Kto przełamie austriacką passę w TCS?

Hayboeck, Kraft i Prevc, podium ostatniego TCS, fot. Julia Piątkowska

System rywalizacyjny K.O., cztery skocznie z Austrii i Niemiec. Przed nami kolejny, 64 Turniej Czterech Skoczni. Po siedmiu latach austriackich trumfów największe szanse na zgarnięcie złotego orła mają inni. Prevc, Freund, a może któryś z Norwegów – czy ktoś wzniesie się na wyżyny swoich możliwości i przełamie monopol skoczków z alpejskiego państwa?  

 

Severin Freund, Peter Prevc i Stefan Kraft, fot. Julia Piątkowska
Severin Freund, Peter Prevc i Stefan Kraft, fot. Julia Piątkowska

Jak przed każdą imprezą sportową – przewidywania opierają się na zawodach poprzedzających główną rywalizację. W tym roku pierwszy period Pucharu Świata należy zdecydowanie do Petera Prevca. Wyjąwszy jeden konkurs w Lillehammer, Słoweniec nie schodził w tym sezonie z podium. Trzema zwycięstwami z rzędu udowodnił, że drugie miejsca zajmowane przez niego na początku sezonu nie osłabiły jego siły mentalnej. Od zawodów w Niżnym Tagile as Gorana Janusa lata jak nakręcony, a uzyskiwaną dominacją punktową przypomina nam najlepsze początki sezonów w wykonaniu Thomasa Morgensterna, Gregora Schlierenzauera, Adama Małysza. Dodam tylko, że wymienieni wyżej dominatorzy listopadowo-grudniowej części PŚ podnosili później w Planicy większą z kryształowych kul.

W rozkładzie sił w absolutnej czołówce pozostał główny rywal Prevca, czyli Severin Freund. Choć Niemiec zwyciężył w tym sezonie dwukrotnie, w ostatnich konkursach nie zbliżył się do poziomu prezentowanego przez Słoweńca. Ponadto pojawiły się u niego problemy z lądowaniem – w Engelbergu dwukrotnie ratował się przed upadkiem (w tym samym konkursie w podobnych okolicznościach upadł Richard Freitag – przyp. red.). Wyeliminowanie problemu z wykończeniem skoku to jednak zbyt mało; myśląc o wygraniu TCS, Freund musi wzbić się na aktualny poziom formy Słoweńca. A gdzież miałby to uczynić, jak nie w kolejnych dwóch konkursach przed swoją widownią?

Michael Hayboeck, fot. Julia Piątkowska
Michael Hayboeck, fot. Julia Piątkowska

W austriackim obozie najlepszą dyspozycję prezentuje Michael Hayboeck, sklasyfikowany aktualnie jako szósty skoczek sezonu. Ubiegłoroczny zwycięzca Stefan Kraft miewa jedynie przebłyski tamtej formy, stąd też, choć plasuje się w czołowej „dziesiątce”, jego ambicje sięgają znacznie wyżej. Obaj musieliby wskoczyć na wyższy poziom, by rywalizować z Prevcem czy Freundem. Nie na trzecim, czwartym, a piątym miejscu w ekipie Heinza Kuttina umieszczam Gregora Schlierenzauera. Niegdysiejszy dominator męczy się na skoczniach niemiłosiernie, jeśli miałby być dokoptowany do drużynowej czwórki to tylko ze względu na doświadczenie.

Kenneth Gangnes, fot. Julia Piątkowska
Kenneth Gangnes, fot. Julia Piątkowska

Norweskie trio „gniewnych” (Kenneth Ganges, Johann Andre Forfang, Daniel-Andre Tande) weszło w sezon bez najmniejszych kompleksów, jednak o względnej stabilizacji w wykonaniu każdego z nich – na przykładzie dwóch skoków konkursowych – trudno mówić. Sito długiego sezonu pokaże, czy i którzy z Norwegów utrzymają się w ścisłej czołówce. Aktualny układ wskazuje, że młodość wygrywa z doświadczeniem. Domen Prevc, Andreas Wellinger czy wspomniani Norwegowie punktują lepiej niż dawni trumfatorzy TCS, tacy jak Andreas Kofler, Jakub Janda czy ciułający punkty Schlierenzauer.

Z dalszych pozycji zaatakują starsi, wprawieni w pucharowych bojach „weterani”. O brakującego w kolekcji narciarskich triumfów powalczy Simon Ammann, ostatniego słowa nie powiedział przecież aktualny sąsiad z klasyfikacji Noriaki Kasai. Nam marzy się „choćby” miejsce w trójce, odbudowanego po świętach Kamila Stocha

 

Bartłomiej Chudy

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram