Kontrolerzy FIS pod ostrzałem Ahonena, czy w skokach są „równi i równiejsi”?

Janne-Ahonen-fot.-Julia-PiątkowskaW 2016 roku świat obiegły nie tylko wieści dotyczące wszechobecnego dopingu w sporcie, ale i naciągania przepisów dotyczących kombinezonów skoczków narciarskich. By zapobiec nadużyciom, władze FIS wprowadziły specjalne taśmy, jednak jak twierdzi tuż przed mistrzostwami świata w Lahti Janne Ahonen, najlepsi wciąż są traktowani ulgowo.

 

Janne Ahonen, fot. Julia Piątkowska
Janne Ahonen, fot. Julia Piątkowska

W teorii wszystko jest proste. Każdy skoczek został przed sezonem zmierzony od stóp do głów. Jeśli jego strój odstaje o wartości większe niż ustalone przez FIS od wymierzonego wzorca, następuje dyskwalifikacja. Dyskusji nie ma, a kombinezonów dotykać ani w żaden sposób naciągać nie wolno. Ruchy wykonywane minionej zimy przez niektórych skoczków umożliwiające naciąganie kombinezonu w taki sposób, by po pomiarze na górze skoczni, był szerszy, a przed pomiarem prawidłowy, uniemożliwia specjalna, wszyta w talii taśma. Tyle teorii. W praktyce, jak twierdzi Janne Ahonen, ma być inaczej. – Ścisłe i surowe przepisy nie są problemem, ale ich interpretacja już owszem – mówi Ahonen, twierdząc, że kontrolerzy pozwalają niektórym zawodnikom na unoszenie ramion i barków, co ma przekładać się na prawidłowy wynik mimo widocznych na powtórkach telewizyjnych jakby większych strojów.

Sepp Gratzer i Walter Hofer, fot. Julia Piątkowska
Sepp Gratzer i Walter Hofer, fot. Julia Piątkowska

O nieuczciwość 39-latek oskarża osoby odpowiedzialne za kontrolę, które w jego mniemaniu udowadniają wartość wprowadzonych obowiązkowych pomiarów w dość specyficzny sposób. – Sędziowie dyskwalifikują skoczków z mniejszych, nieliczących się w stawce krajów, by pokazać, że egzekwują przepisy, a „oszustwa” zostały wyeliminowane – tłumaczy na łamach portalu Ilta-Sanomat postawę włodarzy światowej federacji. Fin, który swoje ostatnie zwycięstwo w PŚ odniósł w 2008 roku, a więc przed erą największych nadużyć i idących za nimi zmian w kwestii kombinezonów, nie ma złudzeń co do przyszłości tej kwestii. Mówiąc oględnie, nie jest optymistą. Do tego dostrzega pewien pozytyw mniej rygorystycznych reguł. – Kiedyś w słabszych warunkach można było coś zrobić, teraz kiepski skoczek przy tylnym wietrze jest jak samolot bez skrzydeł.

Więcej, pięciokrotny zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni zdaje sobie także sprawę, że dla niego samego otwarta krytyka może skończyć się nie najlepiej. – Wiem, że to, co mówię, to gol do własnej bramki, ale nie mogłem dłużej milczeć. Na reakcję ze strony Międzynarodowej Federacji Narciarskiej długo czekać nie musiał. Głos w sprawie zabrał Mika Kojonkoski, który obecnie pełni rolę szefa Komitetu Skoków Narciarskich w FIS. – Łatwo krytykować, trudniej znaleźć rozsądne rozwiązania – odpowiedział, zwracając uwagę, że kwestią kombinezonów Federacja zajmuje się od kilku już lat, systematycznie czyniąc skoki bardziej sprawiedliwymi; między innymi dzięki kontroli kombinezonów na szczycie skoczni, przed skokiem, a nie po nim. Zgadza się jednak, że pozwalanie jednym skoczkom na zmianę ułożenia kombinezonu w kroku wskutek ruchów górnych partii tułowia jest stwarzaniem oczywistej przewagi. 

Mika Kojonkoski, fot. Stefan Piwowar
Mika Kojonkoski, fot. Stefan Piwowar

Mimo to podkreśla, że kontrolą nie zajmują się przedstawiciele jednej nacji, tylko trzech różnych; ponadto sam nie jest na szczycie skoczni, więc trudno mu oceniać sposób pracy obecnych tam osób. – Różnice w skokach są coraz mniejsze, stąd pozornie drobne kwestie nabierają dużo większego znaczenia. Zawsze można znaleźć jakąś lukę w systemie, zwłaszcza gdy pracują nad tym duże i bogate kraje – przedstawia swoje zdanie był trener Finów, Norwegów czy Austriaków, z którymi pracę zaczynał w 1997 roku, czasie, kiedy o kombinezonach mówiło się niewiele, a już na pewno nie w temacie dopingu. Zapytany o to, kto byłby na czele PŚ, gdyby pomiary odbywały się wręcz co do milimetra, odparł: –  Ci sami skoczkowie, którzy są tam teraz. 

Warto dodać, że w tym sezonie doszło do 21 przypadków zdyskwalifikowania zawodników. W tym zaszczytnym gronie wykluczonych było dwóch Polaków: Piotr Żyła (Lillehammer) i Klemens Murańka (Garmisch-Partenkirchen), do tego między innymi 3 Austriaków, 2 Amerykanów i Kanadyjczyków. Dwa sezony temu taki sam los w konkursie drużynowym w Willingen spotkał Kamila Stocha, a Severina Freunda w zmaganiach indywidualnych, w których prowadził po pierwszej serii. 

 

źródło: iltasanomat.fi / informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram