Alexander Stoeckl: „Dajemy sobie prawo do popełniania błędów”

Alexander Stoeckl, fot. Bartosz Leja

Przed zimą wydawało się, że zapełnienie luki, która wytworzyła się w norweskim zespole po odejściu Jacobsena i Bardala, będzie wręcz niemożliwe. Alexander Stoeckl udowodnił jednak niedowiarkom, że i młodzi zawodnicy mogą zdobywać najwyższe laury. O założeniach, którymi kieruje się w swojej pracy, szkoleniowiec opowiedział portalowi hna.de.

 

Daniel-Andre Tande, fot. Julia Piątkowska
Daniel-Andre Tande, fot. Julia Piątkowska

Norwegowie stali się prawdziwym objawieniem pierwszej części sezonu – w czołowej siódemce klasyfikacji generalnej Pucharu Świata znajduje się aż trzech reprezentantów Kraju Wikingów, przy czym Kenneth Gangnes stale aspiruje do miejsc na podium. Jak to się stało, że po odejściu dwóch utytułowanych skoczków trener Stoeckl wyciągnął z rękawa kolejne perełki? Okazuje się, że sam nie do końca rozumie ów fenomen. – Trudno to wytłumaczyć, ale ich rezygnacja spowodowała pewne zmiany w sposobie prowadzenia drużyny i jej „duszy”. Bardal i Jacobsen byli dość spokojni, a cała reszta ich naśladowała ze względu na doświadczenie, jakie zdobyli. Teraz mamy drużynę równych, młodych skoczków i udało nam się zbudować wśród nich pozytywną energię – tłumaczy różnice szkoleniowiec, który wie także, co powoduje, że jego podopieczni osiągają tak zadowalające rezultaty. – Dajemy sobie prawo do próbowania czegoś nowego i do popełniania błędów. Wierzę, że właśnie to daje im tak ogromną siłę. To jednak nie jedyna zmiana – zarówno on, jak i jego podopieczni otworzyli się na kibiców, pokazując swoje treningowe życie na portalach społecznościowych. Bardal i Jacobsen tego unikali.

Joachim Hauer, fot. Julia Piątkowska
Joachim Hauer, fot. Julia Piątkowska

Jak się okazuje, młodzi (i „gniewni”) skoczkowie zadziwili także własnego szkoleniowca. – Jestem zaskoczony ich postawą, bo to wciąż młoda i niedoświadczona ekipa. Są wśród nich tacy skoczkowie, którzy w tym sezonie pierwszy raz pojawili się w Pucharze Świata. Dlatego aż trudno uwierzyć, że ich forma jest tak stabilna – chwali podopiecznych trener, który widzi możliwości ich dalszego rozwoju. – Potrzebujemy czasu, by pojawił się jeden, dwóch skoczków, którzy staną się liderami. Nad tym cały czas pracujemy.

Alexander Stoeckl nie miał łatwej drogi do sukcesu, ale udało mu się wytworzyć w Norwegii pewien system szkolenia, który, jak pokazuje obecny sezon, zdaje egzamin. – System pod pewnymi względami od początku był dobry, ale zbyt wyspecjalizowany – zawodnicy byli skupieni tylko na skokach, a my to zmieniliśmy – mówi Stoeckl. W jaki sposób dokonała się reforma norweskich skoków? – Podchodzimy do ich rozwoju bardziej holistycznie. W przeszłości pojawiali się skoczkowie, którzy bardzo szybko osiągali wysoki poziom, ale nie byli w stanie go utrzymać. My skupiliśmy się na wytworzeniu podstaw pod długotrwałe sukcesy.

Andreas Stjernen, fot. Julia Piatkowska
Andreas Stjernen, fot. Julia Piatkowska

Norwegom zdarzają się jednak potknięcia – także te związane z nieprzepisowymi kombinezonami i związanymi z tym dyskwalifikacjami. Co na ten temat sądzi Stoeckl? – Rozumiem, że media i kibice spekulują, że przekraczamy limity. To jednak nie jest nasz cel, by połowa skoczków była wykluczana z konkursów – zakończył Austriak, który teraz będzie starał się poświęcić więcej czasu rodzinie. 

Za 3 miesiące Alexander Stoeckl zostanie tatą, a to z pewnością będzie wymagało spędzania większej ilości czasu w domu, a nie na wyczerpujących podróżach po skoczniach. – Bywa i tak, że choć jestem w domu, to cały czas myślę o pracy, a dla mojej partnerki to musi być trudne, siłą rzeczy jest częścią tego świata – opowiada 42-letni trener i przyszły ojciec. Zapytany o to, w jakim języku kłóci się ze swoją partnerką, odparł ze śmiechem: – Po niemiecku.

Kenneth Gangnes, fot. Julia Piątkowska
Kenneth Gangnes, fot. Julia Piątkowska

Do rodziny w Austrii zagląda rzadko – w Święta i w czasie Turnieju Czterech Skoczni, choć i wtedy trudno mu uczestniczyć w rodzinnym życiu. Bliscy jednak byli i są dla niego wsparciem w chwilach, w których życie na skoczni nie układało się tak, jak powinno. I choć praca trenera zabiera mu mnóstwo energii, to daje satysfakcję. – To wielka ekscytacja, kiedy stoisz na wieży trenerskiej z myślą, że Twoi podopieczni mogą wygrać konkurs, dokonać czegoś wielkiego – mówi szkoleniowiec, a niegdyś skoczek, który przyzwyczaił się już do życia z dala od ojczyzny. Teraz to tam założy prawdziwą rodzinę i stworzy swój dom. 

 

źródło: hna.de / atenposten.no

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram