Michael Hayboeck po TCS: “Zdrowie było na pierwszym planie”

Michael Hayboeck (fot. Julia Piątkowska)Początek Turnieju Czterech Skoczni zapowiadał, że na końcowym podium ujrzymy choć jednego Austriaka. Po serii zwrotów akcji i loteryjnym konkursie w Innsbrucku, sprawa triumfu w 65. edycji imprezy wciąż była otwarta. Niestety, austriackich kibiców czekał w tym roku niemały zawód. Po raz pierwszy od 11 lat w czołowej trójce zabrakło ich reprezentanta.

 

Haybeock ratuje honor

Honor podopiecznych Heinza Kuttina uratował Michael Hayboeck, który w poprzednich edycjach imprezy stawał na drugim i trzecim stopniu podium. W konkursie w Bischofshofen uzyskał drugą lokatę rozdzielając tym samym polski duet złożony z Kamila Stocha i Piotra Żyły. Na tym koniec jego sukcesów podczas ostatniego dnia turnieju. Mimo, że 25-latek był uważany za jednego z faworytów 65. odsłony noworocznej rywalizacji, swoje szanse zaprzepaścił nie pojawiając się na stracie konkursu w Innsbrucku. Hayboecka ze zmagań wyeliminowała… choroba.

Michael Hayboeck (fot. Julia Piątkowska)

Michael Hayboeck (fot. Julia Piątkowska)

– Końcówka tegorocznego Turnieju była dla mnie niewiarygodna. Śmiało mogę powiedzieć, że mój drugi skok w Bischofshofen był najlepszym, jaki w życiu oddałem [142 metry - przyp.red.]. Myślę, że zarówno ja, jak i Stefan, mieliśmy jeszcze rezerwy na koniec rywalizacji. W dniu konkursu siedliśmy razem do obiadu. Jedząc zupę patrzyliśmy jak szybko znika z naszych talerzy i uświadomiliśmy sobie, że nawet taka mało istotna rzecz jak jedzenie dodaje nam błyskawicznie energii. W ciągu ostatnich dni zdrowie było u mnie na pierwszym planie – po raz pierwszy w karierze. Dlatego też doceniłem jego wartość – powiedział czwarty skoczek minionej zimy.

– Podczas konkursu w Bischofshofen wielkim wsparciem byli dla mnie kibice. Mój fanklub stawił się licznie na skoczni w specjalnie zaprojektowanych kurtkach fanowskich. Wrzawa, jaką zrobili oraz możliwość spotkania z nimi dodatkowo naładowały mnie dobrą energią. W podziękowaniu za to chciałem oddać jak najlepsze skoki dla nich – dodał rodak Thomasa Morgensterna, który w klasyfikacji generalnej niemiecko-austriackiej imprezy. Warto zaznaczyć, że swoich ulubieńców na skoczni podczas ostatnich turniejowych zmagań wspierało aż 20 tys. kibiców.

 

Obezwładniony Kraft

Stefan Kraft (fot. Julia Piątkowska)

Stefan Kraft (fot. Julia Piątkowska)

Smakiem wygranej musiał się obejść również drugi austriacki pretendent do zdobycia Złotego Orła – Stefan Kraft. Zawodnik, który obiekt im. Paula Ausserleitnera nazywa „swoją skocznią”, z powodu osłabienia po dolegliwościach żołądkowych zmuszony był ustąpić miejsca na podium zmagań Piotrowi Żyle. – Od początku czułem, że nie jestem w pełni sił. Co do skoków, byłem zupełnie bezradny. Nie czułem skoczni, stąd mało zadowalający rezultat – tłumaczył swoje krótsye skoki 24-latek.

W przeciwieństwa do Hayboecka, który zrezygnował ze startu w Innsbrucku, Kraft podjął się tego wyzwania mimo dolegliwości zdrowotnych. Osłabienie wywołane chorobą wyraźnie obniżyło jednak jego dyspozycję, co znalazło odzwierciedlenie w osiemnastej lokacie. Tym samym skoczek wypadł z rywalizacji o Złotego Orła, wciąż jednak walczył o niższe stopnie podium. Choroba dała mu się mocno we znaki, ponieważ podczas rozstrzygającego konkursu w Bischofshofen również nie zaprezentował pełni swoich możliwości, co dało mu w ostatecznym rozrachunku szóste miejsce.

 

Turniejowy roller-coaster

Manuel Fettner (fot. Julia Piątkowska)

Manuel Fettner (fot. Julia Piątkowska)

Najlepszym spośród podopiecznych Heinza Kuttina okazał się 31-letni Manuel Fettner, który ostatecznie wylądował na piątym miejscu w klasyfikacji końcowej turnieju. Jednak również on czuł pewien niedosyt. – Do podium zabrakło mi dwóch dobrych w moim wykonaniu konkursów – powiedział aktualny letni mistrz Austrii.

Dla Austriaków, podobnie jak i dla pozostałych zawodników, 65. edycja prestiżowej rywalizacji obfitowała w skrajne emocje. Świetnie ujął to w słowa Michael Hayboeck: Dla naszej reprezentacji tegoroczny Turniej Czterech Skoczni był serią wzlotów i upadków. Wysokie lokaty z Ga-Pa, moja i Stefana, były elementem naszego planu. Wszystkie nagłe zwroty akcji, nawet ten, który przydarzył się podczas ostatniego skoku Daniela Andre Tande, dodały Turniejowi pikanterii. Podsumowując, po bardzo spokojnym początku, doczekaliśmy się nieprzewidywalnego zakończenia, ale zasłużonego zwycięzcy.

 

źródła: krone.at / informacja własna

 

Komentarze

comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *