'Rukatunturi' w Kuusamo i 'Letalnica' w Planicy (fot. Klaudia Zadębska / Julia Piątkowska)Jeśli pilot razem z telewizorem chowają się po kątach przerażeni tym, że w ciągu najbliższych miesięcy kompletnie się rozsypią, bo ciągle będą zmuszeni do działania z powodu zimowych transmisji, to wiedz, że coś się dzieje. Dzieje się mianowicie kolejny sezon Pucharu Świata w skokach, który ma być inny niż wszystkie. Czyli – jednym słowem – nad Wisłą bez zmian. 

 

Nad Wisłą złotem są słowa

Z przedsezonowymi zapowiedziami jak co roku mam duży problem. Bo wiecie, Prezes Tajner zawsze mówi, że jest dobrze; nie może bowiem powiedzieć, że nie jest dobrze, bo to jak kalanie własnego gniazda, a wszyscy wiedzą (bo przysłowie nauczyło), że tak się nie robi. W zeszłym roku doszukiwałam się i doszukiwałam tych sześciu skoczków w trzydziestce i nie mogłam dojrzeć, a niestety nie była to kwestia uszkodzonego wzroku; nawet ci, którzy okularów nie używają, licznej ekipy Polaków w czołówce nie widzieli z tej prostej przyczyny, że jej tam nie było. Teraz ma być. Tak mówią. Jak zwykle, choć ponoć to milczenie jest złotem… 

 

Stefan –  wybawiciel z ziemi austriackiej do Polski

Stefan Horngacher, fot. Bartosz Leja
Zbawiciel Stefan Horngacher, fot. Bartosz Leja

Stefan Horngacher przybył do polskiego pokłóconego piekiełka niczym prawdziwy zbawiciel, który za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sprawił, że Kot zaczął skakać jak natchniony, zamiast udzielać w mediach rozpaczliwych wywiadów, na twarz Stocha wrócił uśmiech, który, jak nam się wydaje, widzieliśmy ostatnio mniej więcej w czasach biblijnego potopu, a Żyła zrezygnował z legendarnego „garbika”, choć dla nowej pozycji nazwy jeszcze nie wymyślił. Jednym słowem nastąpiła rewolucja, ale bez Łukasza Kruczka dającego sygnał do startu Polakom nic już takie samo nie będzie.

"Ukryty" talent na miarę Małysza, Klemens Murańka,  fot. Julia Piątkowska
„Ukryty” talent na miarę Małysza, Klemens Muraka, fot. Julia Piątkowska

Tylko ciekawe, czy ten osławiony i noszony dziś na rękach Horngacher sprawi także, że Murańka, ogłoszony wiele lat temu talentem na miarę Małysza, objawi światu ów talent, który póki co zazdrośnie chowa za pazuchą, chwaląc się tylko okazjonalnie. Żywo zainteresowana jestem głównie tym, czy Horngacher zmieni coś, co nurtuje mnie od lat co najmniej kilku. Mianowicie jak to się dzieje, że biało-czerwoni za juniora wygrywali swego czasu wszystko, co się tylko dało, pokonując rywali o dziesiątki punktów, by potem, w Pucharze Świata, z tymi samymi rywalami przegrywać o jeszcze liczniejsze dziesiątki punktów. Do rozwikłania tej zagadki potrzeba naprawdę dobrego specjalisty. Może kiedyś sama Horngachera o to zapytam, choć jak znam życie, nie będzie szczególnie zadowolony, by na takie pytanie odpowiadać, choćby dlatego, że to nie on pracował z Polakami, gdy ci te juniorskie medale do domów przywozili. Swoją drogą lepiej, żeby Horngacher nie skończył współpracy z biało-czerwonymi tak, jak jego imiennik, choć pisany trochę inaczej, Staphane Antiga, który zaczął od noszenia na rękach, a skończył… Szkoda gadać.  

 

Pewne słoweńskie kontuzje. Dalej niepewność

Kolano tego skoczka postanowiło wziąć urlop od skoków, fot. Bartosz Leja
Kolano tego skoczka postanowiło wziąć urlop od skoków (Robert Kranjec, fot. Bartosz Leja)

Ale koniec już o Polakach, bo się nudno zrobi, choć (tu odpukuję w niemalowane, żeby nie zapeszyć) u nas przynajmniej nie ma żadnych kontuzji, a u innych tak kolorowo już nie jest. Ale nie od dziś wiadomo, że żeby ktoś wygrywał, przegrywać musi ktoś, więc tak samo żeby ktoś był zdrowy, chory musi być ktoś. Logiczne, nie? Więc kolano Kranjca znalazło się już na krań(j)cu wytrzymałości i postanowiło wybrać się na niemal roczny urlop w celu podreperowania zdrowia. Do kolana Kranjca dołączyła łąkotka Jerneja Damjana, żeby temu pierwszemu nie było smutno. Smutno jest jednak ekipie Słoweńców – bądź co bądź taki Kranjec może indywidualnie aż tak dużo jak inni w swojej chylącej się ku końcowi karierze nie zdziałał, ale co mocnym ogniwem drużyny był, to był, i co sobie na mamutach polatał, to polatał. Aż szkoda, że tej zimy na pewno nie polata, i to jedna z niewielu pewnych rzeczy w tym niepewnym świecie skoków. 

Bracia - dominatorzy - Prevc, fot. Julia Piątkowska
Bracia – dominatorzy – Prevc, fot. Julia Piątkowska

Niepewna jest na przykład forma Prevca, a pewne to, że jego najmłodszy brat swoją formą nie jest łaskaw się przejmować, co wyraził na przedsezonowej konferencji. Może bardziej interesuje się formą brata niż swoją, w końcu mieć w domu taki talent to zaszczyt. Ciekawe, co też braterski duet (albo i trio, kto wie) pokaże nam w nadchodzącym sezonie. Szczerze mówiąc, zeszłoroczny sezon przez ciągłe zwycięstwa Prevca z perspektywy kibica sprzed biało-czerwonego telewizora, który nie pała miłością do najstarszego z klanu braci Prevc, był raczej średni. Dużo ciekawiej jest, gdy zawodnicy wygrywają o dziesiąte punktów i do samego końca nie wiadomo, kto sięgnie po tytuł, triumf czy puchar. Patrz: zima A.D. 2014/2015. 

 

Austriacka posucha

Gregor-jednak-wracam-Schlierenzauer, fot. Julia Piątkowska
Gregor-jednak-wracam-Schlierenzauer, fot. Julia Piątkowska

Ale największą niespodziankę, moi mili, to nam zrobił Grzegorz, co to jedni (a konkretniej raczej „jedne”) piszczą na jego widok, a drudzy, mówiąc delikatnie, raczej za osobnikiem nie przepadają, Szlirencałer. Choć do sympatyków 53-krotnego zwycięzcy zawodów PŚ jest mi raczej daleko, to nie można ujmować niczego jego zasługom, bo mimo młodego wieku osiągnął więcej niż inni przez całą karierę. Ile się po nim spodziewać, nie wie pewnie nawet sam zainteresowany, a i u Austriaków ogólnie posucha w skoczkach, bo liczyć można w zasadzie tylko na (tym razem przyjacielski) duet Kraft&Hayboeck. Reszta w cieniu, a blasku gwiazdy Morgensterna czy też wspomnianego Schlierenzauera z najlepszych lat jak nie było, tak nie ma. Gdzie te czasy, w których byli Austriacy i długo, długo nic? Został im tylko Turniej Czterech Skoczni, który z uporem maniaka wygrywali od 2009 do 2015 roku. W 2016 król był jeden i żadna austriacka, nawet przyćmiona gwiazda, nie była w stanie odebrać mu korony. Może teraz któryś z Tyrolczyków wróci na turniejowy tron?

 

Norweska rozpacz

Norwegowie-tacy-niepopularni, fot. Julia Piątkowska
Norwegowie-tacy-niepopularni, fot. Julia Piątkowska

Ostatnio na łamach rodzimych mediów biadolono, że norwescy skoczkowie to jacyś tacy mało popularni są. Fakt, jeśli w Polsce byłyby takie wyniki, jakie są w Norwegii, to Wielka Krokiew musiałaby mieć chyba pojemność Stadionu Narodowego. Trudno się dziwić, że zjawisko jest co najmniej osobliwe, ale z drugiej strony, jeśli spojrzeć, że na nartach u Wikingów biega każdy, czy to młody, czy to stary, a skoki uprawia pewnie 300-400 zawodników od juniora po najstarszych seniorów, to zdziwienie już jakby mniejsze. Poza tym takich skandali jak Therese Johaug, to w skokach nikt Norwegom nie dostarczy, bo te wszystkie maści, clostebole i inne specyfiki, które mają w swoim arsenale biegacze narciarscy i biegaczki, to dla skoczków są pół funta kłaków niewarte. Po co mają sobie płuca rozszerzać, żeby się w powietrzu rozchorować? Niemniej jednak gdyby w biało-czerwonym kraju na podium zawodów PŚ stawało 6 skoczków, to na pewno byśmy się nie obrazili, prawda? Teraz jednak tak kolorowo może nie być i w tym względzie tytułowa rozpacz byłaby adekwatna, bo trzecie w karierze zerwanie więzadła krzyżowego przez Kennetha Gangnesa to z pewnością nie jest to, co Norwegowie chcieliby u siebie widzieć przed sezonem, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że i bez Gangnesa podopieczni Stoeckla z problemów wyjdą obronną ręką. Widocznie nie można mieć wszystkiego i skoczkowie ze Skandynawii mający konkursów PŚ co niemiara, muszą też ponieść jakieś straty… 

 

Japońska długowieczność 

Wcale nie stary, tylko dobry Noriaki Kasai, fot. Julia Piątkowska
Wcale nie stary, tylko dobry Noriaki Kasai, fot. Julia Piątkowska

O tym panu, czytaj: Noriakim Kasaim, napisano już tyle akapitów, że doprawdy nie wiadomo, kogo w nadchodzącym sezonie 44-letni (!) samuraj zadziwi albo raczej zawstydzi, bo jak inaczej skomentować drugą młodość Japończyka, który w cuglach wygrywa z polskimi i zagranicznymi  talentami na miarę Małysza? Ostatnio srebrny medalista olimpijski z Soczi po raz kolejny wypowiedział się, że zamierza startować do 54 wiosen na karku. W takim układzie wyśrubuje pewnie jeszcze kilka nowych rekordów, na czele z największą liczbą startów w PŚ. Czego dokona w tym sezonie, tego nie wie i sam zainteresowany, ale pewne jest jedno – spodziewać możemy się wszystkiego. 

 

Niemiecki brak wielkich gwiazd

Niemcy z medalami, acz bez gwiazd, fot. Julia Piątkowska
Niemcy z medalami, acz bez gwiazd, fot. Julia Piątkowska

Może to nie brzmi najlepiej, ale u Niemców też ostatnio jakoś krucho z gwiazdami wielkiego pokroju. Niby jest Severin Freund, który najpierw bił się ze Stochem, by następnie rzutem na taśmę wyrwać Kryształową Kulę z rąk Petera Prevca, ale wydaje się, że skoczkowi z Freyung sporo brakuje, zwłaszcza pod względem specyficznej osobowości, do wielkich poprzedników: Jensa Weissfloga, Martina Schmitta czy Svena Hannawalda. Można narzekać na krnąbrność młodego Schlierenzauera czy emocjonalne reakcje Hannawalda, niemniej jednak takie obrazy zostają w oczach kibiców na lata. I choć osiągnięciom Freunda nie można zaprzeczyć, to Niemcom brakuje gwiazdy na miarę poprzedników. Niby jest i Wellinger, i Geiger, który w tym roku w Lahti wspiął się na podium, ale kogoś, czyje skoki zapadały w pamięć, brakuje. Może tej zimy ktoś wyskoczy z pudełka i z iście niemiecką skrupulatnością pokona konkurencję? 

 

Na skraju świata 

Łukasz Kruczek - wybawca na skraju świata skoków? (fot.Bartosz Leja)
Łukasz Kruczek – wybawca na skraju świata skoków? (fot.Bartosz Leja)

Nie, ten akapit wbrew pozorom nie będzie o Ruce, która znajduje się niemal na kole podbiegunowym, ani o PyeongChang, które to w dalekiej Azji będzie gościło zawodników w ramach przedolimpijskiej próby. Będzie o nacji, która stoi raczej z boku, a konkretniej ekipie Łukasza Kruczka. Trener skoczków z Italii w rozmowie z Michałem Chmielewskim wyjawił ostatnio, że tamtejsza Federacja dotychczas organizowała dla skoczków jedynie kombinezony, a od tej zimy także gogle i kaski. Prosperita, nie ma co… Wygląda mniej więcej jak Polska za wczesnych czasów Małysza albo i gorzej. W takich warunkach nie ma żadnych szans, by jacykolwiek zawodnicy powalczyli z czołówką w zawodach najwyższej rangi. Dziś biało-czerwoni, także za sprawą Horngachera, mają przecież najlepsze warunki, zagraniczne zgrupowania, sprzęt i pieniądze. A na skraju świata… niewiele. 

 

Wiele pytań, odpowiedzi niewiele

Czy skraj świata pokaże Polakom, Słoweńcom, Norwegom czy Austriakom, że może ich postraszyć mimo braku pieniędzy, zaplecza i doświadczeń? Czy Stefan Horngacher noszony na rękach będzie nie tylko przed sezonem, ale i po nim? Czy Peter Prevc znów będzie rządził i dzielił na wszystkich frontach, czy może ktoś mu przeszkodzi? Jak będzie wyglądał Puchar Świata bez kontuzjowanych skoczków i czy ktoś godnie ich zastąpi? Czy Maciej Kot w końcu wskoczy na podium także na białym puchu, a nie tylko na igelicie, a polska mowa faktycznie, wbrew przysłowiu, zamieni się w złoto? Odpowiedź za niespełna 4 miesiące w telewizorach bądź na żywo, w Planicy. Do przeczytania po Ruce, gdzie pewne tylko 2 rzeczy i jedna osoba: wiatr, śnieg i święty od prezentów. Może tym razem w podarku przyniesie spokój, a w dalszej perspektywie wyniki na miarę możliwości. Bo tych biało-czerwonym z pewnością nie brakuje. Ale precz z tym dmuchaniem balona, a kysz… 

 

Kasia Nowak 

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram