Alexander Stoeckl dla SkokiPolska: „Nie ma przepisu na olimpijskie złoto”

Alexander-Stoeckl-fot.-Bartosz-LejaWciąż trwające letnie przygotowania nie były okresem prosperity dla norweskich skoczków. Rune Velta postanowił zakończyć karierę, a inni zmagali się z kontuzjami. Urazu nabawił się też szkoleniowiec, który specjalnie dla SkokiPolska opowiedział między innymi o swojej rehabilitacji, przeciążeniach podopiecznych oraz… problemach finansowych w norweskiej federacji.

 

Lato jak po grudzie

Najpierw gruchnęła wieść o zakończeniu kariery przez Rune Veltę, mistrza świata z normalnej skoczni w Falun, następnie rozprzestrzeniła się informacja o trzecim w karierze zerwaniu więzadła Kennetha Gangnesa, a po drodze pojawiły się urazy Toma Hilde czy Daniela-Andre Tande. Na domiar złego, co bardziej wnikliwi kibice podczas zawodów Letniej Grand Prix w Wiśle dostrzegli, że Alexander Stoeckl padł kolejną ofiarą kontuzji w norweskiej kadrze i poruszał się o kulach. Jak przyznał wówczas w rozmowie ze SkokiPolska, urazu nabawił się już w Wiśle, grając ze swoimi podopiecznymi w siatkówkę. Powiedzieć, że Norwegowie mają pecha, to mało, ale nie można zapominać, że w zanadrzu dysponują liczną grupą utalentowanych zawodników, którzy będą próbowali zastąpić bardziej utytułowanych kolegów. A co na temat kontuzji (swojej i podopiecznych), igrzyskach w Rio oraz zarzutach dotyczących przeciążeń skoczków powiedział nam Alexander Stoeckl?

 
Alexander Stoeckl o kulach podczas LGP w Wiśle, fot. Martyna Osuchowska / Behind the Sport
Alexander Stoeckl o kulach podczas LGP w Wiśle, fot. Martyna Osuchowska / Behind the Sport

Kasia Nowak: Ostatnio przyznał Pan w naszej rozmowie, że po przebytym zabiegu czuje się dobrze, ale… kiedy wróci Pan na boisko do siatkówki?

Alexander Stoeckl: Po operacji faktycznie jest wszystko w porządku, ale na to, by ponownie zagrać z moimi podopiecznymi w siatkówkę, potrzebuję czasu. Być może nastąpi to pod koniec zimy.

 

Jak godzi Pan powrót do zdrowia z obowiązkami szkoleniowca kadry?

Obecnie przechodzę rehabilitację, która jednak nie wpływa na moją pracę związaną z trenowaniem skoczków. Ma większe znaczenie jeśli chodzi o sport, który chciałbym uprawiać sam dla siebie.

 

Ostatnio decyzję o pożegnaniu się ze skokami podjął Rune Velta. W obliczu sytuacji, w której wielu bardzo dobrych skoczków miało gorsze lata w czasie swoich karier, wybór ten może wydawać się przedwczesny. Jak Pan ocenia posunięcie Velty?

Myślę, że Rune dobrze to przemyślał i po prostu doszedł do wniosku, że nie odczuwa potrzeby, by ponownie rywalizować z najlepszymi skoczkami na świecie na najwyższym poziomie. Główną przyczyną jego rezygnacji jest brak motywacji, którą jednak odnalazł w innych dziedzinach swojego życia.

 
Kenneth Gangnes, fot. Julia Piątkowska
Kenneth Gangnes, fot. Julia Piątkowska

Kenneth Gangnes odniósł trzeci w karierze uraz więzadła krzyżowego w kolanie. Myśli Pan, że będzie w stanie odnosić takie sukcesy, jakie miał na koncie wcześniej?

Kenneth bardzo ciężko pracuje, by wrócić do sportu. Jak na razie wszystko wygląda naprawdę dobrze, dlatego myślę, że pod koniec zimy albo wczesną wiosną wróci na skocznię. A sukcesy? Zobaczymy, jak sprawy się potoczą. 

 

W minionym sezonie skoczkowie kadry B musieli sami opłacić swoje przygotowania. Czy tym razem będzie tak samo?

Obawiam się, że niestety będziemy zmuszeni dalej iść tą drogą, ponieważ Związek nie ma pieniędzy na finansowanie treningów wszystkich zawodników. Minionej zimy cały system funkcjonował bardzo dobrze, a skoczkowie zaliczali udane występy. Niemniej jednak plan jest taki, by w przyszłości zapewnić wszystkim skoczkom pełne wsparcie, ale działania w tym kierunku zajmą trochę czasu.

 

Często organizujecie wspólne treningi skoczków i skoczkiń. Jak wyglądają Pana relacje ze szkoleniowcem pań, Christianem Meyerem, czy może Pan liczyć na jego rady?

Oczywiście. Christian jest świetnym trenerem i często dyskutujemy na tematy związane z techniką. Warto dodać, że jest on także szkoleniowcem Forfanga i Stjernena w czasie codziennych treningów i z tymi skoczkami wykonuje kawał dobrej roboty.

 
Bjoern Einar Romoeren, fot. Bartosz Leja
Bjoern Einar Romoeren, fot. Bartosz Leja

W Norwegii jest wielu utytułowanych byłych skoczków, jak choćby Anders Bardal, Anders Jacobsen czy Bjoern Einar Romoeren. Czy utrzymuje Pan z nimi kontakt i wykorzystuje ich doświadczenie w pracy z kadrą?

Nie ze wszystkimi mam kontakt, ale na przykład Romoeren pracuje w Norweskim Związku Narciarskim. Jest odpowiedzialny za aspekty związane z marketingiem. Muszę przyznać, że to miłe, że nasi najlepsi skoczkowie mimo zakończenia kariery wciąż pozostają częścią naszej rodziny.

 

Pana podopieczni zdobywali złote medale na niemal wszystkich imprezach z wyjątkiem jednej: igrzysk olimpijskich. Ma Pan receptę na złoto w PyeongChang?

Obawiam się, że nie ma czegoś takiego jak przepis na olimpijskie złoto, ale pracujemy bardzo ciężko, by nasze marzenia stały się rzeczywistością. To nasza droga do złota.

 
Daniel-André Tande, fot. Martyna Osuchowska
Daniel-André Tande, fot. Martyna Osuchowska

W norweskich mediach pojawiały się głosy, że liczne kontuzje Pana podopiecznych są wynikiem nadmiernych treningów. Jak Pan odniesie się do takich ocen?

W kadrze była tylko jedna poważna kontuzja spowodowana przeciążeniami treningowymi – był to uraz Daniela-Andre Tande. Takie sytuacje mają prawo się zdarzyć, ale ja sam wierzę, że we właściwy sposób kontrolujemy obciążenia u naszych chłopaków.

 

Miał Pan czas, by śledzić występy podczas igrzysk w Rio de Janeiro?

Nie przyglądałem się zbytnio konkurencjom, ale wiem, że Norwegowie i Austriacy nie wypadli zbyt dobrze.

 

rozmawiała Kasia Nowak

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram