Anty-faworyci, czyli kto nie wygra Turnieju Czarodziejów Skoczni (felieton)

Domen Prevc, Maciej Kot, Daniel Andre Tande, fot. Julia PiątkowskaJuż tak mam, że czasem (dobra, będę szczera – często) lubię wbić szpilkę, a do tego tak po prostu jestem „na nie”. I dlatego, kiedy Naczelny przywędrował do mnie ze śmiałą prośbą, graniczącą z poleceniem vel rozkazem (żartuję, terroru w redakcji nie ma), bym wybrała trzech faworytów zbliżającego się Turnieju, wpadłam na genialny pomysł, by odwrócić kota ogonem.

 

Turniejowy Złoty Orzeł, fot. Julia Piątkowska
Turniejowy Złoty Orzeł, fot. Julia Piątkowska

Turniej Czterech Skoczni otrzymał swoją zaszczytną nazwę Turnieju Czarodziejów Skoczni już jakiś czas temu, a dokładnie dwa lata temu, a artykuł, w którym po raz pierwszy tytuł ten ujrzał światło dzienne, był moim pierwszym na łamach SkokiPolska. I choć lubię łamać tradycję i być „na nie”, to tego nazewnictwa nie złamię, zatem powiem Wam, kto w moim subiektywnym odczuciu tego Wielkiego Szlema na pewno nie wygra. Oczywiście możecie się z moim zdaniem nie zgadzać, wyrażając swoją opinię, tylko kulturalnie proszę, bez pisania, że przyjmuję środki uznane za niedozwolone.

Nie róbcie sobie ze mnie żartów i nie mówcie, że mam wybierać faworytów tego Turnieju, co to jego celem jest fizyczne wyniszczenie skoczków, doprowadzenie kibiców do zawałów serca i wyniesienie na szczyt jakiegoś Austriaka, co to go wcześniej nie znał nikt albo znali wszyscy. Ponieważ polecenie to, acz bardzo rzeczowe i konkretne, jest niemożliwe do wykonania dla mojego jakże nierzeczowego wobec skoków umysłu, postanowiłam zmienić formułę i napisać, kto Czarodziejem nie zostanie.

 

Domen już nie Domenator Prevc

Domen Prevc, fot. Julia Piątkowska
Domen Prevc, fot. Julia Piątkowska

Wiem. Zaraz mnie zlinczujecie, będziecie krzyczeć, że zwariowałam, upadłam na głowę albo najadłam się jakichś leków powodujących amnezję, ale będę się upierać, że młody Prevc vel Prełc po prostu spuchnie. Nie twierdzę, że nie jest w formie, bo trzeba być ślepym, żeby nie zauważyć, że jest, ale jednak mój nos kibica i dziennikarza w jednym mówi mi, że to nie ten czas. Jasne, najmłodszy z braci może być takim objawieniem, jakim niegdyś stał się Schlierenzauer, ale przypominam, że ten drugi również Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 2006/2007 nie wygrał, bowiem lepszy okazał się kilka lat starszy Anders Jacobsen. Młodość ma swoje prawa, w przypadku Domena jest to z pewnością brawura, która podobno niegdyś towarzyszyła i jego starszemu bratu. Ta może go zgubić, zwłaszcza w obliczu zmieniających się warunków, a tych przecież na czterech skoczniach nie brakuje. Ponadto nie oszukujmy się – wygrywanie pojedynczych Pucharów Świata to jedno, a triumfowanie w Turnieju składającym się z ośmiu (tak naprawdę 12, bo jeszcze kwalifikacje) skoków to nie taka bułka z bananem. I w moim odczuciu ta bułka z bananem okaże się zbyt duża dla Domena Prevca choćby ze względu na zbyt małe doświadczenie na imprezach mistrzowskich i w ich wygrywaniu. Młody podopieczny Gorana Janusa nie jest już takim „nikim”, jakim był Thomas Diethart, więc będzie musiał zmagać się z pewnego rodzaju presją. Czy psychika 17-latka jest w stanie ją zaakceptować? Nie wiadomo, ale obstawiam, że tym razem zwycięży jednak doświadczenie.

 

Kiedyś niecierpliwy, a dziś cierpliwy Maciej Kot

Maciej Kot, fot. Julia Piątkowska
Maciej Kot, fot. Julia Piątkowska

Gdyby mnie kto pytał o kiedyś niecierpliwego, a dziś cierpliwego Macieja Kota, to powiedziałabym, że ma szanse na walkę o podium, ale o zwycięstwo będzie trudno. Na podium PŚ stał raz, wprawdzie czekał na nie bardzo cierpliwie, bo dokładnie 3286 dni od debiutu w PŚ, niemniej jednak nie wydaje się póki co, by był w życiowej formie pozwalającej mu zabrać do domu Złotego Orła. Podobnie jak młody Prevc, nie ma zbyt dużego doświadczenia w wygrywaniu najważniejszych imprez, które zdobyli choćby Stoch, Freund czy Kraft. Ten pierwszy to dwukrotny mistrz olimpijski, mistrz świata, zdobywca Kryształowej Kuli, dwukrotny drużynowy brązowy medalista mistrzostw świata. Przy tej liście sukcesy Kota wypadają dość blado i choć jak wiadomo, przeszłością nie wygrywa się kolejnych turniejów, a za przeszłe osiągnięcia można dostać jedynie tytuł „Sportowca Roku”, to związane z sukcesami przeżycia mentalne, świadomość, jak to jest, gdy na belce pokazujesz się jako ostatni, muszą być bezcenne w obliczu walki o najważniejsze trofea. Tego Maciejowi brakuje, ale w końcu gdzieś swoje pierwsze zwycięskie szlify trzeba zdobywać, więc nie obraziłabym się, widząc skoczka z Limanowej na podium którychś zawodów, już nie mówiąc o samym Turnieju. W Złotego Orła w tych rękach jednak szczerze wątpię, także ze względu na dość nierówną ostatnio formę.

 

Daniel-Andre nic nie wygrałem Tande

Daniel Andre Tande, fot. Bartosz Leja
Daniel Andre Tande, fot. Bartosz Leja

Gdy Tande huknął w kwalifikacjach w Oberstdorfie swoje 139 metrów i z impetem, norweską miotłą sprzątnął Kamilowi sprzed nosa 2 tysiące euro za wygraną w rundzie wyłaniającej konkursową pięćdziesiątkę, dopisałam go do swojej listy faworytów, na której widniały już (dość wirtualnie, bo w mojej głowie) nazwiska Kamila Stocha i Stefana Krafta. Przekonana w 100% co do jego szans na zwycięstwo jednak nie jestem. Dlaczegóż to, skoro chwilami wciąga rywali nosem niemal z taką perfekcją jak Peter Prevc w ubiegłym sezonie? Po pierwsze, z podobnych powodów, co w przypadku powyższej dwójki, a ponadto dlatego, że podopieczny Stoeckla pokazał już, że zdarzają mu się błędy, i to takie, które pozbawiają złudzeń na zwycięstwo. Jak choćby ten, gdy w trakcie drugiego konkursu w Engelbergu, zamiast wyprzedzić Kamila Stocha, wylądował daleko, ale upadł i z podium pożegnał się z takim samym hukiem, jak ten, który stał się jego udziałem na zeskoku. Powiedzieć, że zawiódł, to nic nie powiedzieć, bo w opinii wielu jest faworytem do zwycięstwa w niemal każdym konkursie. A jednak żadnego jeszcze w tym sezonie nie wygrał, dominując raczej w seriach próbnych czy kwalifikacyjnych, bo za każdym razem na jego narciarskim torze lodowym stawał Domen Prevc. W moim mniemaniu, które raczej mało kogo interesuje, teraz przed jego nosem pojawi się zupełnie inny skoczek, a nie Domen, ale Daniel Andre Tande może wygrać Turniej tylko wtedy, gdyby nie zaliczył żadnej wpadki, a to jest raczej mało prawdopodobne. Gdyby patrzeć na liczbę podiów w sezonie, to największe szanse ma Domen Prevc, ale czy ta liczba ma jakiekolwiek znaczenie w obliczu niemal stuprocentowej pewności bukmacherów co do triumfu Małysza w TCS 2001/2002? No właśnie, nie ma żadnego.

 

Serce i Rozum

Kamil Stoch, fot. Julia Piątkowska
Kamil Stoch, fot. Julia Piątkowska

Mój ulubiony organ, którego podobno warto słuchać, bo razem z człowiekiem się rodzi, i bardziej rozsądny Rozum, który dopiero  po latach przychodzi, zazwyczaj stoją po dwóch różnych stronach barykady. Kłócą się, bo Serce mówi, że Małysz najlepszym skoczkiem w historii, a Rozum, że Matti Nykaenen. Ale wiecie co? Tym razem jakimś dziwnym trafem Serce i Rozum połączyły siły. I gdy Serce mówi, że Kamil Stoch, Rozum, który widzi dalekie skoki, formę, doświadczenie i uśmiech, taki sam jak ten z najlepszych lat, też mówi Kamil Stoch. Czy tak będzie naprawdę? Kto to wie? Tylko karty przyszłości, która wieczorem 6 stycznia staną się historią…

P.S. Mogę się mylić.

 

Kasia Nowak

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram