Start Schlierenzauera w Lahti coraz mniej realny? Austriak z uszkodzonym mięśniem!

Gregor Schlierenzauer, fot. Frederik ClasenChoć wydawało się, że Gregor Schlierenzauer, który upadł po swoim skoku w kwalifikacjach do drugiego konkursu lotów w Oberstdorfie, miał sporo szczęścia, to obecnie wieści napływające z austriackiego obozu nie napawają optymizmem. Tyrolczyk oprócz naderwania więzadła uszkodził także mięsień, co stawia jego występ w mistrzostwach świata pod znakiem zapytania.

 

Gregor Schlirenzauer, fot. Frederik Clasen
Gregor Schlirenzauer, fot. Frederik Clasen

Gregor Schlierenzauer ledwie wrócił do PŚ po przerwie trwającej ponad rok i rehabilitacji po zerwaniu więzadła w prawym kolanie, a już musiał zmagać się z kolejnym urazem, który po wnikliwej analizie okazał się poważniejszy, niż na początku uważano. Już pierwsze informacje zakładały problemy z więzadłem w prawym kolanie, uszkodzonym wcześniej w czasie ekstremalnej jazdy na nartach, jednak oprócz dodatkowych stłuczeń Austriakowi miało nic nie dolegać, a po kilkutygodniowej przerwie miał wrócić na mistrzostwa świata. Obecnie jednak światło dzienne ujrzały nowe fakty, które stawiają ten występ pod dużym znakiem zapytania. Dokładniejsze badania przeprowadzone już w ojczyźnie wykazały bowiem, że wskutek upadku uszkodzone zostało nie tylko więzadło, ale i jeden z mięśni uda.

Od razu po upadku rozpocząłem intensywną rehabilitację, by wrócić tak szybko, jak to tylko możliwe. Po pracy wykonanej przez mojego fizjoterapeutę, Gerharda Kochla, pozostał jednak krwiak, stąd było jasne, że musiało się stać coś poważniejszego. Przeszedłem badania, które wykazały pęknięcie mięśnia w prawym udzie – przyznał sam zainteresowany, który do zaistniałej sytuacji podchodzi jednak bez nadmiernych emocji. – Ze spokojem czekam, skupiając się na drodze, która teraz przede mną. Najbliższe dni pokażą, co oznacza dla mnie ta kontuzja, ale mistrzostwa świata dalej pozostają moim marzeniem, wciąż czuję, że są w moim zasięgu – przyznał na łamach rodzimych mediów.

Gregor Schlierenzauer, fot. Bartosz Leja
Gregor Schlierenzauer, fot. Bartosz Leja

Emocjami i fizycznymi konsekwencjami upadku na mamucie 27-latek podzielił się z kibicami na swoim blogu. – Pierwsze chwile po upadli były pełne emocji, bałem się, czułem ogromny ból. Przypomniały mi się kontuzja i operacja. Pojawiły się negatywne myśli: „Tylko nie to”, Dlaczego?”, „Dlaczego teraz?”. Gdy okazało się, że nie zerwałem więzadła, kamień spadł mi z serca – relacjonuje gwiazda austriackiej kadry, której droga do powrotu na skocznię ponownie nie jest usłana różami. – Każdy krok to wyzwanie, czuję każdą część mojego ciała. Udo chwilami boli mocniej, jest pokryte licznymi bruzdami i krwiakami, ale to logiczne, skoro uderzyłem o zeskok z prędkością 120 kilometrów na godzinę – dodaje.

Nie brakuje też analiz, które mają wykazać przyczyny upadku czy pracy nad jak najszybszą poprawą stanu zdrowia ani elementów treningu mentalnego. – Wierzę, że w każdym upadku jest jakaś korzyść. Ta sytuacja to kolejne wielkie wyzwanie, dzięki któremu mogę zajrzeć w głąb siebie. Pojawię się w mistrzostwach świata tylko wtedy, gdy będę przekonany w 100%, że wszystko jest możliwe, i w pełni zaufam swojemu ciału. Nie zrobię nic, by przełamywać przeszkody, oprócz ćwiczeń w spokoju i z pokorą – kontynuuje srebrny medalista z dużej skoczni w Falun, który na koniec przywołuje optymistyczną historię Hermana Maiera, austriackiego narciarza alpejskiego, który w czasie igrzysk w Nagano zaliczył poważny upadek, przy podobnej prędkości do tej, z którą wylądował Schlierenzauer. Kilka dni później zdobył swój pierwszy złoty medal igrzysk.

 

źródło: laola1.at / schlieri.at

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram