Norwegowie o „sprzętowym” kryzysie, Braathen: „Przyszedł czas na zmiany”

Norwescy skoczkowie (Fannemel, Stjernen, Forfang, Johansson), fot. Julia PiątkowskaMimo że w finałowych zmaganiach na obiektach mamucich, norwescy skoczkowie potwierdzili, że są wybitnymi lotnikami, a Daniel Andre Tande był wyróżniającą się postacią w pierwszej części sezonu, nie można uniknąć wrażenia, że zima 2016/2017 nie była dla „Wikingów” wymarzona. – To był bardzo stresujący sezon – przyznał trener Alexander Stoeckl.

 

Jeszcze minionej zimy reprezentanci Norwegii pewnym krokiem zmierzali po Puchar Narodów, aby ostatecznie zwyciężyć z przewagą aż 1442 punktów nad drugimi w stawce Słoweńcami. Mimo, że po Kryształową Kulę sięgnął wówczas Peter Prevc, to na trzecim stopniu podium uplasował się rozgrywający życiowy sezon Kenneth Gangnes, a w czołowej dziesiątce Pucharu Świata zmieścili się ponadto: Johann Andre Forfang, Daniel Andre Tande i Anders Fannemel. W tym sezonie „Wikingowie” nie mogli mówić o braku emocji. Początek sezonu należał do Daniela Andre Tande, który przez pewien czas wdziewał nawet żółty plastron lidera, a także w dramatycznych okolicznościach zdobył trzecie miejsce (lub też stracił zwycięstwo) w Turnieju Czterech Skoczni. Norwegowie zdobyli również wicemistrzowski tytuł podczas światowego czempionatu w Lahti i wygrali dwa konkursy w lotach, jednak w związku z ich zeszłoroczną dominacją jako drużyny, oczekiwania były znacznie większe.

Alexander Stoeckl (fot. Adrian Kyć)
Alexander Stoeckl (fot. Adrian Kyć)

To był bardzo stresujący sezon. W poprzednim sezonie ustawiliśmy poprzeczkę bardzo wysoko, a w tym nie udało się nam temu sprostać – nie ukrywał trener czwartej ekipy w pucharowej klasyfikacji, Alexander Stoeckl, w rozmowie z portalem nrk.no. – Jesteśmy dumni z tego, co osiągnęliśmy w poprzednim sezonie, ale nie byliśmy wystarczająco uważni jeśli chodzi o rozwój i wykonanie następnych kroków. W zeszłym roku byliśmy dobrzy, jednak teraz inne reprezentacje wykonały coś innowacyjnego – dodał Austriak.

Swojemu szkoleniowcowi wtóruje nawet jego podopieczny, Daniel Andre Tande, który w czasie zakończonej niedawno zimy był najjaśniejszym punktem nieco osłabionej norweskiej ekipy. – Powinniśmy lepiej pracować nad sprzętem, wraz z następującymi zmianami przepisów. Latem nie testowaliśmy zbyt dużo, a pewnie trzeba było to zrobić. Wtedy prawdopodobnie nie mielibyśmy aż takich zaległości już na początku sezonu – przyznał, nawiązując do słabszej dyspozycji swoich kolegów z drużyny. Sam zainteresowany w sezonie 2016/2017 sześciokrotnie wskakiwał na pucharowe podium, dwukrotnie zwyciężając (w Garmisch-Partenkirchen i Innsbrucku).

Nie można jednak nie zauważyć, że norweska ekipa mówiąca o wyraźnych sprzętowych zaległościach, sama najczęściej dopuszczała się nieprawidłowości we własnym ekwipunku, co poskutkowało aż sześcioma dyskwalifikacjami. Tym samym znów pojawia się pytanie, czy podopieczny Alexandra Stoeckla nie próbowali naginać przepisów szukając luk w przepisach. Co więcej, sam 43-letni szkoleniowiec jeszcze przed Lahti sygnalizował, że to rywale, a w szczególności Polacy, Austriacy i Niemcy, posiadają większe możliwości technologiczne i lepsze materiały, z których szyte są kombinezony.

Daniel Andre Tande (fot. Julia Piątkowska)
Daniel Andre Tande (fot. Julia Piątkowska)

Sytuację w mocny sposób podsumował dyrektor sportowy norweskich skoków narciarskich, Clas Brede Braathen. – Krótko mówiąc nie mogliśmy skorzystać z przewagi, którą zdobyliśmy w sezonie 2015/2016. Najwyższy czas, abyśmy popatrzyli na nasz cały system rozważniej. Dzisiaj pracujemy mniej więcej tak samo, jak przez ostatnie 30 lat. Przyszedł czas na zmiany – stwierdził. W rozmowie z rodzimą telewizją padło m.in. nazwisko znakomitego byłego norweskiego skoczka Roara Ljoekelsoeya, który aktualnie współpracuje z reprezentacją Niemiec. – Jeśli będzie zainteresowany, byłby dla nas bardzo istotny – zapewnił Braathen. Nie ma jednak mowy o zmianie na najważniejszym stanowisku – trener Alexander Stoeckl z pewnością popracuje z Norwegami również podczas olimpijskiego sezonu 2017/2018 i igrzysk w PyeongChang.

 

źródło: nrk.no

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram