Sarah Hendrickson wróciła na skocznię: „Mam nadzieję na walkę z Takanashi”

Sarah Hendrickson, fot. Stefan PiwowarPo 18-miesięcznej przerwie na skocznię powróciła jedna z najbardziej utytułowanych skoczkiń narciarskich, która jako pierwsza w historii sięgnęła po Kryształową Kulę. Reprezentantka Stanów Zjednoczonych, Sarah Hendrickson, przed tygodniem oddała pierwsze po długiej rehabilitacji skoki w Planicy. Nam opowiedziała o trudnej drodze do powrotu.

 

Po raz ostatni na międzynarodowej arenie Sarah Hendrickson pojawiła się w marcu 2015 roku, kiedy to wskoczyła na drugi stopień podium podczas konkursu Pucharu Świata w Oslo-Holmenkollen. Niecały miesiąc wcześniej rywalizowała w Mistrzostwach Świata w szwedzkim Falun, gdzie niestety nie udało jej się obronić tytułu mistrzowskiego wywalczonego w 2013 roku w Val di Fiemme. W międzyczasie Amerykankę trapiła ciągle odnawiająca się kontuzja kolana, która uniemożliwiła jej regularne starty i nawiązanie walki z największą rywalką, Japonką Sarą Takanashi.

 
Sarah Hendrickson, fot. Stefan Piwowar
Sarah Hendrickson, fot. Stefan Piwowar

Bartosz Leja: Zaczynając – Sarah, jak się czujesz i co możesz powiedzieć o aktualnej kondycji Twojego kolana?

Sarah Hendrickson: Poświęciłam wiele godzin na siłowni na to, aby znowu być w formie i jestem podekscytowana mogąc powiedzieć, że moje kolano i ogólna siła wyglądają bardzo dobrze. Oczywiście powrót do skoków przynosi sporo wyzwań, jednak po operacjach jestem przekonana co do dobrej kondycji mojego kolana.

 

Kasia Nowak: Czy to oznacza, że już możesz powiedzieć: „Udało się, pokonałam kontuzję i problemy są już przeszłością”?

Będę mogła tak powiedzieć o mojej kontuzji, kiedy powrócę na podium. Do tego czasu walka trwa nadal.

 

KN: Czy możesz opisać na czym polegała Twoja rehabilitacja po kontuzji więzadła stawu kolanowego?

Rehabilitacja po urazie więzadła krzyżowego wymaga bardzo wiele pracy związanej z wytrzymałością, elastycznością, zwinnością, wytrzymałością, stabilnością… To także m.in. joga i ćwiczenia mentalne. Tak wiele rzeczy musiałam wykonać, aby powrócić do sprawności.

 
Sarah Hendrickson, fot. Julia Piątkowska
Sarah Hendrickson, fot. Julia Piątkowska

BL, KN: Bardzo długo nie skakałaś, zrezygnowałaś ze startów w minionym sezonie. Jak radziłaś sobie w tych długich miesiącach bez latania i czy byłaś w kontakcie z koleżankami ze skoczni?

To, że nie mogłam skakać, było dla mnie bardzo trudne. Tęskniłam za wszystkim, za podróżami, rywalizacją, czasem spędzanym z drużyną, lataniem i byciem sportowcem. Jestem jednak całkiem blisko z kilkoma dziewczynami startującymi w Pucharze Świata. Zawsze miło jest z nimi porozmawiać i zawsze mogę liczyć na ich wsparcie.

 

KN: Niedawno rozmawialiśmy także z Paolo Bernardim, który przyznał, że jesteś bardzo ważną częścią jego trenerskiego życia. Jak wspominasz współpracę z nim?

Paolo był dla mnie wspaniałym trenerem i pomógł mi w zostaniu znakomitym sportowcem. Bardzo za nim tęsknię, mamy świetne wspólne wspomnienia. Pamiętam o nich, ale nadal muszę iść do przodu.

 

KN: W 18-miesięcznym czasie bez skoków narciarskich miałaś zapewne momenty zwątpienia. Czy kiedykolwiek pojawiła się myśl, że możesz już nie wrócić na skocznię?

Sarah Hendrickson, fot. Stefan Piwowar
Sarah Hendrickson, fot. Stefan Piwowar

Tak, miałam trochę ciężkich dni. Pod względem mentalnym ta kontuzja była dużo cięższa niż poprzednia, miałam negatywne myśli. Moje urazy to tak naprawdę następstwa bardzo poważnego upadku, który miałam w 2013 roku. To było bardzo nieszczęśliwe, a ja nie miałam na to wpływu. Wiedziałam jednak, że mam w sobie dalszą wolę walki, że w tym sporcie mogę osiągnąć jeszcze więcej. Nie mogę się zatem poddać, muszę wierzyć, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.

 

KN: We wrześniu wzięłaś udział w ekstremalnym biegu RedBull 400 na skoczni w Park City. Czy skocznia narciarska spodobała się Tobie z innej perspektywy? I co jest prostsze – skakanie na niej czy wspinaczka na nią?

Skoki narciarskie to w dużo większym stopniu konkurencja w której rolę odgrywa psychika, w bieganiu po prostu opuszczasz głowę w dół i biegniesz. Zdecydowanie wolę skakanie w dół zeskoku. 

 

BL: Do tej pory Twoje codzienne życie było skoncentrowane jednak na skokach narciarskich. Jak zmieniło się ono po kontuzji i operacji?

Po kontuzji wciąż umieszczam sport na pierwszym miejscu. To jest właśnie moje życie, chcę znowu być najlepsza. Zgodnie z moją filozofią muszę dać z siebie wszystko, aby powrócić, nie chcę mieć zbyt wiele czynników rozpraszających.

 
Sarah Hendrickson, fot. Stefan Piwowar
Sarah Hendrickson, fot. Stefan Piwowar

BL: Powiedz coś więcej na temat Twojego powrotu. Jak wyglądały Twoje pierwsze próby po powrocie na skocznię?

Swoje pierwsze próby oddałam na 80-metrowej skoczni w Planicy. Właściwie było to przerażające, znów stanąć na samym szczycie po tak długiej przerwie. 18 miesięcy to długi czas bez skoków narciarskich, a dwie operacje uczyniły to jeszcze straszniejszym. Pracowałam jednak bardzo ciężko, aby ponownie znaleźć się na górze skoczni. Wiedziałam zatem, że nadszedł na to czas.

 

BL: To oczywiste, że po treningach myślisz już o Pucharze Świata. Czy masz konkretne cele na zimę? I kiedy ponownie zobaczymy Cię w zawodach FIS?

Zamierzam rywalizować w całym sezonie Pucharu Świata, zaczynając od zawodów w Lillehammer. Oczywiście wszystko może się wydarzyć, jednak na chwilę obecną taki jest plan. Nie będę mieć za sobą zbyt wiele skoków treningowych, ale dla mnie ważne jest to, aby po prostu wrócić do zmagań i robić to co kocham. Rezultaty może nie od razu będą świetne, jednak gdzieś muszę startować. Dla mnie najważniejsza jest pewność siebie i to, że ponownie zaprezentuję się z założonym na siebie numerem startowym. Nie mam jeszcze dokładnych celów na cały sezon, ale patrząc na moje ostatnie konkursy, powinnam być w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej PŚ.

 
 

Back on the hill after 18 months… Pretty amazing to fly again

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Sarah Hendrickson (@schendrickson)

 

KN: A czy myślisz już o Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w PyeongChang w 2018 roku?

Moim celem jest zdobycie tam medalu. Wiem, że mam do wykonania wiele pracy, ale to przypomina mi o moich planach. 

 

BL: Czy Twój powrót do skoków narciarskich będzie kołem ratunkowym dla popularności żeńskich skoków narciarskich, w których trwa dominacja jednej zawodniczki, Sary Takanashi?

Sara Takanashi, fot. Julia Piątkowska
Sara Takanashi, fot. Julia Piątkowska

Uważam, że poziom żeńskich skoków narciarskich znacznie wzrósł. Jest naprawdę bardzo dużo skaczących dziewczyn, konkurencja jest ogromna. Obecnie rzeczywiście może to wyglądać mniej ekscytująco, ponieważ Sara Takanashi cały czas wygrywa, ale mam nadzieję, że w następnych sezonach będę w stanie nawiązać z nią powrotną walkę w drodze na szczyt. Sara to bardzo mocna zawodniczka i pokonanie jej może zająć sporo czasu. Ona jest bardzo twarda i konsekwentna, niewiele zawodniczek może z nią teraz powalczyć.

 

KN: Niedawno miałaś okazję pracować z dziećmi jako szkoleniowiec. Jakie są Twoje odczucia po tym spotkaniu i czy w przyszłości chciałabyś zająć się trenowaniem?

Naprawdę bardzo lubię współpracować z rozwijającymi się sportowcami. Czasami jednak z tymi najmłodszymi nie idzie mi aż tak dobrze, jak praca z tymi skaczącymi na obiektach 70- i 90-metrowych. Kiedyś w przyszłości bardzo chciałabym trenować kobiety na poziomie Pucharu Świata.

 

rozmowę przeprowadzili Kasia Nowak i Bartosz Leja

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram