Narzekania Norwegów po Ruce, Fannemel: „Skakaliśmy na poziomie Kazachstanu”

Johann Andre Forfang, fot. Julia PiątkowskaChoć Norwegowie przyzwyczaili nas, że otwierają sezon dobrymi wynikami, torując sobie drogę do mocnej pozycji w kolejnych konkursach, tym razem rozczarowali. Jedynym promykiem nadziei był Daniel-Andre Tande, acz inni podopieczni Stoeckla, choć w Ruce wypadli słabo, uważają, że są w dobrej formie. – To sędziowie wszystko zepsuli – żalił się Johann Andre Forfang.

 

Rok temu po kilku pierwszych konkursach w tabeli uwzględniającej najlepszych skoczków PŚ aż roiło się od niebiesko-czerwonych barw. W pewnym momencie nawet połowę czołowej dziesiątki stanowili podopieczni Stoeckla. I kiedy wszyscy myśleli, że mimo kilku kontuzji Wikingowie znów będą dzielić i rządzić, póki co okazuje się, że… nie tym razem. 

Daniel-Andre Tande, fot. Julia Piątkowska
Daniel-Andre Tande, fot. Julia Piątkowska

W inauguracyjnych zawodach jedynym solidnie dysponowanym zawodnikiem spod norweskiej flagi był Daniel-Andre Tande, który wprawdzie w piątek uplasował się dopiero na 14. miejscu, jednak w sobotę zrehabilitował się, wskakując na drugie miejsce, za będącego we wspaniałej formie Severina Freunda. I to tyle, jeśli chodzi o norweskie sukcesy w Finlandii. – Wierzymy, że jesteśmy jedną z najlepszych nacji w skokach narciarskich, jednak nie dziś. Skakaliśmy miernie, na poziomie Kazachstanu – komentował na gorąco po piątkowych zmaganiach jeden z najbardziej doświadczonych skoczków z Północy, Anders Fannemel, który mimo drobnego urazu kostki, którego nabawił się w piątek, wystartował w zawodach. Odgrywał w nich jednak role drugoplanowe – dwukrotnie otwierał trzecią dziesiątkę (21. pozycja). Przed nim znaleźli się między innymi tacy zawodnicy, jak Vincent Descombes Sevoie czy Evgeniy Klimov, zaliczając swoje najlepsze rezultaty w karierze.

Johann Andre Forfang, fot. Julia Piątkowska
Johann Andre Forfang, fot. Julia Piątkowska

Jeszcze słabiej wypadł Johann Andre Forfang, piąty skoczek minionej zimy. Twierdził jednak, że winę za jego niesatysfakcjonujące wyniki ponosi kto inny… – Mój skok nie był zły, to sędziowie wszystko zepsuli żalił się 21-latek z Tromsø na łamach rodzimych mediów, następnie zwracając się bezpośrednio do dziennikarzy: – Spójrzcie tylko na listę, w otwierającym konkursie byłem jedynym skoczkiem z wiatrem wiejącym w plecy. Macie odpowiedź. Brak kwalifikacji do finałowej serii to nie moja wina i jak nieskromnie by to nie brzmiało, takie są fakty, sędziowie mnie wykorzystali, to nigdy nie powinno się zdarzyć – skomentował z żalem. Zapewnił jednak, że nie zamierza się poddawać. – Nie mam wpływu na decyzje sędziów, wykonałem, co do mnie należało, a reszta była poza moją kontrolą. Jestem na właściwej drodze, co pokazały inne moje skoki – uciął nie bez satysfakcji Forfang, mając na myśli choćby próbę z sobotnich kwalifikacji na odległość 136,5 metra. Po nieudanych wynikach, spowodowanych, jak twierdzi sam zainteresowany, decyzjami włodarzy zawodów, pozostało tylko jedno. – Poszedłem prosto do hotelu, na skoczni nie miałem nic do roboty, a po skoku jasno wyraziłem, jak się czuję – zakończył najbardziej poszkodowany zawodnik inauguracyjnych zawodów.

Anders Fannemel, fot. Julia Piątkowska
Anders Fannemel, fot. Julia Piątkowska

Co ciekawe, skoczkowie ze Skandynawii dużo lepiej wypadali w seriach, które nie dają pucharowych punktów, czyli w rundach próbnych. Tam na przykład w piątek Anders Fannemel zajął 2. miejsce, skacząc 141 metrów, a w dziesiątce znalazł się także Andreas Stjernen. Dalekie loty stały się udziałem tych samych skoczków także w sobotnich kwalifikacjach – wtedy to uzyskali odpowiednio 135 oraz 135,5 metra. Wygląda zatem na to, że skakać jednak potrafią, a Rukatunturi, choć tym razem była wyjątkowo łaskawa dla ogółu, znalazła sobie kilka ofiar. Ot tak, by nie wypaść z wprawy. 

Halvor Egner Granerud, fot. Julia Piątkowska
Halvor Egner Granerud, fot. Julia Piątkowska

Po minionym weekendzie ze skokami Norwegowie mieliby na swoim koncie jeszcze jeden niechlubny „sukces”, choć to raczej byłaby powtórka z rozrywki niż coś nowego. W Ruce za niezgodny z obowiązującymi przepisami sprzęt zdyskwalifikowany został Joachim Hauer. Niewiele brakowało, aby w czwartkowych kwalifikacjach ten sam los spotkał Halvora Egnera Graneruda, jednak początkowo ogłoszone wykluczenie z rywalizacji został ostatecznie cofnięte ze względu na dość kuriozalną pomyłkę. Mianowicie pomiary stroju Graneruda zostały porównane do nieaktualnych bazowych wyników, które FIS zebrała, mierząc wszystkich skoczków. Wykryta ostatecznie pomyłka dotyczyła wysokości kroku, który miał być zbyt głęboki o 1 centymetr. Na początku zrozpaczony Granerud mógł oddać skok, ale jego negatywnym emocjom trudno się dziwić – pierwsza dyskwalifikacja dotknęła 20-latka w zeszłym roku w inauguracyjnych zawodach w Lillehammer, w których miał… debiutować w PŚ. Ostatecznie pierwszy konkurs zaliczył dopiero w czasie Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie.

 

źródło: NRK / aftenposten.no / informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram