Thomas Diethart: „Trudno mi zrozumieć co się stało, upadki zostawiły ślad”

Thomas Diethart (fot. Katarzyna Służewska)Minęły trzy lata od sensacyjnego triumfu Thomasa Dietharta w 62. Turnieju Czterech Skoczni. Od tego czasu 25-letni zawodnik notuje wyraźny spadek formy i jest cieniem samego siebie z czasów największych sukcesów. Mimo problemów, podopieczny Heinza Kuttina będzie walczył o powrót do rywalizacji w zawodach elity, a także o realizację marzeń.

 

Marzeniem każdego sportowca startującego w najważniejszych międzynarodowych zawodach jest odnoszenie sukcesów i ciągłe przebywanie w ścisłej czołówce danej dyscypliny. Niestety czasami trzeba przełknąć gorzką pigułkę porażki, a następnie przez długi czas walczyć o powrót na szczyt. Doskonale pokazuje to przypadek Thomasa Dietharta, triumfatora 62. edycji Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 2013/2014. O tym, co stało się później, 25-latek powiedział w wywiadzie dla noe.orf.at.

Thomas Diethart (fot. Julia Piątkowska)
Thomas Diethart (fot. Julia Piątkowska)

Trzy lata temu przed rozpoczęciem prestiżowego niemiecko-austriackiego tournee, zapewne niewielu kibiców znało 21-letniego podopiecznego Alexandra Pointnera. Dzięki osiąganym rezultatom młody Austriak bardzo szybko z anonimowego zawodnika stał się jednym ze skoczków należących do ścisłej, światowej czołówki. Co więcej, podczas konkursu indywidualnego na Igrzyskach Olimpijskich w Soczi, zajął czwarte miejsce na normalnym obiekcie i wspólnie z kolegami z drużyny wywalczył srebrny medal na dużej skoczni. Jakie myśli towarzyszą reprezentantowi klubu UVB Hinzenbach, gdy wspomina najlepszy sezon w dotychczasowej karierze?

– Nawet teraz, gdy o tym myślę, trudno mi jest zrozumieć to, co się stało. Byłem wtedy młodym zawodnikiem, a moim głównym celem było zbieranie punktów i zdobywanie cennego doświadczenia. Wygrałem, to było istne szaleństwo – powiedział Diethart.

Wyniki uzyskiwane przez 25-latka we wszystkich zawodach rangi FIS w kolejnych latach nie były zadowalające, a sam zawodnik pozostaje cieniem skoczka, który pokonywał znacznie bardziej doświadczonych rywali w międzynarodowej elicie. Po zakończeniu sezonu olimpijskiego, władze austriackiej federacji zdecydowały o zmianach na stanowisku głównego trenera, jednak jak twierdzi dwukrotny zwycięzca konkursów Pucharu Świata, nie jest to przyczyną jego słabszej dyspozycji. W zawodach zaliczanych do klasyfikacji Pucharu Świata Thomas Diethart punktował po raz ostatni w zimie 2014/2015, a sztuka awansu do finałowej trzydziestki udała mu się 12-krotnie. 

Moja słabsza dyspozycja nie jest kwestią zmian w sztabie trenerskim. Bardzo dobrze pracowało mi się z Alexandrem Pointnerem. We współpracy z Heinzem Kuttinem jest podobnie. Jednak kiedy w poprzednim sezonie odnosisz sukcesy, musisz mierzyć się z presją. Ciśnienie rośnie, a wtedy skakanie nie należy do najłatwiejszych rzeczy – dodał.

Thomas Diethart (fot. Julia Piątkowska)
Thomas Diethart (fot. Julia Piątkowska)

W minionym sezonie zimowym podopieczny Heinza Kuttina startował jedynie w czterech zawodach najniższej rangi rozgrywanych pod egidą Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, czyli w cyklu FIS Cup. Jego najlepszym rezultatem było 12. miejsce podczas konkursu w Notodden.

– Obecnie nie jest łatwo. Dwa upadki, których doznałem, gdy byłem znów na dobrej drodze, zostawiły ślad w mojej psychice. Miałem po prostu pecha, straciłem pewność siebie, a teraz skoki narciarskie rozgrywają się w głowie – odpowiedział, zapytany o swoją obecną sytuację.

Zawodnik z Tulfes, mimo problemów nie zamierza się poddawać i stawia sobie cele na kolejny sezon. Będzie walczył o powrót do rywalizacji w Pucharze Świata, w którym po raz ostatni startował w sezonie 2015/2016 (w kwalifikacjach poprzedzających konkurs w Bischofshofen). Jakie plany na przyszłość snuje austriacki skoczek?

– Celem jest powrót do rywalizacji w zawodach Pucharu Świata, tak bym znów mógł wygrywać. Marzę także o zdobyciu złotego medalu na igrzyskach olimpijskich, to moje dziecięce marzenie, które chciałbym zrealizować. Nie poddam się szybko, będę kontynuował walkę o powrót. Wiem, że nie będzie to łatwe, ale to nie pierwsza taka sytuacja w mojej karierze – zakończył podopieczny Heinza Kuttina.

 

źródła: noe.orf.at / informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram