Kevin Bickner dla SkokiPolska o rozwoju skoków w USA i pucharowych ambicjach

Kevin Bickner podczas PŚ w Wiśle w 2016 r. (fot. Julia Piątkowska)Przed 19-letnim Kevinem Bicknerem stoi nie lada wyzwanie – młody Amerykanin postawił sobie za cel popularyzację skoków w swojej ojczyźnie, gdzie uchodzą raczej za sport niszowy. Czy szóste miejsce podczas niedzielnego konkursu LPK w Kranju to element jego planu? Na te i inne pytania skoczek odpowiedział w wywiadzie udzielonym naszemu portalowi.

 

Magdalena Janeczko: Zacznę od gratulacji – zostałeś niedawno nagrodzony tytułem skoczka roku 2016 w Stanach Zjednoczonych. Ostatni sezon był dla Ciebie bardzo udany: indywidualnie zadebiutowałeś w Pucharze Świata, poprawiłeś rekord w długości lotu, zająłeś 11. miejsce w Mistrzostwach Świata Juniorów w Rasnovie. Co, oprócz dobrych wyników, dała Ci zeszła zima?

Kevin Bickner: Ubiegły sezon był najlepszy w mojej dotychczasowej karierze. Zeszłą zimę nazywam swojego rodzaju wprowadzeniem do Pucharu Świata – jako, że były to moje pierwsze konkursy z tego cyklu, nie oczekiwałem po sobie spektakularnych rezultatów. Jestem jednak zadowolony z tego, co udało mi się osiągnąć. Te wszystkie doświadczenia dały mi większą świadomość swoich możliwości, dlatego też oczekuję więcej sukcesów w nadchodzącym sezonie.

 
Kevin Bickner w Wiśle, fot. Julia Piątkowska
Kevin Bickner w Wiśle, fot. Julia Piątkowska

Na Twoim profilu na Instagramie nieco przewrotnie piszesz, że zajmujesz się skokami w wolnym czasie. Czy rzeczywiście traktujesz skoki jako dodatek czy jako swoją pracę?

Ten opis należy potraktować z przymrużeniem oka. Oczywiście, jak w przypadku większości dzieci, również i u mnie zainteresowanie skokami początkowo było hobby, jednak szybko stało się ważną częścią  mojego życia. Tak naprawdę, nie mam dużo wolnego czasu, właśnie z powodu trenowania skoków.

 

Karierę sportową łączysz z nauką na uniwersytecie. Czy Twoje studia są w jakiś sposób związane ze sportem?

Główną domeną uniwersytetu, na którym się uczę jest informatyka, stąd też moje studia są z nią związane. Muszę jednak przyznać, że nie jest to dziedzina, którą chciałbym się zajmować po zakończeniu sportowej kariery. Myślę, że kompleksowe wykształcenie w jakiejś dziedzinie otworzy przede mną wiele możliwości w przyszłości. Plusem moich studiów jest to, że zajęcia odbywają się przez Internet, więc mogę uczyć się w każdym miejscu na świecie o dowolnej porze. Jeśli chodzi o moją przyszłość, to rozważam karierę zawodowego pilota samolotu.

 

Skoki narciarskie są niszowym sportem w Stanach Zjednoczonych, jednak w Twojej rodzinie są bardzo popularne [red. siostra Kevina również uprawia skoki, a jego tata jest członkiem zarządu organizacji USA Nordic Sport]. Czy narciarstwo klasyczne to rodzaj rodzinnej tradycji?

Kevin Bickner w Oslo, fot. Julia Piątkowska
Kevin Bickner w Oslo, fot. Julia Piątkowska

Moi rodzice nauczyli się jeździć na nartach, kiedy mieli 20 lat, dlatego już od najmłodszych lat zabierali mnie na stok. Od początku sprawiało mi to wiele radości. Wychowywałem się jednak w okolicach Chicago, gdzie nie ma w ogóle gór ani skoczni, więc nasze rodzinne wyjazdy na narty ograniczały się do maksymalnie dwóch razy w roku. Kiedy miałem 9 lat, przyjaciele moich rodziców zobaczyli plakat reklamujący konkurs skoków w Fox River Grove organizowany przez Norge Ski Club Chicago. Wiedzieli o naszych narciarskich pasjach, więc zaproponowali wspólny wyjazd. Konkurs bardzo mi się spodobał i zapragnąłem sam spróbować skakać. Kolejnego lata dołączyłem do klubu, w którym trenuję do dziś.

 

Jak oceniasz warunki do uprawiania skoków w Twoim kraju? Czy istnieją programy wspierające rozwój młodych sportowców?

Warunki poprawiają się z roku na rok, ale wciąż nie są idealne. Mało Amerykanów wie o istnieniu skoków, a ta garstka która zna dyscyplinę traktuje je bardziej jak sztukę niż sport. Większość klubów narciarskich oferuje programy rozwoju dla dzieci – niektóre są lepsze, niektóre gorsze. Jeśli zostanie się zauważonym przez organizację USA Ski Jumping, dostaje się szansę trenowania w tzw. Junior Development Team, który z kolei otwiera furtkę do kadry narodowej. Mój klub ma bardzo dobry program juniorski. Na jego terenie znajdują się skocznie o zróżnicowanych rozmiarach: od K-5 do K-70. Kiedy zaczynałem trenować, tylko skocznie K-20 i większe miały plastikowe pokrycie. Teraz również najmniejsze skocznie K-5 i K-10 są w nie wyposażone, co umożliwia oddawanie na nich skoków przez cały rok. Inne kluby nie oferują takich warunków – większość z nich ma igelit na 1-2 skoczniach, niektóre nie mają go w ogóle. Kluby nie dysponują nawet skoczniami większymi niż K-40. To wszystko sprawia, że uprawianie skoków przez najmłodszych Amerykanów jest wyzwaniem. Problemem jest też to, że bardzo mało dzieci uprawia skoki. W całych Stanach jest tylko kilku skoczków, wliczając zarówno członków kadry narodowej, jak i dzieci. Niełatwo jest zdobyć kibiców czy sponsorów, kiedy sport jest tak mało popularny.

 
Fox River Grove - 'Carry Hill' - rodzime skocznie Kevina Bicknera, fot. USA Ski Jumping
Fox River Grove – ‚Carry Hill’ – rodzime skocznie Kevina Bicknera, fot. USA Ski Jumping

W tym roku podczas konkursu lotów w Vikersund poprawiłeś swój rekord w długości skoku. Czujesz się bardziej skoczkiem czy lotnikiem?

Chciałbym móc powiedzieć, że zarówno w skokach jak i lotach czuję się świetnie, ale chyba minąłbym się wtedy z prawdą. Przede mną wciąż wiele do zrobienia. Skok o długości 214,5 metra był wielkim przeżyciem, ale na tle skoków rywali nie wypadł imponująco. Wiele krajów poprawiło wtedy swoje rekordy, Stanom nie udała się ta sztuka – od 15 lat nie udało nam się pobić rekordu [rekordu USA należy do Alana Alborna i wynosi 221,5 metra – przyp.red.]. Mam nadzieję, że w ciągu następnych kilku lat nasza drużyna będzie osiągać wyniki w granicach 240 metrów. Dopiero wtedy będę mógł nazwać siebie lotnikiem.

 

Niektórzy skoczkowie mają specjalne rytuały przed startami, układają swoje rzeczy po jednej stronie lub słuchają zawsze tej samej piosenki. Czy masz swoje szczęśliwe zwyczaje?

Dla mnie najważniejszą rzeczą przed startem jest bycie w pełni zrelaksowanym, a takie „szczęśliwe” zwyczaje to po prostu kolejne rzeczy, o zrobieniu których musisz pamiętać i które powodują dodatkowy stres. Moim ulubionym zwyczajem jest niekomplikowanie sobie życia, dlatego zwykle jestem bardzo wyluzowany, kiedy przygotowuję się do skoku.

 

Lato w pełni, wszystkie kadry są już w zaawansowanej fazie przygotowań do kolejnego sezonu. Jak wyglądają przygotowania Amerykanów?

Myślę, że nasza drużyna jest dobrze przygotowana. Co prawda, zaczęliśmy oddawać próby na skoczni nieco później niż pozostałe reprezentacje, jednak wcześniej skupialiśmy się na treningu wytrzymałościowym. Najpierw udaliśmy się na krótkie zgrupowanie do rodzimego Park City, później polecieliśmy do Słowenii, aby trenować w Planicy i Kranju przed Letnim Pucharem Kontynentalnym. Większość moich kolegów z drużyny zaczęła przygotowania do kolejnego sezonu w równie dobrej formie, w jakiej skończyli miniony sezon. Jestem podekscytowany tym, że wkrótce przekonam się jak poradzimy sobie w kolejnych zmaganiach LPK.

 
Kevin Bickner w Szczyrku, fot. Julia Piątkowska
Kevin Bickner w Szczyrku, fot. Julia Piątkowska

Pod koniec lipca Polska będzie gospodarzem dwóch konkursów FIS Grand Prix, jednak Twoja drużyna się u nas nie pojawi. Dlaczego?

Termin ten nie odpowiada naszej drużynie. Bardzo chciałbym przyjechać do Wisły, ale w tym samym czasie mamy mistrzostwa naszego kraju, które zawsze odbywają się w ostatni weekend lipca. Po pierwszym weekendzie LPK wróciliśmy do Stanów, żeby trenować do mistrzostw krajowych, a następnie wrócimy do Europy na resztę sezonu letniego.

 

Jakie są Twoje sportowe cele na nadchodzącą zimę?

W tym sezonie chcę być bardziej znaczącym zawodnikiem w Pucharze Świata. Uważam, że utrzymywanie się w pierwszej trzydziestce konkursów jest rozsądnym celem. Chciałbym częściej występować w drugiej serii i nabyć wprawę w oddawaniu dwóch skoków w konkursie. W następnych sezonach chciałbym poprawiać moje wyniki i docelowo lądować w pierwszej dziesiątce. Moimi celami długofalowymi są dobre występy na przyszłorocznych mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym oraz na igrzyskach zimowych za 2 lata – pozwoli mi to popularyzować skoki w mojej ojczyźnie.

 

rozmawiała Magdalena Janeczko

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram