Schlierenzauer przed Lillehammer: „Nie spodziewam się cudów”

Gregor Schlierenzauer, fot. Julia PiątkowskaPoczątek zimowego sezonu 2015/2016 był jednym z najgorszych w dotychczasowej karierze Gregora Schlierenzauera. Austriak w Klingenthal był dopiero 17., a w konkursie drużynowym był najsłabszym ogniwem ekipy Heinza Kuttina. Po odpuszczeniu zawodów w Kuusamo, 25-latek z umiarkowaną nadzieją spogląda na konkursy w Lillehammer.

 

Mimo, że przed rozpoczęciem Pucharu Świata czułem, że będę musiał obniżyć swoje cele, to nie mogę być zadowolony z mojego występu. W powietrzu szybko wytracałem prędkość, nie dopasowałem wyjścia z progu – wyjawił austriacki skoczek po rywalizacji na Vogtland Arenie i dodał: – Z tego powodu po konsultacji z trenerami pominąłem zawody w Kuusamo i zamiast nich spokojnie potrenować w Lillehammer pod okiem Haralda Rodlauera. Ukierunkowany zimowy trening jest obecnie bardziej sensowną alternatywą.

Po kilku dniach spędzonych w Norwegii i po paru treningach, utytułowany Tyrolczyk przyznał, że złapał nieco lepszą dyspozycję. – Robiłem to, co ma największy sens – skakałem na nartach i czerpałem z tego radość. Oddałem 21 skoków i mam pozytywne odczucia. Nie spodziewam się cudów, ale mam nadzieję utwierdzić się w tym, że jestem na właściwej ścieżce – przyznał Schlierenzauer, który w zawodach na Lysgårdsbakken (K-120 / HS-138) po prostu chciałby zdobyć kolejne punkty Pucharu Świata.

Nie można zapominać, że to właśnie w Lillehammer popularny Schlieri odnosił jedne z największych pucharowych sukcesów. W rywalizacji indywidualnej stawał tam na podium 8-krotnie, w tym aż 6 razy na najwyższym jego stopniu. W 2009 roku poszybował tam na niesamowitą odległość 150,5 metra, jednak swojej próby nie ustał. – W Lillehammer czuję się bardzo dobrze, mam stąd doskonałe wspomnienia – zapewnia.

Już w czasie najbliższego weekendu przekonamy się, czy znakomity austriacki skoczek przechodzi sportowy kryzys, czy też zdoła szybko powrócić do poziomu, do którego przyzwyczaił kibiców narciarstwa.

 

źródło: gregorschlierenzauer.at

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram