Lahti 2017 w liczbach – fakty i ciekawostki z normalnej skoczni (podsumowanie)

Andreas Wellinger i Markus Eisenbichler (fot. Julia Piątkowska)Pierwsze komplety medali w konkursach skoków narciarskich rozgrywanych na najważniejszej imprezie tego sezonu rozdane. Piątkowe popołudnie na mniejszej skoczni wchodzącej w skład kompleksu Salpausselkä (K-90 / HS-100), upłynęło pod znakiem rywalizacji pań o czołowe lokaty światowego czempionatu. Dzień później o tytuł mistrzowski walczyli panowie.

 

Pierwsze problemy jeszcze podczas treningów

Jenny Rautionaho (fot. Julia Piątkowska)
Jenny Rautionaho (fot. Julia Piątkowska)

Panie zgłoszone do startu podczas tegorocznych Mistrzostw Świata, swoje pierwsze skoki na Salpausselce oddały już we wtorek. Zanim jednak zawodniczki przetestowały główną arenę piątkowych zmagań, musiały poradzić sobie z dojazdem na trening.

Jak poinformowała nas fińska skoczkini Jenny Rautionaho, transport, który miał zabrać dziewczyny spod hotelu na oddaloną o 30 kilometrów skocznię nie dojechał na czas. Ostatecznie po blisko godzinie oczekiwania zawodniczki zdecydowały, że do Lahti udadzą się samochodem. Zdążyły pojawiając się zaledwie kilkanaście minut przed rozpoczęciem pierwszej z trzech serii treningowych.

Mogłoby się wydawać, że miejscowość, która organizację tej imprezy otrzymała już po raz siódmy, powinna mieć znacznie lepiej opanowane kwestie logistyczne na dzień przed oficjalnym otwarciem światowego czempionatu.

 

Wielkie emocje i łzy – rywalizacja pań o medale

Przed rozpoczęciem światowego czempionatu, do grona głównych faworytek do złota zaliczano te, które dzielą i rządzą na skoczniach w obecnym sezonie – Sarę Takanashi i Yuki Ito. Podczas piątkowego konkursu indywidualnego, reprezentantki Kraju Kwitnącej Wiśni mogły liczyć na silne wsparcie ze strony kolegów z drużyny. Rywalizację na normalnym obiekcie śledzili bowiem Taku Takeuchi i Daiki Ito. Podczas telewizyjnej transmisji mogliśmy zobaczyć, że młodsze koleżanki dopingował także legendarny Noriaki Kasai.

Treningi i kwalifikacje, które poprzedziły walkę o medale pokazały, że bardzo dobrze prezentują się Japonki, Niemki, Austriaczki i ku zaskoczeniu wszystkich, reprezentantki Włoch. Jak wiadomo nie od dziś, medali nie przyznaje się na podstawie wyników uzyskanych dzień wcześniej, więc zadaniem czołowych skoczkiń na piątkowe popołudnie było oddanie dwóch równych i dalekich skoków.

Maren Lundby (Julia Piątkowska)
Maren Lundby (Julia Piątkowska)

Kiedy wszyscy przed finałową rundą zastanawiali się nad tym, czy presję wielkiej imprezy wytrzyma w końcu Sara Takanashi i potwierdzi swoją dominację w elicie pań okazało się, że nie za dobrze radzi z nią sobie także Maren Lundby. Prowadząca po pierwszej serii Norweżka, która wyrównała żeński rekord skoczni, w drugim skoku wylądowała bliżej od swoich najgroźniejszych rywalek i musiała się pogodzić z zajęciem miejsca tuż za podium.

Medale powędrowały do głównych faworytek – Sary Takanashi i Yuki Ito. Czterokrotna zwyciężczyni klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, do srebrnego krążka wywalczonego w 2013 roku w Predazzo dołożyła brąz. Jej starsza rodaczka powtórzyła swoje osiągnięcie z Falun i po raz drugi z rzędu stanęła na drugim stopniu podium podczas światowego czempionatu. Obie musiały jednak uznać wyższość specjalistki od imprez najwyższej rangi, reprezentantki naszych zachodnich sąsiadów Cariny Vogt.

Sara Takanashi (fot. Julia Piątkowska)
Sara Takanashi (fot. Julia Piątkowska)

Niemka zaatakowała pozycję liderki z trzeciego miejsca zajmowanego po pierwszej rundzie piątkowej batalii o medale. 25-latka złotymi zgłoskami zapisała się w annałach Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym. Wobec słabszych skoków Sary Takanashi i Maren Lundby, podopieczna Andreasa Bauera mogła cieszyć się ze zdobycia mistrzowskiego tytułu. Vogt jest pierwszą zawodniczką w historii pięcioletniej rywalizacji pań, której udało się powtórzyć to osiągnięcie podczas dwóch imprez pod rząd. Po zakończeniu konkursu w oczach reprezentantki naszych zachodnich sąsiadów pojawiły się łzy szczęścia.

Fani skoków narciarskich, zarówno ci zgromadzeni pod skocznią, jak i ci przed telewizorami, byli świadkami emocjonujących zawodów. Pomimo tego, że na skoczni w Lahti nie zobaczyliśmy reprezentantek naszego kraju, podczas kobiecych zmagań nie zabrakło polskich akcentów. Z ramienia Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) nad przebiegiem konkursu czuwała kontroler sprzętu Agnieszka Baczkowska oraz sędzia Kazimierz Bafia, a tłum pod skocznią zachęcała do zabawy grupa Crowd Supporters, znana z rozgrzewania publiczności podczas pucharowych zmagań w Zakopanem.

Tak upłynął w Lahti dzień trzeci, a sobota zapowiadała jeszcze większe emocje.

 

Austriacko-niemieckie podium, a miało być biało-czerwono

Polscy kibice skoków narciarskich z wielką nadzieją czekali na ostateczne rozstrzygnięcia w rywalizacji najlepszych skoczków globu. Serie treningowe pokazały bowiem, że podopieczni Stefana Horngachera nie zwalniają tempa. Dodając do tego bardzo dobre kwalifikacje i rekord skoczni Kamila Stocha (103,5 m), zapowiadało to piękny, sobotni wieczór. Napięcie rosło z każdą sekundą pozostałą do rozpoczęcia zmagań na Salpausselce.

Co prawda do niedawna Piotr Żyła i jego paprykowa dieta była sekretem dobrych wyników, to Kamil Stoch wydaje się wprowadzać nową modę. Może już niedługo zobaczymy wszystkich biało-czerwonych jedzących takie posiłki?

 

Burger i fryyyty!!! Jestem szczęśliwy #dieta #siłka #kamilstoch #lahti #marzenie #mnniamm #kamiland

Post udostępniony przez Kamil Stoch (@kamilstochofficial)

Indywidualny konkurs o mistrzostwo świata, mimo obaw o frekwencję, zgromadził pod skocznią 35 tysięcy fanów skoków narciarskich z całego świata. Organizatorzy mogli pochwalić się faktem, że wszystkie bilety zostały wyprzedane. Kibice mogli także pobrać darmowe trąbki, którymi zagrzewali do walki swoich ulubieńców.

Sprawa złotego medalu wydawała się być rozstrzygnięta już po pierwszej serii konkursu, za sprawą Stefana Krafta. Za plecami podopiecznego Heinza Kuttina toczyła się jednak walka o dwa pozostałe miejsca na podium, a niewielkie różnice punktowe sprawiły, że wśród kandydatów znalazło się aż 6 zawodników.

Ostatecznie, najwyższe laury na normalnym obiekcie w Lahti zgarnęli reprezentanci krajów niemieckojęzycznych. Złoto wywalczył Stefan Kraft, dla którego jest to drugi indywidualny medal na imprezie tej rangi. Dwa lata temu, podczas rywalizacji w Falun, 23-letni Austriak zajął trzecią pozycję. Chwilę po zakończeniu konkursu z gratulacjami dla Krafta pospieszył Thomas Morgenstern.

Srebro i brąz powędrowały do podopiecznych Wernera Schustera – Andreasa Wellingera i Markusa Eisenbichlera. Dla obu skoczków są to premierowe krążki podczas rywalizacji indywidualnej. Trzeba przyznać, że reprezentanci naszych zachodnich sąsiadów przygotowali bardzo dobrą formę na imprezę rangi mistrzowskiej.

Patrząc z perspektywy kibica biało-czerwonych, mimo czwartego miejsca Kamila Stocha i sklasyfikowanym tuż za nim Maciejem Kotem, pozostaje pewien niedosyt. Zapewne humoru bardziej wymagających kibiców nie poprawi fakt, że w czołowej „10” znalazł się jeszcze trzeci z Polaków, Dawid Kubacki, co jest pierwszą taką sytuacją w historii polskich startów na Mistrzostwach Świata.

 

Warto odnotować

Janne Ahonen (fot. Julia Piątkowska)
Janne Ahonen (fot. Julia Piątkowska)

Szesnaście lat temu po złoto mistrzostw świata w Lahti sięgnął Adam Małysz. Jeśli mówimy o medalistach – doświadczony Janne Ahonen jest ostatnim aktywnym czempionem ze skoczni normalnej (Trondheim 1997 r.). Dodajmy, że w momencie gdy Noriaki Kasai debiutował na imprezie rangi mistrzowskiej (Lahti, 1989 r.), żadnego z dzisiejszych medalistów nie było jeszcze na świecie.

Podczas tegorocznej rywalizacji na normalnym obiekcie nie obyło się bez dyskwalifikacji. Za nieprzepisową długość nart  wykluczona została najmłodsza ze startujących pań – Łotyszka Sarlote Skele. Wśród panów nieregulaminowy strój założyli: William Rhoads, Alexey Korolev i Vitaliy Kalinichenko.

Warto wspomnieć, że w dniu konkursu mężczyzn na skoczni HS-100 62. urodziny obchodził „władca krótkofalówek”, dyrektor Pucharu Świata Walter Hofer.

 

Rywalizacja damsko-męska, kolejny raz bez biało-czerwonych

Kinga Rajda (fot. Bartosz Leja)
Kinga Rajda (fot. Bartosz Leja)

Emocje związane z rywalizacją indywidualną na normalnym obiekcie nie zdążyły jeszcze do końca opaść, a przed zawodniczkami i zawodnikami otwierała się kolejna szansa na medale. Ściślej rzecz ujmując, przed czteroosobowymi zespołami złożonymi z dwóch pań i dwóch panów, którzy przestąpili do walki w konkursie drużyn mieszanych. Areną zmagań, podobnie jak w przypadku batalii o medale w konkursach indywidualnych była skocznia normalna HS-100.

Zawody mikstów zostały rozegrane podczas MŚ po raz trzeci. Niestety podczas niedzielnych zmagań wśród czternastu zgłoszonych drużyn próżno było szukać teamu złożonego z podopiecznych Stefana Horngachera i Sławomira Hankusa. Zresztą, nie pierwszy raz. Jak powiedział Kamil Stoch, po zakończeniu sobotniego konkursu indywidualnego, „Nie ma żalu, bo nie ma koleżanek”. Wydaje się, że tej ostatniej, ale bardzo ważnej kwestii nie można traktować tak, jak Polski Związek Narciarski potraktował reprezentantki naszego kraju, nie wysyłając żadnej z dziewczyn do Lahti. Swoich przedstawicieli na światowy czempionat zgłosiły m.in. Łotwa, Gruzja, Turcja czy Rumunia, które do narciarskich potęg nie należą. I niech to będzie jedyny argument, który powinien dać do myślenia.

 

Złota niemiecka drużyna i kolejne norweskie łzy – przebieg rywalizacji

Silje Opseth (fot. Frederik Clasen)
Silje Opseth (fot. Frederik Clasen)

Kiedy już sobie ponarzekaliśmy, przyszedł czas na uważne przyglądnięcie się walce o medale, która zapowiadała się bardzo emocjonująco. Biorąc pod uwagę wyniki konkursów indywidualnych, wśród głównych faworytów do zwycięstwa byli stawiani obrońcy tytuły z Falun, mieszana drużyna niemiecka. Do walki o medale miały się włączyć także zespoły Austrii, Japonii, Słowenii i Norwegii.

Walka była zacięta do momentu, kiedy w drugiej serii na belce startowej zasiadła debiutująca na imprezie tej rangi Silje Opseth. 17-letnia reprezentantka Kraju Wikingów, była tego dnia bardzo zdenerwowana. Przed pierwszym skokiem, wjeżdżając na wieżę startową, zorientowała się, że zapomniała ze sobą nart. Jednak znacznie większe rozczarowanie czekało ją kilkanaście minut później, gdy w finałowym skoku uzyskała zaledwie 67,5 metra, co wykluczyło norweski team z walki o czołową lokatę. Jeszcze podczas zjazdu po zeskoku, po policzkach podopiecznej Thomasa Lobbena zaczęły płynąć łzy. – Jestem rozczarowana, to nie jest miłe, kiedy psuje się skok w konkursie drużynowym – powiedziała zawodniczka w wywiadzie dla NRK.no.

Co ciekawe, ostatecznie miejsca na podium zajęły drużyny, które podzieliły między siebie trzy czołowe miejsca także podczas pierwszych zawodów rozegranych w Predazzo (2013 rok), a reprezentacja Japonii wystawiła dokładnie taki sam skład.

Podium konkursu drużyn mieszanych (fot. Julia Piątkowska)
Podium konkursu drużyn mieszanych (fot. Julia Piątkowska)

Swoją dominację i fantastyczną formę podczas pierwszej części rywalizacji na kompleksie skoczni Salpausselka potwierdziła drużyna niemiecka, która w składzie Carina Vogt, Markus Eisenbichler, Svenja Wuerth, Andreas Wellinger, odniosła zdecydowane zwycięstwo nad resztą stawki. Mikst złożony z podopiecznych Wernera Schustera i Andreasa Bauera obronił tytuł mistrzowski, wywalczony przed dwoma laty. Warto dodać, że dla 25-letniej mistrzyni świata i kolegów z drużyny jest to drugi krążek zdobyty w tegorocznej imprezie. Ponadto, Vogt w swoim sportowym CV zapisała już drugie złoto w rywalizacji drużyn mieszanych.

Srebro wywalczyli Austriacy, Daniela Iraschko-Stolz, Michael Hayboeck, Jacqueline Seifriedsberber i Stefan Kraft, a brązowe medale zawisły na szyjach zawodników z Kraju Kwitnącej Wiśni – Sara Takanashi, Taku Takeuchi, Yuki Ito oraz Daiki Ito.

 

źródła: informacja własna / Twitter / Instagram

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram