Rozbieg 'Heini-Klopfer-Skiflugschanze' w Oberstdorfie (fot. Frederik Clasen)To był jeden z tych pucharowych weekendów, dzięki którym skoki narciarskie zyskują na znaczeniu i są jeszcze ciekawsze niż mogłoby się wydawać. Paradoksalnie stało się tak… nie tylko dzięki samym skokom. Zmagania w Oberstdorfie obfitowały w wyjątkowe zdarzenia udowadniające, że nie tylko rywalizacja tworzy koloryt tej pięknej dyscypliny sportu.

 
'Heini-Klopfer-Skiflugschanze' w Oberstdorfie (fot. Frederik Clasen)
‚Heini-Klopfer-Skiflugschanze’ w Oberstdorfie (fot. Frederik Clasen)

O sporym znaczeniu minionego weekendu żadnego z kibiców sportów zimowych nie trzeba było przekonywać. Pierwsze w tym sezonie loty narciarskie, dodatkowo na zmodernizowanej, powiększonej mamuciej skoczni narciarskiej w Oberstdorfie mogły rozpalać wyobraźnię. Mimo iż rekordu świata nie zapowiadano, to już samo szybowanie poza granicę 200. metra wygląda znacznie bardziej imponująco od „typowych” skoków na 120-metrowych obiektach. Okazało się też, że atrakcyjność i dramaturgia całego weekendu była naprawdę spora, nie tylko za sprawą samych zmagań i zawodników. Zaważyło na tym kilka niespodziewanych epizodów.

'Heini-Klopfer-Skiflugschanze' w Oberstdorfie (fot. Frederik Clasen)
‚Heini-Klopfer-Skiflugschanze’ w Oberstdorfie (fot. Frederik Clasen)

Już podczas piątkowych treningów i kwalifikacji, które tak naprawdę przyniosły nam tylko jeden skok za linię określającą wielkości skoczni (229 metrów poleciał Stefan Kraft), na twarzach telewidzów mogły zagościć uśmiechy. I znów dodam, że nie chodziło tu o skoki. Wprawne oko realizatora transmisji wychwyciło bowiem kibica, który na trybunach Heini-Klopfer-Skiflugschanze śmiało raczy się najprawdopodobniej rozgrzewającym wysokoprocentowym trunkiem. Nie omieszkali tego skomentować w humorystyczny sposób komentatorzy Eurosportu – Igor Błachut oraz Jakub Pieczatowski. – Jakie zdobne naczynie. Smakuje chyba dwa razy lepiej – napomknął pierwszy z dżentelmenów, a drugi dodał żartobliwie: – Myślę, że do tej plastikowej buteleczki kieliszek nie był gratisowy… [Kibic] mógł gdzieś przemycić, założyć na kciuk, w rękawiczkę… I po raz kolejny zdobywający coraz większą popularność komentatorski duet udowodnił, że skoki narciarskie to nie tylko liczby, ale i luz, jak ten rodem z nart Jana Ziobry. Bo przecież „Why so serious?”.

Andreas Wellinger (fot. Frederik Clasen)
Andreas Wellinger (fot. Frederik Clasen)

Sobotni konkurs przyniósł nam kolejne tej zimy szczęśliwe chwile, szczególnie za sprawą trzeciego miejsca wywalczonego przez Kamila Stocha. Polak nie skakał jednak tego dnia najdalej – musiał uznać wyższość dwóch niemieckojęzycznych konkurentów. Najlepszy okazał się Stefan Kraft, a drugie miejsce ze znakomitym rekordowym lotem (234,5 metra) wywalczył reprezentant gospodarzy Andreas Wellinger. Mimo tego nie można nie przyznać, że loty, które zaserwowali nam Austriak i Niemiec cieszyły oko i były prawdziwą ozdobą zmagań. Można być dziwnie spokojnym, że Mazurka Dąbrowskiego jeszcze w tym sezonie usłyszymy. Nie raz. Niech Austriacy i Niemcy też coś od skoków mają, należy im się.

Robert Lewandowski (fot. Богдан Заяц / football.ua / CC-BY S.A. 3.0)
Robert Lewandowski (fot. Богдан Заяц / football.ua / CC-BY S.A. 3.0)

Mimo że końcowe rezultaty niedzielnego konkursu, za sprawą odwołania rundy finałowej, przyniosła już pierwsza seria, ciekawych momentów nie brakowało. Najpierw okazało się, że po treningu piłkarskiej drużyny Bayernu Monachium, gwiazdor niemieckiego klubu oraz polskiej kadry, Robert Lewandowski, postanowił odwiedzić bawarską miejscowość i zawitać na zawody w lotach narciarskich. Pojawienie się jednego z najlepszych piłkarzy na świecie na skoczni w Oberstdorfie wzbudziło ogromne zainteresowanie zarówno kibiców, kamerzystów, jak i samych skoczków. Po mamucim obiekcie niczym honorowego gościa Lewandowskiego oprowadzał sam dyrektor Pucharu Świata Walter Hofer, a ze zdjęcia z Polakiem bardzo uradowani byli główni bohaterowie niedzielnych zmagań – zwycięzca Stefan Kraft oraz drugi Andreas Wellinger, który na dodatek ustanowił kolejny rekord obiektu (238,0 m). Kapitan piłkarskiej reprezentacji Polski porozmawiał także z Kamilem Stochem, a chwilę później… udał się na wieżę skoczni, z której mógł nie tylko podziwiać zapierający dech w piersiach widok, ale także pogawędzić z Piotrem Żyłą. Najbardziej roześmiany polski skoczek nie tylko przedstawił Lewandowskiemu plany na drugą część sezonu, ale także ze śmiechem przyznał, że po ciężkim sezonie… będzie można nareszcie napić się piwa. Zabrakło praktycznie tylko tego, aby Lewandowski śladem polskich skoczków… także poszybował na nartach w dół.

Daniel Andre Tande (fot. Julia Piątkowska)
Daniel Andre Tande (fot. Julia Piątkowska)

Wówczas skoczkowie oczekiwali już na rozpoczęcie drugiej serii, której rozegranie stawało się coraz mniej prawdopodobne. Nasilał się wiatr, który na tak wielkim obiekcie mógłby być szczególnie niebezpieczny. W pomieszczeniu, w którym skoczkowie oczekiwali na decyzje jury nie było jednak nerwowego oczekiwania, co więcej, nie było nawet nudno. Podczas gdy znakomici polscy sportowcy rozmawiali o skokach narciarskich i piłce nożnej, Daniel Andre Tande postanowił zrobić użytek z wydrukowanej listy startowej. Norweg ujawnił swoje zdolności plastyczne i w parę chwil złożył papierowy samolot, który jak się później okazało, w serii finałowej poleciał jako jedyny. Zataczając kółko przefrunął tuż obok Japończyka Noriakiego Kasaiego i wylądował kilka metrów dalej. Wszystko skrupulatnie i z wyraźnym rozbawieniem śledził znajdujący się kilkadziesiąt metrów dalej, w wieży trenerskiej, trener „Wikingów” Alexander Stoeckl. Mimo, że w niedzielę obejrzeliśmy tylko jedną konkursową serię, a na podium zabrakło reprezentanta Polski, zapewne niejednemu z kibiców wspomniane sytuacje przyniosły nieco rozluźnienia i uśmiechu. Skoczkowie zafundowali nam zatem prawdziwe show. Nie tylko sportowe.

 

Gregor Schlierenzauer (fot. Stefan Piwowar)
Gregor Schlierenzauer (fot. Stefan Piwowar)

W tym wszystkim należy jednak dodać jeszcze jedno. W beczce miodu znalazła się niestety i łyżka dziegciu w postaci feralnego upadku Gregora Schlierenzauera. Niedzielne kwalifikacje Austriak przebrnął, jednak tuż po wylądowaniu swojej próby nieszczęśliwie upadł i poturbował się na tyle mocno, że zrezygnował z udziału w zmaganiach i został przetransportowany do pobliskiego szpitala. Zdrowie, które przez ostatni rok u utytułowanego Tyrolczyka mocno szwankowało (przez kontuzję kolana), znowu zostało wystawione na próbę. Schlierenzauer woli z pewnością dmuchać na zimne, jednak tak naprawdę to jak poważne okażą się skutki zderzenia z zeskokiem, okaże się w najbliższych dniach. Oby ta sytuacja w finalnym rozrachunku nie zakończyła się niczym groźnym. Szkoda byłoby do miłych wrażeń z Oberstdorfu dołączyć odnowioną kontuzję jednego z najwybitniejszych skoczków narciarskich.

 

Bartosz Leja
źródło: informacja własna / Eurosport / ORF

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram