Kamil Stoch: „Moje skoki zaczynają być powtarzalne”

Kamil Stoch, fot. Julia PiątkowskaKamil Stoch jako zawodnik czołowej dziesiątki zeszłorocznego Pucharu Świata nie musiał się kwalifikować do sobotnich zawodów. – Moje aktualne skoki nie są idealne i na wygrywanie, ale zaczynają być powtarzalne, mam na czym bazować – ocenił. Mistrz olimpijski wypowiedział się także na temat nowych przepisów i stanu skoczni w Zakopanem.

 

Moje skoki były trochę w kratkę, pierwszy treningowy (126,5 m / 2. miejsce) był zdecydowanie najlepszy, dał mi dużo satysfakcji i pokazał, że kiedy wszystko się poukłada, to jestem w stanie walczyć o wysokie miejsca. Druga próba była bardzo mocno spóźniona (113,0 m / 28. miejsce), a trzecia była po prostu poprawna (123,0 m). Aktualnie skoki nie są idealne, ale zaczynają być powtarzalne. Nie są może na wygrywanie zawodów, ale mam na czym bazować i z tego się cieszę – zapewnił po kwalifikacjach, a zapytany o nastawienie przed inauguracją Grand Prix, powiedział: – To jest lato, chociaż ja i tak te zawody traktuję bardzo poważnie.

W 2014 roku polscy skoczkowie podczas drużynowych zmagań w Wiśle okazali się najlepsi. Czy są w stanie powtórzyć ten sukces? – W zeszłym roku wysoko zawiesiliśmy sobie poprzeczkę. Przynajmniej pięciu, sześciu Polaków skacze na bardzo wysokim poziomie i jest w stanie rywalizować o najlepsze miejsca, dlatego nie boję się o drużynówkę – ocenił Stoch.

W Wiśle skoczkowie po raz pierwszy w zawodach najwyższej rangi są kontrolowani według nowych przepisów. Jak wygląda to w praktyce i co o tej zmianie sądzi lider polskiej kadry? – Po kontroli nie można dotknąć kombinezonu, także musimy trzymać ręce na wodzy. Każdy miał jakiś swój rytuał, który wykonywał, ale teraz trzeba się bardziej przypilnować. Można normalnie poprawić kombinezon, dopiąć zamki w rękawach, chodzi o to, żeby nie było ruchów ewidentnie oznaczających, że zawodnik manipuluje coś z kombinezonem – powiedział. – Uważam, że nie wpływa to na wyniki. W tej chwili nie ma żadnych manipulacji, zostajemy poddani dość dokładnej kontroli na górze i przy tym rywalizacja jest dość równa, nie ma zawodnika, który nagle odlatuje 10 metrów dalej, tylko wszyscy skaczą mniej więcej podobnie – dodał reprezentant klubu KS Eve-nement Zakopane.

Utytułowany zawodnik wypowiedział się także na temat sytuacji skoczni narciarskich w Zakopanem, na które narzekał już podczas tegorocznego zimowego Pucharu Świata. – To miały być słowa, które pobudzą niektórych do działania. Nikogo nie pobudziły i w dalszym ciągu jest, jak jest. Skocznie, zwłaszcza małe, są w opłakanym stanie, a to przeszkadza w trenowaniu. To jest przykra sytuacja nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich skoczków. Kogo bym nie spotkał z zagranicy, to wszyscy mówili, że przyjazd do Polski wiąże się tylko z Zakopanem. Nie będąc w Zakopanem, będąc w Polsce, nie jest się w Polsce.

Stoch zauważył, że polscy skoczkowie mają problem z brakiem dostępu do większej liczby profesjonalnych obiektów. – Nie skaczemy na Wielkiej Krokwi, ponieważ tory najazdowe są złe. Nie da się na tej skoczni trenować, bo zaczynalibyśmy wpadać w złe nawyki. Przydałaby się w Polsce dwa kompleksy skoczni, w Zakopanem i w rejonie Wisły. Muszą być dwa ośrodki, które będą ze sobą rywalizowały, ponieważ wtedy podnosi się poziom. Tak naprawdę teraz w Polsce mamy jeden kompleks skoczni. W Austrii jest kilka bardzo dobrych kompleksów, to samo w Niemczech i Norwegii. My mamy jedną dużą skocznię [Wisła] i jedną skocznię 90-metrową [Szczyrk]. Z czym do ludzi… – zakończył.

 

informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram