Thomas Morgenstern: „Tych chwil nie zapomnę nigdy”

Thomas Morgenstern, fot. Julia Piątkowska26 września 2015 roku, dokładnie rok po zakończeniu kariery przez Thomasa Morgensterna, na rynku wydawniczym ukazała się książka, w której były już skoczek uchylił rąbka tajemnicy na temat kulis swojej kariery i jej zakończenia. Opowieść, zawarta na 158 stronach, zaczyna się w momencie, gdy 28-letni Morgenstern budzi się po upadku na skoczni w Kulm.

 

Morgenstern, inaczej niż po feralnym zdarzeniu w Kussamo w 2003 roku, tym razem nie pamiętał upadku. – Powoli usiadłem. Skóra piekła niczym rozżarzona ogniem, w klatce czułem przeszywający ból. Kręciło mi się w głowie, ból narastał. Ale żyłem – tak opisał pierwsze chwile po odzyskaniu przytomności. Po kilku tygodniach oddał pierwszy skok. – To on dał mi możliwość wyboru. I jednak, chwilowo, padło na skoki…

Thomas.Morgenstern.Over.my.own.shadow
Thomas Morgenster, Over my own shadow

Morgenstern, który po upadku budzi się w szpitalu, wspomina swoją karierę. I dlatego poczytamy o jej początkach czy igrzyskach w Turnie, podczas których zdobył złoty medal, wyprzedzając Andreasa Koflera jedynie o 0.1 punktu. I choć nie chciał być stereotypowym sportowcem, który kończy karierę i przelewa swoje wspomnienia na papier, tak się stało. Może właśnie dlatego nie jest to typowa autobiografia, tylko raczej opowieść o sportowcu, ale przede wszystkim zwykłym człowieku. Powstała po to, by sam Morgenstern nauczył się żyć z traumą, którą przyniósł mu los, i zaakceptował, że nawet skoczek narciarski może odczuwać lęk, niepewność czy niepokój. – Wszyscy, nawet aktywni zawodnicy się boją, tylko nikt o tym nie mówi, bo lęk nas hamuje – podkreśla tak boleśnie doświadczony przez sport Morgenstern.

Książka przypomina monolog skoczka – w całości została napisana w pierwszej osobie, językiem prostym dla czytelnika, a dla samego Morgensterna zwykłym i codziennym. Pokazuje jednak, że życie sportowca to nie bajka, przepełniona uwielbieniem fanów, ale trudne i nieraz niebezpieczne zajęcie. – Zawsze wychodziłem z założenia, że tam, gdzie nie ma ryzyka, nie ma zabawy. Kiedy miałem 17 lat, wydawało mi się, że nic złego nie może się wydarzyć. Upadek sprowadził mnie na ziemię – wyznaje mistrz olimpijski z Turynu.

Moja kariera toczy się dalej, tylko w innym kierunku – przyznał były już skoczek, a obecnie pilot śmigłowców, który na Śmigłowcowych Mistrzostwach Świata w Polsce zdobył złoty medal w kategorii pilotów, którzy spędzili w powietrzu mniej niż 240 godzin. – Decyzja o zakończeniu była bardzo trudna, ale jestem z niej dumny. Musiałem wybrać nie to, czego wszyscy ode mnie oczekiwali, w tym i ja sam – dodaje.

Thomas Morgenstern, fot. Julia Piątkowska
Thomas Morgenstern w locie… ku nowemu życiu, fot. Julia Piątkowska

Choć Morgenstern zakończył karierę skoczka, to nie traci kontaktu z tak dobrze znanym środowiskiem. – Bywam na zgrupowaniach, wciąż jestem w kontakcie z drużyną, a z Heinzem Kuttinem grywam w golfa. A czy Austriak ogląda konkursy w telewizji? – Oczywiście, śledzę zmagania, ale nie każde zawody. Tęsknię, bo wiem, że nigdy więcej tego nie przeżyję, ale też nigdy nie zapomnę. Tych chwil, w których siedząc na belce w Bischofshofen, słyszałem, jak 30 tysięcy kibiców śpiewa austriacki hymn. Takich uczuć nie da się kupić za żadne pieniądze – zakończył po chwili zadumy jeden z najbardziej cenionych skoczków, którzy kiedykolwiek usiedli na belce startowej i pomknęli w przepaść…

 

źródło: laola1.at

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram