Nick Fairall w Bischofshofen: „Tak bardzo chciałbym skoczyć” (WIDEO)

Nicholas Fairall podczas konferencji prasowej w Bischofshofen (fot. Julia Piątkowska)Skocznia w Bischofshofen odcisnęła ogromne piętno na karierze i życiu Nicholasa Fairalla. Amerykański skoczek przed rokiem doznał tam nieszczęśliwego upadku, po którym do dziś porusza się na wózku inwalidzkim. Podczas konferencji prasowej opowiedział o sportowej pasji i ciężkiej walce o powrót do pełni zdrowia oraz o kolejne samodzielne kroki.

 

Zapis wideo z całej konferencji prasowej widnieje pod tekstem.

Nick Fairall podczas konferencji prasowej, fot. Julia Piątkowska
Nick Fairall podczas konferencji prasowej, fot. Julia Piątkowska

Fairall jest gościem specjalnym turniejowych zmagań w austriackim Bischofshofen, gdzie został bardzo ciepło przyjęty przez całe narciarskie środowisko. Przypomnijmy, że przed rokiem podczas kwalifikacji do pucharowych zawodów doznał po wylądowaniu bardzo groźnego upadku, który skończył się poważną kontuzją kręgosłupa, przez którą Amerykanin nadal porusza się na wózku inwalidzkim. W ciągu ostatniego roku w życiu Fairalla zaszło wiele zmian, które są spowodowane przede wszystkim trwającą rehabilitacją, dzięki której 26-latek stara się stawiać pierwsze samodzielne kroki. W niewątpliwie trudnej życiowej sytuacji Amerykanin nie został jednak sam. Wielu ludzi dobrej woli, szczególnie z „narciarskiej rodziny”, postanowiło wesprzeć także finansowo proces leczenia sympatycznego zawodnika.

Bardzo doceniam Waszą obecność tutaj i wasze wsparcie w ciągu ostatniego roku. Jestem wdzięczny za ogromny napływ pomocy, także finansowej, która wspiera moją rehabilitację – powiedział Fairall ze łzami w oczach i dodał: – Uzyskałem pomoc od wielu ludzi, od skoczków, fanów sportu, także od osób, których nawet nie znam. Jestem za to niezwykle wdzięczny, ciężko mi to opisać słowami. To, co mogę zrobić w zamian, to kontynuować moją pracę nad rehabilitacją. Ludzie we mnie uwierzyli.

Nicholas Fairall po upadku w konkursie w Bischofshofen, fot. Julia Piątkowska
Nicholas Fairall po upadku w konkursie w Bischofshofen, fot. Julia Piątkowska

Wracając do tego dnia i do tego upadku… To było dokładnie rok temu. W serii próbnej doznałem dokładnie takiego samego upadku jak w kwalifikacjach. Po prostu wylądowałem zbytnio wychylony i nie byłem w stanie powstrzymać upadania, połamałem wtedy narty. Byłem jednak gotowy do startu, nie czułem zdenerwowania i wiedziałem co zrobić i na czym się skupić. Pod koniec próby widziałem, że jest to dobry skok, na który pracowałem przez cały Turniej Czterech Skoczni. W momencie kiedy wylądowałem, znów wychyliłem się zbyt daleko do przodu i wiedziałem, że upadnę. Starałem się z tym walczyć i jakoś to wyciągnąć, jednak bardzo mocno uderzyłem w zeskok i już wiedziałem, że coś sobie uszkodziłem. Czułem ból pleców. Nie wiedziałem jednak, co to było – opowiedział Amerykanin o samym momencie zdarzenia i dodał: – Ani na chwilę nie straciłem przytomności i przez cały czas wiedziałem, co się wokół mnie dzieje.

Amerykanin, kontynuując wspomnienia, przyznał, że spore znaczenie miało dla niego zachowanie pomagających mu osób. – Personel medyczny wykonał wtedy znakomitą pracę. Szybko przetransportowali mnie do namiotu medycznego, później do ambulansu i szpitala. Pamiętam, że zapytałem ich, czy mogą zdjąć mi narciarskie obuwie, ponieważ czułem się w nich niekomfortowo. Wtedy ratownicy powiedzieli mi, że mam już ściągnięte buty. To był moment, w którym wiedziałem już, że to bardzo poważna kontuzja. Był ze mną mój trener, Bine Norcic, oraz szkoleniowiec Kanadyjczyków, Gregor Linsig. To mi pomogło.

Nick Fairall podczas konferencji prasowej, fot. Julia Piątkowska
Nick Fairall podczas konferencji prasowej, fot. Julia Piątkowska

Fairall opowiedział też o samych obrażeniach i pobycie w austriackim szpitalu: – W ciągu dwóch godzin doszło do operacji, co jest naprawdę wyjątkowe i bardzo pomogło w mojej sytuacji. Pamiętam, że kiedy obudziłem się następnego poranka, lekarz poinformował mnie, co się stało – doznałem złamania kręgu lędźwiowego L1 z przemieszczeniem, co spowodowało paraliż. Złamałem też dwa żebra, które przebiły płuco, czego następstwem było krwawienie wewnętrzne. Wiedziałem, że potrzebuję czasu. W szpitalu w Schwarzach przebywałem do końca stycznia.

Jak się okazuje, amerykański skoczek nie załamał się i postanowił poddać się procesowi rehabilitacji. – Cały miniony rok był bardzo szalony i gorączkowy. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych od razu rozpocząłem rehabilitację, uczestniczyłem w bardzo intensywnej terapii fizycznej. Przez cztery miesiące dwa razy dziennie spędzałem czas z niesamowitymi lekarzami i terapeutami. Ogromną częścią mojego procesu regeneracji jest moja rodzina, bo to dla mnie trudny czas mojego życia, w którym zaszło wiele zmian – przyznał. – Mam momentami czucie w nogach i mogę nimi poruszać. Urazy rdzenia kręgowego są jednak bardzo specyficzne. Ja mam jednak przed sobą nową, czystą kartę. Teraz ode mnie zależy, co zostanie na niej napisane, jak i gdzie potoczą się moje losy. Wszystko wydaje się ulegać poprawie, pracuję ciężko nad tym, aby iść we właściwym kierunku – wyraził nadzieję Amerykanin.

Nicholas Fairall, fot. Julia Piątkowska
Nicholas Fairall, fot. Julia Piątkowska

Mimo iż życie Fairalla uległo wielu zmianom, sportowiec nadal pozostaje bardzo aktywną osobą. – W grudniu, tuż przed świętami, kontynuując moją rehabilitację, wróciłem na śnieg, zjeżdżając na tzw. mono-ski. Miałem też okazję pojeździć na nartach wodnych, parę razy zagrałem w golfa, wykonałem skok spadochronowy. Staram się o zdobycie licencji pilota, ponieważ kocham latanie. Wciąż staram się cieszyć życiem, spotykać z przyjaciółmi, ludźmi, których kocham – zapewnia i dodaje: – Skoki narciarskie to wciąż sport, który kocham, ponieważ uprawiam go, odkąd skończyłem sześć lat. Uczucie szybowania, nacisku powietrza na narty, możliwość lotu w dół skoczni z prędkością ponad 90 km/h, skakania w granicach 100-200 metrów, a nawet więcej… To niesamowity sport, który wciąż mam w sercu, do którego chcę wrócić. Tak bardzo chciałbym skoczyć… To zawsze będzie mój cel.

Reprezentant kadry narodowej Stanów Zjednoczonych wyjawił też, że poważnie zastanawia się nad wydaniem biografii. –  Zacząłem robić notatki. W przyszłości pomogą mi w napisaniu książki. Mam nadzieję, że pomoże ona także innym sportowcom, którzy zostali kontuzjowani lub znaleźli się w trudnych sytuacjach. W sumie nie tylko sportowcom, ale wszystkim, ponieważ uważam, że moja historia może okazać się wartościowa, pomóc innym w przyszłości – podsumował.

 

Wideo z całej konferencji prasowej (w języku angielskim):

 

korespondencja z Bischofshofen, Julia Piątkowska

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram