Pascal Kaelin dla SkokiPolska: „Mam nadzieję, że wrócę na Wielką Krokiew”

Pascal Kaelin, fot. Julia Piątkowska23-letni Pascal Kaelin w międzynarodowych konkursach występuje już od ośmiu lat, jednak wciąż czeka na przełomowy moment w swojej karierze. Jak sam twierdzi, „pojedyncze dobre skoki to za mało, żeby pokazać potencjał”. Nam opowiedział o zmaganiach z kontuzją, atmosferze w szwajcarskiej kadrze oraz współpracy z nowym trenerem.

 

Magdalena Janeczko: Zacznijmy od najbardziej aktualnego w Twoim przypadku tematu – kontuzji stawu skokowego, której doznałeś na początku kwietnia. Jak obecnie się czujesz?

Pascal Kaelin: W tej chwili czuję się całkiem dobrze. Jestem w stanie wykonywać większość elementów treningu typowego dla skoczków, jednak wciąż nie mogę oddawać samych skoków.

 
Pascal Kaelin, fot. Julia Piątkowska
Pascal Kaelin, fot. Julia Piątkowska

Podczas majowego zgrupowania szwajcarskiej kadry w Hiszpanii nie uczestniczyłeś we wszystkich elementach przygotowań do nowego sezonu. Jak w tej chwili wyglądają Twoje treningi?

Rzeczywiście, mój trening w Hiszpanii różnił się nieco od treningu pozostałych zawodników, np. nie mogłem towarzyszyć im podczas terenowej jazdy rowerami. Zamiast tego wykonywałem ćwiczenia stabilizujące kręgosłup, jogę oraz gimnastykę w wodzie. Teraz skupiam się na treningu siłowym, bez oddawania skoków w jakiejkolwiek formie. Rehabilitacja przynosi oczekiwane rezultaty, więc niedługo również oddawanie prób na skoczni będzie możliwe.

 

Letnie Grand Prix rozpocznie się już w połowie lipca. Czy będziesz gotowy, żeby w nim startować?

Wierzę, że to możliwe. Jednak, żeby móc skakać w LGP, muszę zacząć oddawać lepsze skoki niż moi reprezentacyjni koledzy.

 

Po zgrupowaniu w Hiszpanii napisałeś na swoim blogu, że duch drużyny jest bardzo ważny w skokach. Czy uważasz, że utrzymanie dobrej atmosfery jest łatwiejsze w mniejszych zespołach, takich jak szwajcarski, niż w kadrach liczących kilkudziesięciu zawodników?

Pascal Kaelin, fot. Julia Piątkowska
Pascal Kaelin, fot. Julia Piątkowska

To trudne pytanie. Myślę, że zarówno bycie w mniej jak i bardziej licznej drużynie ma swoje zalety. W mało licznych drużynach wszelkie zwyżki i spadki formy są bardziej widoczne, podczas gdy w dużych zespołach ogólna dyspozycja drużyny pozostaje stała. Muszę tu jednak zaznaczyć, że duch drużyny w naszej kadrze jest niesamowity! Czuję to nawet mimo faktu, że z powodu kontuzji w ciągu ostatnich kilku tygodni nie spotykałem zbyt często kolegów z kadry. Wsparcie, jakie mi zapewniają, napawa mnie optymizmem, więc nie mogę się już doczekać powrotu do regularnych treningów z drużyną i bycia znów częścią tego wyjątkowego zespołu.

 

Jak spędziłeś wakacje po minionym sezonie?

Wakacje? (śmiech) Prawdę mówiąc, nie miałem na nie czasu. Wiosną chodziłem do szkoły, więc musiałem się sporo uczyć. Jednocześnie przechodziłem fizjoterapię oraz trenowałem. Mam nadzieję, że pozwoli mi to wrócić na skocznię tak szybko, jak to możliwe.

 

Zostałeś powołany do kadry A, co można nazwać awansem, ponieważ w sezonie 2015/2016 startowałeś jako zawodnik kadry B. Czy jest to dla Ciebie duża zmiana?

Zmiana kadry nie spowodowała jakichś wyraźnych zmian. Nie osiągnąłem w zeszłym sezonie moich celów, więc nie odczuwam tego jako awansu. Jedyne, na czym mi teraz zależy, to poprawa moich wyników.

 

Wiosną zmienił się główny trener szwajcarskiej kadry – funkcję tę piastuje teraz Rony Hornschuh. Jak układa się Wasza współpraca?

Pascal Kaelin, fot. Julia Piątkowska
Pascal Kaelin, fot. Julia Piątkowska

Współpraca układa się poprawnie, jednak jak już wspominałem, ostatnio mało czasu spędzam z kadrą i trenerem. Moją rehabilitacją i treningami po kontuzji zajmują się fizjoterapeuci, więc to z nimi spędzam najwięcej czasu. Co jakiś czas daję znać trenerowi jak wyglądają moje postępy.

 

Nowy trener to bodziec do zmian. Od kilku sezonów szwajcarskie skoki nie mają się najlepiej. W konkursach PŚ w zeszłym sezonie regularnie pojawiali się jedynie Simon Ammann i Gregor Deschwanden. Co, Twoim zdaniem, jest przyczyną słabszej kondycji skoków w Szwajcarii?

Trudno powiedzieć, co jest główną przyczyną. Powodów może być wiele: liczne kontuzje skoczków, ogólny kryzys formy w kadrze, mała liczba zawodników. Jeśli miałbym wskazać jedną płaszczyznę, nad którą powinno się szczególnie pracować, byłaby to stabilność kondycji i wyników zawodników. W ubiegłym sezonie Killian Peier, Luca Egloff, Tobias Birchler, Andreas Schuler czy Gabriel Karlen oddawali pojedyncze dobre skoki, jednak było to za mało, żeby pokazać drzemiący w nich potencjał.

 

W Pucharze Kontynentalnym startujesz od 2008 r., w Pucharze Świata od 2012 r. Czego nauczyły Cię te lata na skoczni?

Wiele się w tym czasie zmieniło. Najbardziej znacząca dla mnie zmiana dotyczyła rozmiarów kombinezonów, ponieważ sprawiła, że musiałem nauczyć się skakać inaczej. Z przebiegu mojej dotychczasowej kariery wyniosłem kilka nauk: żeby być spontanicznym i elastycznym oraz żeby nigdy się nie poddawać.

 
Pascal Kaelin, fot. Julia Piątkowska
Pascal Kaelin, fot. Julia Piątkowska

W ciągu trwającej już ponad 8 lat kariery miałeś okazję skakać na wielu skoczniach. Która jest Twoją ulubioną?

Dobrze skacze mi się na obiektach w Garmisch-Partenkirchen, Willingen i Iron Mountain. Szczególnie ta ostatnia skocznia jest mi bliska – skakania na niej nie da się porównać ze startami na żadnym innym obiekcie.

 

Mówiłeś o swoich ulubionych skoczniach, porozmawiajmy chwilę o konkursach. Zmagania w Wiśle i Zakopanem są znane ze względu na obecność wielu tysięcy polskich kibiców i unikalną atmosferę. Skakałeś tam już kilka razy. Co myślisz o tamtejszych zawodach?

Konkursy w Polsce są niesamowite! Tak jak powiedziałaś, tysiące kibiców przychodzą, żeby zagrzewać nas do walki i to głównie oni tworzą to wspaniałe widowisko. Polacy są zapalonymi fanami skoków oraz samych skoczków, co widać szczególnie wtedy, kiedy czekają na nas pod hotelem lub pod skocznią, nawet kilka godzin. Frajdę sprawia dawanie im autografów i robienie wspólnych zdjęć, jeśli tylko pozwala na to czas. Podczas tegorocznych konkursów Pucharu Świata w Zakopanem atmosfera zapierała dech w piersiach, dlatego bardzo żałowałem, że nie skakałem w konkursie indywidualnym. Mam głęboką nadzieję, że wkrótce wrócę na Wielką Krokiew i znów doświadczę tej unikalnej atmosfery, tym razem siedząc na belce.

 

Jakie cele, oprócz startu zimą w Zakopanem, stawiasz sobie na najbliższy sezon?

Moim najważniejszym celem jest wypracowanie i pokazanie dobrych, stabilnych skoków. Kiedy uda mi się to osiągnąć, chciałbym zacząć regularnie punktować w PŚ. Moim wielkim marzeniem jest również udział w pierwszym w mojej karierze Turnieju Czterech Skoczni. Bezapelacyjnie, chcę również skakać na Mistrzostwach Świata w Lahti!

 

rozmawiała Magdalena Janeczko

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram