Hayboeck o problemach w treningu: „Bolec w wiązaniu był złamany”

Michael Hayboeck, fot. Bartosz Leja

W pierwszym wtorkowym treningu w Lahti mogliśmy oglądać nietypową sytuację z udziałem Michaela Hayboecka. Skoczek zasiadł w gotowości na belce startowej czekając na zielone światło, po czym, mimo braku sygnału do opuszczenia belki, wycofał się z próby oddania skoku. Po treningach Austriak wytłumaczył niejednoznaczną sytuację.

 
Michael Hayboeck (fot. Julia Piątkowska)
Michael Hayboeck (fot. Julia Piątkowska)

Wycofanie się Hayboecka z belki startowej było równoznaczne z rezygnacją ze startu w pierwszym treningu. Jak się okazało, Austriak miał ku temu słuszny powód. Zawodnik czekając na zapalenie zielonego światła dającego sygnał do oddania skoku, zdał sobie sprawę, że wiązanie w jednej z nart nie działa poprawnie.

– Siedząc na belce poczułem pewien rodzaj niepokoju. Jedno wiązanie wydawało się bardziej lekkie niż zwykle. Chyba anioł stróż sprawił, że zdecydowałem się sprawdzić sprzęt jeszcze raz, bo okazało się, że bolec w tym wiązaniu był złamany wytłumaczył podopieczny Heinza Kuttina po wtorkowych treningach. Gdyby Hayboeck nie dostrzegł usterki w porę, oddanie skoku z uszkodzonym w ten sposób wiązaniem mogłoby skończyć się dla niego bardzo groźnie.

Zawodnik reprezentujący klub UVB Hinzenbach otrzymał szansę oddania swojej próby tuż przed rozpoczęciem drugiego treningu, jednak uzyskana przez niego odległość nie została ujęta w oficjalnych wynikach. W drugiej serii treningowej kadrowy przyjaciel Stefana Krafta uzyskał czwarty rezultat lądując na 121. metrze (najlepszy wynik spośród Austriaków), natomiast w trzecim podejściu uplasował się na 15. miejscu z odległością 116 metrów.

Kraft_Stefan_WC.Wisla.2017_fot.Bartosz.Leja
Stefan Kraft, fot. Bartosz Leja

W serii próbnej przed środowymi kwalifikacjami 25-letniemu skoczkowi poszło podobnie jak w trzecim treningu – jego skok o długości 116,5 metrów został sklasyfikowany jako 16. wynik, przy czym mniej spośród Austriaków skoczył tylko Stefan Kraft (114,5 m).

Kwalifikacje w wykonaniu srebrnego medalisty z drużyny z Soczi wypadły słabiej – w swojej próbie uzyskał tylko 110,5 metra, co najprawdopodobniej nie wystarczyłoby do zakwalifikowania się do finałowych zmagań na dużym obiekcie, gdyby nie miał zapewnionego prawa startu z racji zajmowanego miejsca w pierwszej „10” PŚ. Różnica długości skoków między zwycięzcą kwalifikacji, Finem Anttim Aalto, a skoczkiem z Austrii, wyniosła aż 18 metrów. Oprócz zmagań na skoczni dużej, Hayboeck weźmie również udział w rywalizacji drużynowej, w której będzie bronił wicemistrzostwa świata.

Walka o ostatnie miejsce w składzie na konkurs na skoczni dużej odbyła się między 34. skoczkiem obecnego PŚ, Schiffnerem a wracającym do gry po rocznej przerwie od sportu Gregorem Schlierenzauerem. Ostatecznie wybór szkoleniowca Austriaków padł na mniej doświadczonego, ale będącego w stabilniejszej formie Schiffnera.

schlierenzauer_gregor_lgp-klingenthal-2014_fot-julia-piatkowska
Gregor Schlierenzauer, fot. Julia Piątkowska

Sam Schlierenzauer nie czuje się tą decyzją skrzywdzony. Rozczarowanie jest, ale niewielkie – w życiu zdarzają się gorsze rzeczy. Nie mogę sobie nic zarzucić, zrobiłem wszystko co mogłem, w tym krótkim czasie jaki mi pozostał po ostatnim upadku na skoczni. Same występy w Lahti uważam za sukces, biorąc pod uwagę to, co niedawno przeszedłem – wytłumaczył zdobywca dwóch Kryształowych Kul. – Nie jestem w optymalnej dyspozycji, więc przyznanie Markusowi prawa startu w drużynie uważam za sprawiedliwą decyzję – skwitował „Schlieri”.

 

Źródła: kleinezeitung.at / informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram