Chłopiec z marzeniami, czyli Tymek Cienciała w oczach mamy (FOTO)

Tymek Cienciała, fot. Martyna Osuchowska1 sierpnia 2015, jestem w Wiśle – perle Beskidów, a zarazem kuźni narciarskich talentów. Właśnie trwa Letnia Grand Prix w skokach narciarskich. Ja jednak, na kilka godzin przed indywidualnym konkursem, pojawiam się w wyjątkowym domu. Domu chłopca, który marzy, by latać, i rodziców, którzy robią wszystko, by sny stawały się rzeczywistością. 

 

Gdy wchodzę do ogrodu, widzę siedmiolatka ubranego w kombinezon, buty, narty i ćwiczącego dojazd do wirtualnego progu. Zjeżdżalnia to nie ogrodowy obiekt, nudny i bezużyteczny, tylko rozbieg skoczni. Komputer to nie zwykła zabawka, przed którą można stracić poczucie czasu, tylko źródło wiedzy o skokach, którą wciąż pogłębia. Jest przecież tyle filmów o historii skoków, o największych legendach tego sportu, nie można ich przegapić… Tymek Cienciała, bo o nim mowa, ma 7 lat, 126 cm wzrostu, wielkie serce, szczery uśmiech, kilogramy niespożytej energii i niezliczone tony pasji do skoków narciarskich. Tym razem o tej pasji i codzienności z synem, który nie wyobraża sobie życia bez nart, opowiedziała mi mama Tymka, Anita Cienciała.

 

„Nie możemy mu tego zabrać”

Tymek Cienciała, fot. Martyna Osuchowska
Tymek Cienciała, fot. Martyna Osuchowska

Choć to dla mnie dość odległa perspektywa, zastanawiałam się, jak to jest, żyć z dzieckiem, które uprawia wyczynowy sport. Upadki, kontuzje, siniaki – to przecież codzienność. Jak przełamać lęk o syna i pozwolić mu robić to, co kocha? Motywować do podnoszenia poprzeczki czy przeciwnie, pokazywać granice? A może jedno i drugie? Jak się okazuje, człowiek jest w stanie oswoić strach, co podkreśla mama Tymka – Tymek jest dzieckiem, które zanim weszło na skocznię, już umiało dobrze jeździć na nartach. Pierwsze „deski” założył, gdy miał dwa lata, z czasem budował pierwsze górki, by z nich skakać. Dlatego wychowując go, oswoiliśmy się z ewentualnym lękiem. Budował skocznię przed domem, w ogrodzie mamy skocznię zrobioną z desek, z której zeskakuje na rolkach zamiast zjeżdżać. Idzie na basen i skacze jak ze skoczni (a ląduje oczywiście… telemarkiem). Wszystko temu podporządkowuje, nie możemy mu tego zabrać. Brak skoków to najgorsza rzecz, jaka mogłaby go w życiu spotkać, bo skakanie jest tak naturalne jak oddychanie czy jedzenie. Poza tym Tymek skacze dużo stabilniej i pewniej niż inne dzieci, technika skoku już teraz jest zupełnie inna, dostrzegalna nawet na pierwszy rzut oka. 

 

To nie my dopasowujemy skoki do życia, tylko życie do skoków

Muszę przyznać, że ta pasja z Tymka aż bije. Chwali się pucharami, plakatami od pierwszych fanek, chętnie pozuje do zdjęć, a swój sprzęt traktuje jak najlepszą zabawkę, a jednocześnie najcenniejszą rzecz, jaką ma. Jednak codzienność bywa trudna, może nie tyle dla samego Tymka, co dla jego rodziców. – To nie my dopasowujemy skoki do życia, tylko życie do skoków, to one są na pierwszym miejscu. Urlop zaczynaliśmy konkursem Turnieju Czterech Skoczni Dzieci w Austrii. Gdy go kończyliśmy, odbywały się zawody w Gilowicach, a Tymek już był nerwowy, że my odpoczywamy, a tu przecież zaraz następne zawody. A szkoła? – Dzieci reagują bardzo dobrze, Tymek jest lubiany, ma silną osobowość, więc zawsze wszyscy skaczą razem z nim. Poza tym nauczył się też, że zaraz po szkole odrabia lekcje w świetlicy, a później idzie na trening, dlatego nie mamy problemów z łączeniem edukacji i sportu.  

 

„Nie mogę sobie tego wyobrazić”

Tymek Cienciała, fot. Martyna Osuchowska
Tymek Cienciała, fot. Martyna Osuchowska

A życie Tymka to nie komputer czy Internet, ale zawody i treningi. W wakacje chłopcy ćwiczą ok. 2 godzin dziennie. Rodzice dbają jednak przede wszystkim o wszechstronny rozwój syna. Chcemy, żeby uprawiał różne sporty, dlatego pływa na basenie, jeździmy na rowerze, gra też w piłkę nożną – podkreśla Pani Anita. Do skocznej pasji Tymka przyczyniły się też rodzinne tradycje – jego tata w młodości uprawiał kombinację norweską, a dziadek do dziś często jeździ na nartach i jest bardzo dumny z osiągnięć wnuka. Na ten aspekt zwraca uwagę i jego mama. – Kluczowe jest z jednej strony podejście rodziców, którzy zaszczepiają miłość do sportu, a z drugiej miejsce zamieszkania. Dodatkowo w Tymku tkwi potrzeba pokonywania samego siebie, której na przykład ja nie mam. Tymek podczas lipcowego konkursu Letniej Grand Prix w Wiśle Malince stał przytulony do barierki i rozmyślał o tym, że z najniższej belki mógłby skoczyć albo chociaż zjechać z buli. Ja sobie tego nie mogę wyobrazić, a on może. Dlatego gdy będzie chciał skakać ze „sto dwudziestki”, to chyba i  ja będę musiała przełamać coś w sobie – dodaje ze śmiechem mama młodego adepta skoków.

 

„Nie tylko pierwsze miejsce może być sukcesem”

Mimo że w domu Państwa Cienciałów telewizor nie jest częstą rozrywką, to czasem zostaje włączony, choć zazwyczaj tylko po to, by podziwiać zmagania skoczków bądź innych sportowców. – Całą zimę oglądam narty, biegi, slalomy giganty, skoki. I nie mogę wyłączyć, ponieważ Tymek to naprawdę uwielbia – opowiada Pani Anita. Jednak pasja kibica przekłada się też na aktywność fizyczną. 7-letni skoczek wziął w tym roku udział w biegu narciarskim, a największą wygraną był dla niego sam fakt, że udało mu się ukończyć bieg, i to startując ze starszymi dziećmi. A to w oczach mamy Tymka stanowi dużą wartość. – Dzięki temu Tymek robi postępy, nauczył się też, że nie tylko pierwsze miejsce może być sukcesem.     

 

„Mama się boi! I ja trochę też”

Tymek Cienciała w Berchtesgaden, fot. archiwum zawodnika
Tymek Cienciała w Berchtesgaden, fot. archiwum zawodnika

Teraz przyszedł czas, by oddać głos… samemu zainteresowanemu. Tymek, zapytany o swoje marzenia, odpowiedział, że już teraz chciałby skoczyć 180 metrów. Na jakiej skoczni? To wydaje się małemu skoczkowi obojętne: – Jakiejś, może być w Planicy. Choć Tymek ma dopiero siedem lat, także i on odczuwa strach przed skokiem. A czy chciałby, jak Kamil Stoch, skoczyć na obiekcie w Wiśle Malince? – Niestety tak! Dlaczego „niestety”? – Bo mama się boi! I ja trochę też. Ale proszę, już nie zadawajcie więcej pytańzakończył 7-letni skoczek,  trochę zmęczony, ale przede wszystkim szczęśliwy po dniu pełnym wrażeń.

A my spełniliśmy prośbę i zakończyliśmy nasz wywiad…

To było wyjątkowe spotkanie. Z wyjątkowym chłopcem i jego równie wyjątkowymi rodzicami, którzy robią wszystko, by Tymek nie tylko mógł spełniać marzenia, ale i by miał ciepły dom oraz szczęśliwe dzieciństwo. Dzieciństwo, które nie zaczyna się i nie kończy na komputerze, ale zaczyna na belce startowej, a kończy… w locie. Locie po marzenia o podążaniu śladami Adama Małysza i Kamila Stocha czy Piotra Żyły. Niezależnie jednak od przyszłych wielkich sukcesów bądź ich braku, czasu poświęconego synowi oraz wspomnień nikt nie zabierze ani Tymkowi, ani jego rodzicom. Pozostaną z nimi na zawsze, zapisując trwały ślad w pamięci. A takich chwil nie da się przecież wycenić – są po prostu… bezcenne.

 

Tymek Cienciała w obiektywie Martyny Osuchowskiej (Open Your Eyes – Martyna Osuchowska Fotografia):

 

rozmawiała w Wiśle, Kasia Nowak / fotografie: Martyna Osuchowska

 

Przeczytaj też:

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram