Maciej Kot, fot. Julia Piątkowska

Maciej Kot, fot. Julia Piątkowska

Maciej Kot (fot. Julia Piątkowska)Polscy skoczkowie wzięli udział w ostatniej przed MŚ w Lahti konferencji prasowej. Uwaga dziennikarzy skupiła się na najważniejszych zawodnikach obecnej zimy: Kamilu Stochu i Macieju Kocie. Ten drugi zdradził, że obecny moment w swojej karierze uważa za najlepszy do sięgnięcia po kolejne wygrane. W Lahti zamierza wykorzystać doświadczenia zdobyte w Azji.

 

Drugi najlepszy Polak tegorocznej odsłony PŚ z właściwym sobie dystansem stwierdził, że lokata w pierwszej dziesiątce cyklu to dla niego gratyfikacja za wykonaną pracę, jednak nie jest ona celem w samym sobie. – Piąte miejsce w klasyfikacji generalnej PŚ to dla mnie motywacja do dalszej ciężkiej pracy. Nie odbieram tego jako osiągniętego celu, a raczej jako krok na drodze do osiągnięcia celów, które mam przed sobą. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że dobra forma daje dużo pewności siebie i radości z tego, co się robi – powiedział 25-letni zawodnik z Zakopanego.

Maciej Kot (fot. Julia Piątkowska)
Maciej Kot (fot. Julia Piątkowska)

Potwierdzeniem tych słów były wyniki rywalizacji odbytych w ramach tzw. azjatyckiego tournée, w których Kot dwukrotnie stawał na najwyższym stopniu podium. W Sapporo sukcesem musiał podzielić z niekwestionowanym królem zeszłego sezonu, Peterem Prevcem. Drugie zwycięstwo, tym razem w koreańskim PyeongChang, należało już wyłącznie do Kota. Ogółem, było to trzecie „pudło” zawodnika tej zimy – po pierwsze w sezonie, a także w karierze, sięgnął bowiem w Lillehammer. Jak przyznał sam zainteresowany, ostatnie wygrane rozbudziły w nim sportowy głód sukcesu, który ma nadzieję zaspokoić w dalszej części sezonu. – Nie chciałbym poprzestać na trzech podiach, bo ma to w sobie coś takiego, że wygrywając raz, chce się wygrywać więcej – zdradził skoczek.

Obecni na konferencji dziennikarze przypomnieli, że wygrana Kota w Sapporo miała miejsce dokładnie w 45. rocznicę olimpijskiego triumfu Wojciecha Fortuny w tym samym mieście. Padły również nawiązania do dobrej passy polskich reprezentantów związanej z występami w Lahti. Sam zawodnik przyznał, że nie postrzega ani tego faktu ani swojego osiągnięcia z Japonii jako magicznego zbiegu okoliczności, co wytłumaczył słowami: – Sporo było pytań o miejsce mojego drugiego zwycięstwa w Azji, ale wyznaję zasadę, że nieważne gdzie – zwycięstwo zawsze jest zwycięstwem.

Piąty skoczek obecnego sezonu zamierza wyciągnąć ze swoich sukcesów możliwie dużo motywacji i inspiracji do dobrych występów w Lahti. Z drugiej strony nie ustawia sobie poprzeczki na konkretnym poziomie. – Wszystko się może zdarzyć. Pora do wygrywania jest dobra – nadchodzą mistrzostwa świata. Dlatego z ostatniego wyjazdu do Azji trzeba wziąć same pozytywne rzeczy – wyciągnięte wnioski i dobre wspomnienia – i z takim fajnym bagażem polecieć do Finlandii – spokojnie podsumował brązowy medalista z drużyny z Val di Fiemme.

Maciej Kot (fot. Julia Piątkowska)
Maciej Kot (fot. Julia Piątkowska)

Zapytany o to, jak wyglądały ostatnie dni przygotowań do najważniejszej imprezy sezonu, skoczek odpowiedział: – W nocy z piątku na sobotę wróciliśmy z Korei, zatem mieliśmy trzy dni na regenerację i odpoczynek w domu w gronie rodziny. Odpoczynek był dla nas kluczowy, bo przygotowania fizyczne i motoryczne odbyły się dużo wcześniej. W poniedziałek mieliśmy trening na siłowni, żeby wrócić do stałego rytmu ćwiczeń, a dziś znów jesteśmy w podroży.

Ostatni trening biało-czerwonych w Polsce nie był jednak ostatnim przed zmaganiami światowego czempionatu. Po przybyciu do Finlandii i zaaklimatyzowaniu się, zawodnicy rozpoczną kolejną sesję przygotowań fizycznych, bo już w piątek oddadzą pierwsze oficjalne, choć jeszcze nie konkursowe, próby na skoczni.

– Czekam na pierwszy trening w Lahti. Co prawda, nie znamy jeszcze dokładnego terminu, ale na ile znam Stefana Horngachera, to z pewnością wszystko ma już poukładane. Pozostaje nam wykonać swoje zadanie i realizować sprawdzony plan – z nadzieją podsumował Maciej Kot.

 

korespondencja z Warszawy, Magdalena Janeczko

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram