że prawie ją stracił na ostatniej prostej, i to na własne życzenie, to inna kwestia). Dodam jeszcze za każdą małą kulę – 1 punkt – czyli dla Prevca dodatkowe 2.    

Po trzech, a właściwie czterech „konkurencjach” nasza tabela wygląda tak:

zawodnik
punkty
Severin Freund (GER)
12
Kamil Stoch (POL)
8
Peter Prevc (SLO)
6

Freund odskoczył, Prevc ze Stochem łeb w łeb.

Teraz klasyfikacja, która wcale mi się nie podoba, bo ma tyle wspólnego ze sprawiedliwością, co ja z teoretyczną wiedzą o dziennikarstwie. Czyli niewiele, żeby nie powiedzieć: nic. No ale niech będzie, nie będę małostkowa, choć porównywanie średniej przewagi zwycięzcy nad drugim zawodnikiem to w tym przypadku swoista paranoja, biorąc pod uwagę, że Prevc i Freund wygrywali na mamutach, na których różnice są zwyczajowo znacznie pokaźniejsze niż na skoczniach mniejszych. Wychodzimy poza Puchar Świata, bo do kompletu dodałam przewagi z igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i mistrzostw świata w lotach. 

zawodnik
liczba punktów ogółem nad drugim zawodnikiem /
liczba zwycięstw 
średnia
Severin Freund (GER)
179,4 / 18
9,96
Peter Prevc (SLO)
58,8 / 6
9,8
Kamil Stoch (POL)
74,4 / 13
5,72

W tej statystyce Kamil znacznie przegrywa, więc i tym razem wędruje do niego 1 punkt, do Prevca 2. Do Freunda – tradycyjnie – 3. A że ta klasyfikacja jest pół funta kłaków niewarta, to kolejna tabelka będzie dotyczyć tego samego, ale bez uwzględnienia konkursów na skoczniach mamucich. 

zawodnik
liczba pkt przewagi ogółem nad drugim zawodnikiem / liczba zwycięstw 
średnia
Peter Prevc (SLO)
25,6 / 3
8,53
Severin Freund (GER)
99,5 / 15
6,63
Kamil Stoch (POL)
74,4 / 13
5,72

No, tu przewaga Prevca i Freunda jest, ale nie taka niebotyczna, precz z tymi mamutami, które windują nieprawdziwą klasyfikację. 3 punkty wędrują do Petera, 2 do Severina i 1 do Kamila. Statystyka to wielka oszustka, bo przecież dużo łatwiej o wyższą średnią przewagę przy trzech wygranych konkursach niż przy 13 czy 15…  

Nawiasem mówiąc, warto dodać, że nasi trzej przyjaciele w ciągu czterech sezonów łącznie wygrali tyle pucharowych konkursów, ile Małysz w czasie całej 15-letniej kariery.

 

Dominacja vol. 2: imprezy mistrzowskie

Należy zacząć od tego, że od sezonu 2012/13 mieliśmy cztery imprezy mistrzowskie. Dwukrotnie odbywały się mistrzostwa świata, do tego należy dołączyć igrzyska olimpijskie w Soczi i mistrzostwa świata w lotach w Harrachovie z 2014 r., wprawdzie dwuseryjne, zamiast czteroseryjnych, ale medale rozdano. Do zdobycia było łącznie 21 krążków, z czego trio zabrało ponad połowę, bo aż 11. Z siedmiu złot do domów przywieźli 4, czyli znów większość. Po każdym konkursie choć jeden skoczek z naszej drużyny stawał na podium. A zazwyczaj to nawet dwóch. Jeszcze trochę i reszta stawki się zbuntuje przeciwko tej  słoweńsko-polsko-niemieckiej batalii o medale. 

zawodnik
IO
MŚwL
Severin Freund (GER)
         –
złoto, srebro
złoto
Kamil Stoch (POL)
złoto, złoto
złoto
Peter Prevc (SLO)
srebro, brąz
srebro, brąz
brąz

Za igrzyska nota idzie w górę razy dwa. Wprawdzie osobiście nie zgadzam się z tą powszechną ekonomią, która dwa konkursy, takie same jak każde inne, wystawia ponad całą resztę, ale skoro wszyscy twierdzą, że igrzyska to bożyszcze sportu, to niech będzie. 6 punktów dla Stocha, 4 dla Prevca. Dla Freunda zero – przykro mi, nie ma indywidualnego medalu, nie ma punktów. Dodatkowo, za wygranie dwóch olimpijskich konkursów na jednych igrzyskach, co akurat faktycznie jest wyczynem historycznym i rzadko powtarzanym, a w polskim sporcie jedynym – 2 gratisowe oczka dla Kamila.

Za MŚ 3 dla Freunda, 2 dla Stocha, 1 dla Prevca. Za loty dla Freunda nota maksymalna, dla Prevca 2 punkty, dla Stocha, zgodnie z umową, zero.

Swoją drogą nie wiem, czy macie świadomość, że gdyby nie (nic niewarte/złota warte – niewłaściwe skreślić) przeliczniki przewaga Stocha z olimpijskiego konkursu na średniej skoczni nie byłaby czwartą największą w historii na takim obiekcie, tylko po prostu największą w historii? Teraz już wiecie, co skreślić trzy linijki wyżej.

 

Trio Czasem Smutne, czyli TCS

Weseli Austriacy na mocy wygranej licencji rok w rok dominują w niemiecko-austriackim Turnieju, a żadnemu z członków naszej wybitniej polsko-słoweńsko-niemieckiej ekipy nie idzie w tych prestiżowych rozgrywkach. Zazwyczaj weseli, na przełomie roku tracą na uśmiechniętej urodzie. Może z wyjątkiem Prevca, ale i tak trzecie miejsce w 63. edycji na pewno nie jest szczytem jego marzeń, bo ów szczyt na szczycie podium. Niemniej dla Prevca za turniejową lokatę 1 punkt. Miejsca trio w Turnieju Czterech Skoczni w ich trzech najlepszych sezonach prezentuje tabela:  

zawodnik
miejsca w TCS
Peter Prevc
8., 4., 3.
Kamil Stoch
8., 4., 7.
Severin Freund (GER)
13., 16., 8.

I tak dobrnęłam do końca statystyki o wątpliwej wartości poznawczej. Czas na końcowe wyniki. Fanfary, neony, czerwony dywan i statuetki przygotowane:

 
zawodnik
punkty
1.
Severin Freund (GER)
23
2.
Kamil Stoch (POL)
20
3.
Peter Prevc (SLO)
19
 

Kłamliwa statystyka

Wyniki w pewnym sensie kibica zawodzą. O ile w 100% zgadzam się, że po ostatnim sezonie Freund swoimi osiągnięciami przegonił Stocha, o tyle co do pozycji Prevca, a właściwie różnicy jego osiągnięć i sukcesów Stocha, to już bym się kłóciła. Z jednej strony przywiózł trofea z każdej możliwej imprezy w skokach: IO, MŚ, MŚwL, TCS, kiedy Stochowi brakuje osiągnięć w dwóch ostatnich, a Freund gorzko opłakuje Turniej Czterech Skoczni. Ale z drugiej strony jednak Słoweniec nie ma ani zwycięstwa w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ani żadnego złotego medalu z mistrzowskiej imprezy. Miałby, gdyby… no właśnie, gdyby nie pozostała dwójka, która tak skutecznie i długotrwale depcze po  piętach i jemu, i sobie nawzajem. Zastanawia mnie tylko, czy nić łącząca moich trzech bohaterów będzie działać i w kolejnym sezonie. Czy po dwóch latach triumfów sfruną z pucharowego podium, tak jak spadł z niego Stoch? Czy może to Stoch wróci tam, gdzie jego miejsce, i razem ze swoimi nierozerwalnymi rywalami znów będzie rządził w skocznym światku? Jedno jest pewne – ani Stoch, ani Prevc, ani Freund nie mogą być pewni, że w przyszłym sezonie znów zdystansują pucharową czołówkę. Mimo to pokazali nam, że i po wielu regulaminowych zmianach można dominować, i to nie tylko tam, gdzie rozdają medale. Tyle że dominować w innym wymiarze i nie w pojedynkę. Bo dominacja dominacji nierówna. I nagle odpowiedź na pytanie: który jest najlepszy? traci na znaczeniu, bo w ostatnich latach najlepsi są po prostu wszyscy trzej. Ach, gdyby nie kontuzja…     

PS. Liczyłam sama.

PPS. Oświadczam, że powyższe zestawienie jest tylko matematycznym odbiciem indywidualnych osiągnięć w trzech najlepszych sezonach, do tego niedoskonałym, przy czym nie odzwierciedla również ich wydźwięku emocjonalnego czy widowiskowego.

 

Kasia Nowak

 

Komentarze

comments

1 thought on “O trzech takich, co zgarnęli (prawie) wszystko (felieton)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram