O trenerskiej debacie wokół Łukasza Kruczka słów kilka (felieton)

Prezes PZN Apoloniusz Tajner i trener kadry A Łukasz Kruczek, fot. Bartosz LejaNie udały nam się, proszę państwa, te mistrzostwa Europy i nie zmieni tego nawet hucznie świętowane zwycięstwo z Francją, odniesione po raz pierwszy od 22 (!) lat, która to liczba nie umknęła wszelakim mediom piłką ręczną żywo zainteresowanym. Michael Biegler huknął się więc po męsku w pierś i podał do dymisji. A gdzie w tym skoki? Blisko.

 
Kamil Stoch, fot. Julia Piatkowska
Kamil Stoch, fot. Julia Piatkowska

Sezon w skokach też nam się nie udał, chociaż jeszcze się nie skończył, co też powtarzają jak mantrę niektórzy nasi reprezentanci, męcząc się jednocześnie niemiłosiernie, jakby na tej skoczni to kazali im za karę siedzieć. Zima w kalendarzu i na skoczni trwa w najlepsze, ale mówiąc kolokwialnie, teraz to już „po ptakach”, po zawodach i musztarda po obiedzie. Wyjątkowo niesmacznym i ciężkostrawnym obiedzie. Któż zawinił, chciałoby się zapytać: współwłaściciele restauracji, szef kuchni, jego „podopieczni” czy też wszyscy razem wzięci? A kto jest kim w tym wyliczeniu, to już sobie sami dośpiewajcie. 

 

Tekst Przeglądu Sportowego. Nie, nie ten, o którym myślicie

1 lutego na łamach Przeglądu Sportowego pojawił się tekst Kamila Wolnickiego z pewnym przesłaniem, które swego czasu i mnie było dość bliskie, na co potwierdzenie znajdziecie TUTAJ. Mianowicie sens tekstu redaktora Wolnickiego brzmiał tak: pamiętajmy, że to Łukasz Kruczek wprowadził polską drużynę na medalowe tory, pamiętajmy, że to za kadencji Kruczka Kamil Stoch został dwukrotnym mistrzem olimpijskim, mistrzem świata w Predazzo, a po sezonie 2013/14 przywiózł do domu Kryształową Kulę za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Niestety, dziś, mimo że Kruczek odniósł wiele sukcesów ze swoimi podopiecznym, do chwalenia jest mi już trochę dalej. Dlaczego?

Klemens Murańka, fot. Julia Piątkowska
Klemens Murańka, fot. Julia Piątkowska

Bo wiecie, jaki koń jest, każdy widzi. Jaki obecny sezon jest, też każdy kibic skoków narciarskich, nawet z wadą wzroku – jak ja – widzi. I nie ma co kolorować obrazka pięknymi frazesami o odrodzeniu w Zakopanem (które, wbrew wszystkiemu, po Zakopanem z powrotem zapadło w sen, nomen, omen… zimowy) albo o warunkach, które dziwnym trafem zawsze pogarszają się wtedy, kiedy to Polacy mają skakać. Jak zobaczyłam tu i tam wypowiedź Łukasza Kruczka po PŚ w Sapporo, w której stwierdzał, że weekend „można zaliczyć na plus”, to się za głowę złapałam, zastanawiając, gdzie jest ów plus albo dlaczego ja go nie widzę. Lider kadry spada z progu, po raz kolejny nie kwalifikując się do finałowej serii, Dawid Kubacki, który ponoć po zmianie techniki miał być czarnym koniem sezonu, a to wygrywa kwalifikacje, a to wylatuje z konkursu po pierwszej kolejce, Klemens Murańka, to złote dziecko polskich skoków, które miało dzielić i rządzić na skoczniach świata, najpierw zostaje zdyskwalifikowany, a następnie tuła się na ostatnim punktowanym miejscu, a kibice i tak na okrągło słyszą o plusach. No cóż, pozostając w tematyce zdrowotno-okulistycznej, mogę rzec, że ślepy by zauważył, że owego plusa wcale nie ma.

Wierzcie mi, że ten tekst pojawilby się tu już wcześniej, gdyby nie burza, która rozpętała się po wiadomej publikacji na łamach już wyżej wspomnianych. Tak, teraz to ten tekst, o którym myślicie.

Dawid Kubacki, fot. Bartosz Leja
Dawid Kubacki, fot. Bartosz Leja

Bez owijania w bawełnę: sezon jest słaby, najgorszy od lat, a niektórych występów biało-czerwonych na spokojnie oglądać się nie da i to bynajmniej nie z powodu pozytywnych emocji, do jakich zostaliśmy przyzwyczajeni. Twitter w godzinach konkursowych rozgrzewa się do czerwoności, z czynnym udziałem dziennikarzy – bardziej i mniej doświadczonych – zajmujących się zimową tematyką. Skoczkowie wraz z ich szkoleniowcem wiją się przed kamerami – pewnie do końca sami nie wiedzą, co mogą i mają powiedzieć. Tłumaczyć się, przepraszać, bić w pierś i przyznawać do błędów? To ostatnio byłoby z pewnością wskazane i przyniosłoby duży szacunek kibiców, jak w przypadku Michaela Bieglera, ale – jak wszyscy wiemy – nie jest łatwe.  

Pytanie, czy słabe wyniki reprezentantów biało-czerwonych barw upoważniają osoby zarządzające skokami do wygłaszania medialnych opinii na temat przyszłości trenera już w czasie trwania sezonu. Czy przysłowiowe „tu i teraz” to naprawdę dobry moment, by wprowadzać jeszcze większy zamęt w i tak już mocno poplątaną sytuację obu kadr, który to supeł trzeba będzie rozplątywać po sezonie? Wygląda na to, że niepisany kontrakt pozostawiania pewnych spraw tylko dla określonych osób z zamkniętego grona polskich skoków właśnie został rozwiązany. Nie chciałabym być w skórze Łukasza Kruczka, jeśli ten z mediów dowiedział się o planowanym zakończeniu swojej współpracy z Polskim Związkiem Narciarskim. Oj, nie chciałabym.

Łukasz Kruczek, fot. Stefan Piwowar
Łukasz Kruczek, fot. Stefan Piwowar

Przypominam sobie pierwsze pożegnanie Hannu Lepistoe – dokonane bez klasy. Wygląda na to, że tamta sytuacja niektórych osób niczego nie nauczyła. Niezależnie od tego, że dziś ewidentnie coś się w polskich skokach i kadrze wypala (wypaliło?), szkoleniowiec z Buczkowic odniósł z nią sukcesy, o których kilka lat temu nawet nie mieliśmy prawa marzyć. W jakim stopniu to zasługa jego, a w jakim talentu Kamila Stocha czy pracy innych osób w sztabie – nie mnie oceniać. Niemniej jednak Łukasz Kruczek, po pierwsze, powinien mieć szansę na posezonowe podsumowanie, niezależnie od swojej z kadrą przyszłości. Po drugie, acz znacznie ważniejsze, jeśli nie najważniejsze: choćby z szacunku dla przeszłych – ale jednak – sukcesów powinien być pierwszą osobą, która dowie się o zmianach dotyczących przyszłości swojej i kadry. Osobiście, bez medialnych pośredników. Dlaczego? Dlatego że wszyscy – my, kibice, skoczkowie, trenerzy i działacze, jesteśmy ludźmi. I po ludzku powinniśmy się do innych odnosić.  


 

Kasia Nowak

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram