Tande coraz mocniejszy… dzięki przeprowadzce do Oslo

Daniel-Andre Tande, fot. Magdalena JaneczkoSezon olimpijski to ogromne wyzwanie zarówno dla zawodników jak i sztabów szkoleniowych. W przygotowaniach ważną rolę grają nie tylko treningi, dieta, sprzęt, ale również odpowiednia ilość snu. Trener norweskiej kadry na łamach rodzimych mediów opowiedział o zmianach, które zaobserwował u Daniela-Andre Tandego, dzięki jego przeprowadzce do Oslo.

 

Daniel-Andre Tande (fot. Maria Grzywa)
Daniel-Andre Tande (fot. Maria Grzywa)

Daniel-Andre Tande wyprowadził się niedawno z rodzinnego Kongsbergu, by wraz ze swoją partnerką zamieszkać w północno-wschodniej dzielnicy Oslo zwanej Stovner. Wcześniej dojazdy na treningi do stolicy Norwegii zajmowały mu bardzo dużo czasu, jednak dzięki zmianie lokum obecnie jedynym problemem związanym z dojazdami na skocznię są korki. Pozytywne zmiany związane z przeprowadzką u swojego podopiecznego zauważył sam selekcjoner Norwegów, Alexander Stoeckl. – Jego rytm dnia się zmienił. Mieszka teraz z dziewczyną – myślę, że jest to krok w dobrym kierunku. Razem dbają o dietę, ćwiczenia, odpoczynek i, co równie ważne, o odpowiednią ilość snu powiedział szkoleniowiec.

Austriak nie krył lekkiej ekscytacji spowodowanej końcem problemów ze snem u Tandego (jakiś czas temu skoczek przyznał, że z powodu uciążliwych dojazdów na treningi ma problemy z zaśnięciem) i zaznaczył, że z pewnością pomoże to młodemu Norwegowi w osiągnięciu szczytu formy. – Zawodnicy w kadrze są na tyle dojrzali, że wiedzą kiedy jest najlepszy czas na pójście spać. Płacą wysoką cenę, jeśli w trakcie letnich przygotowań popełnią błąd i zaburzą swojego rodzaju rutynę narzuconą przez sport. Zawsze powinni czuć na plecach „powiew” zimy. Muszę interweniować, jeśli widzę, że jakiś czynnik ma zły wpływ na zawodników kadry. Przeprowadzka z pewnością da dużo korzyści Danielowi. Wyobraźcie sobie codzienną podróż na trasie Konsberg-Oslo. Często brakowało go na naszych treningach, ponieważ dotarcie na nie było praktycznie niemożliwe. Ciężko  jest jechać 3 godziny na trwający 1,5 godziny trening i być jeszcze na nim dobrze dysponowanym. Nie powinno się również siedzieć tyle godzin w samochodzie. Problemem były też dojazdy na lotnisko Gardemoen w Oslo. Zanim Tande zdobył prawo jazdy, musiał wstawać nawet o 4 rano, żeby dojechać pociągiem na czas – mówił Stoeckl.

Daniel-Andre Tande (fot. Bartosz Leja)
Daniel-Andre Tande (fot. Bartosz Leja)

W związku z trudami dojazdów, 23-latek często trenował samodzielnie w rodzinnym Konsbergu, bez wsparcia drużyny i sztabu szkoleniowego – według trenera było to jedyne wyjście z sytuacji. – Było to lepsze rozwiązanie niż chaotyczne dojazdy, mimo że nie było wokół niego doradców sprawdzających, czy jest na najwyższym poziomie swoich umiejętności. Teraz, by dotrzeć na skocznię, wystarczy mu tylko 15-20 minut – dodał szkoleniowiec „Wikingów”.

Alexander Stoeckl pokusił się też o kilka słów podsumowania występów swojego podopiecznego w trwającym obecnie cyklu Letniego Grand Prix (4. miejsce w Wiśle, 11. w Courchevel): – Na początku lata Daniel odczuwał ból w kolanie. Nie było to nic groźnego, po prostu zmęczenie z poprzedniego sezonu dawało o sobie znać. Teraz dolegliwości ustąpiły i czuje się znacznie lepiej – podsumował 43-latek.

W poprzednim sezonie podopieczny Stoeckla przeplatał świetne występy z gorszymi, nie zawsze potwierdzając swoje dobre przygotowanie do konkursów. Obok wracającego do rywalizacji po rocznej przerwie Kennetha Gangnesa, w gronie Norwegów to właśnie Tande wydaje się mieć największe szanse na medal Zimowych Igrzysk Olimpijskich w PyeongChang. Czy 23-latek zdoła „wstrzelić” się z najwyższą formą na Igrzyska? Odpowiedź poznamy już za kilka miesięcy.

 

Źródło: abcnyheter.no

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram