Koniec 86-letniej historii skoczni w Wiśle-Łabajowie. Szturc: „Ekonomia wzięła górę”

Rozbiórka rozbiegu skoczni w Wiśle-Łabajowie (fot. Artur Bała)Przed II wojną światową odbywały się tam mistrzostwa Polski. Po wojnie, przez dziesiątki lat był to jeden z najważniejszych ośrodków treningowych w kraju, charakteryzujący się świetnymi warunkami. Swoją formę w trudnych momentach kariery szlifował tam Adam Małysz. Teraz skocznie narciarskie w Wiśle-Łabajowie zostały zamknięte. Na zawsze.

 

Skocznia kilku pokoleń

Skocznia w Łabajowie w 1931 roku, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego
Skocznia w Łabajowie w 1931 roku, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Historia skoków w Wiśle-Łabajowie sięga 1931 roku. Rozegrano tam wówczas mistrzostwa Polski seniorów (wygrał je Austriak Sigmund Schwab, mistrzem Polski został Bronisław Czech). Skocznię uroczyście otworzył prezydent RP Ignacy Mościcki. Krajowy czempionat odbył się tam także w roku 1937 (zwycięstwo wspaniałego Stanisława Marusarza, który rok później został wicemistrzem świata). Były to czasy, w których łabajowski obiekt był większy i ważniejszy od tego w Malince – dziś noszącego imię Adama Małysza. 

Łabajów wiosną 2017, fot. Mikołaj Szuszkiewicz
Łabajów wiosną 2017, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Choć po II wojnie to skocznia w Wiśle-Malince doczekała się znacznego powiększenia, Łabajów pozostał jednym z ulubionych punktów treningowych polskich skoczków. Śnieg utrzymywał się tam nadzwyczaj długo. Dzięki temu oddawanie skoków w kwietniu – mimo braku mat igelitowych na zeskoku – nie było niczym dziwnym.

Przez długi czas funkcjonowały na kompleks składały się dwie skocznie (K-65 i K-35), a dla najmłodszych usypywano także progi ze śniegu na dość okazałym przeciwstoku, usytuowanym za drogą przecinającą wybieg.

Skocznia "Witek" w trakcie budowy w 2013 roku... fot. Bartosz Leja
Skocznia „Witek” w trakcie budowy w 2013 roku… fot. Bartosz Leja

Większy obiekt uznawany był za bardzo wymagający i niewybaczający błędów. Dlatego to właśnie tam Adam Małysz mozolnie pracował nad odbudowywaniem swojej formy, kiedy jego dyspozycja w Pucharze Świata znacznie się pogarszała.

Obiekt w Łabajowie przez lata doczekał się kilku modernizacji. Ostatnia miała miejsce na przełomie lat 2010 i 2011. Powstały wówczas całkowicie nowe drewniane rozbiegi obu skoczni. W 2013 roku dobudowano obok malutką, 12-metrową skocznię „Witek”. Miała ona zostać pokryta igelitem ze starego kompleksu w Wiśle-Centrum, ale skończyło się na tym, że przywiezione do Łabajowa maty zostały ułożone na stertach w pobliżu wybiegu i systematycznie niszczały. 

 

Włos się jeżył na głowie

jjj, fot. Artur Bała
…i po rozbiórce w 2017, fot. Artur Bała

Wystarczyło kilka lat od ostatnich prac, by decyzją Wiślańskiego Stowarzyszenia Sportowego (dzierżawiącego teren od Nadleśnictwa Wisła) wszystkie trzy obiekty zostały przeznaczone do rozbiórki. W tej chwili nie ma już ani „Witka”, ani rozbiegu skoczni K-35. Po największym obiekcie pozostała tylko część drewnianej wieży najazdowej oraz metalowy szkielet konstrukcji rozbiegu. O powodach zakończenia 86-letniej historii skoczni narciarskich w Wiśle-Łabajowie opowiedział nam Jan Szturc, trener WSS-u. 

Jan Szturc (fot. Artur Bała)
Jan Szturc (fot. Artur Bała)

Według szkoleniowca, który wychował dwa pokolenia wiślańskich skoczków, są dwa powody, dla których skocznie nie będą funkcjonowały w przyszłości. Pierwszy to względy bezpieczeństwa. – Głównym problemem jest droga powiatowa, która przecina wybieg. Przy obecnym natężeniu ruchu stwarza to ogromne niebezpieczeństwo. My, trenerzy, przekonaliśmy się na własnej skórze, ile to powoduje problemów. Skocznię zamykano, drogę otwierano, a tu okazywało się, że zawodnik jest na rozbiegu, bo z komunikacją na miejscu było różnie. Niekiedy włos się jeżył na głowie – powiedział Szturc.

Skoki w Wiśle-Centrum, fot. Bartosz Leja
Skoki w Wiśle-Centrum, fot. Bartosz Leja

Drugi powód nie jest wielce zaskakujący, chodzi mianowicie o… pieniądze. – Kiedy nowy kompleks w Centrum był w budowie, robiliśmy wszystko, żeby Łabajów funkcjonował. Ale teraz nie jesteśmy w stanie utrzymać sześciu obiektów, trzech w Łabajowie i trzech w Centrum, dysponując w klubie jednym czy dwoma pracownikami. Żaden inny klub w Polsce nie ma tylu skoczni. W dodatku trzeba by przeznaczyć kilkanaście tysięcy złotych na kolejny remont, aby umożliwić bezpieczne skakanie. Ekonomia wzięła górę – tłumaczył szkoleniowiec.

Relikt dawnych pozycji startowych K 35, fot. Artur Bała
Relikt dawnych pozycji startowych K 35, fot. Artur Bała

Młodym skoczkom z Wisły oraz ich trenerom (oprócz Szturca w WSS-ie szkolą także byli skoczkowie Wojciech Tajner i Rafał Śliż) będą teraz służyć przede wszystkim najnowocześniejsze beskidzkie obiekty – Dla początkujących zawodników jest Centrum. Dla grupy zawodników przygotowanej do skakania na większych obiektach jest ośrodek Centralnego Ośrodka Sportu w Szczyrku, ze skocznią K 70. Mamy tam 25 minut drogi, nie jest to bardzo duży problem – przyznał trener Szturc. 

 

Łezka w oku

Widok na wybieg skoczni, fot. Mikołaj Szuszkiewicz
Widok na wybieg skoczni, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Szturc, który na łabajowskich obiektach pracował z Adamem Małyszem, Piotrem Żyłą czy Aleksandrem Zniszczołem, będzie wspominał burzone skocznie z rozrzewnieniem. – Szkoda nam tych obiektów, bo to stoi za nimi duża tradycja. W warunkach zimowych była to wspaniała baza treningowa. Każdy trener czy zawodnik, który miał do czynienia z tymi skoczniami, na pewno będzie je wspominał z łezką w oku. – powiedział wzruszony trener. – Ale trzeba było podjąć decyzję o rozbiórce i musimy się tego trzymać – dodał po chwili. 

Czekająca na demontaż wieża K 65, fot. Artur Bała
Czekająca na demontaż wieża K 65, fot. Artur Bała

Choć na razie fragmenty skoczni jeszcze stoją, za jakiś czas jedynym reliktem obiektów będzie charakterystyczne dla zeskoku ukształtowanie terenu. – Docelowo wieża zostanie rozebrana w całości. Zrobimy to sposobem gospodarczym, bo zatrudnienie firmy, która mogłaby to zrobić od razu, to dodatkowe koszta – powiedział Szturc, prywatnie wuj Adama Małysza. 

Po zamknięciu trzech obiektów w Wiśle-Łabajowie, w Polsce pozostały zaledwie 22 czynne skocznie narciarskie: 5 w Zakopanem, 4 w Wiśle, 3 w Szczyrku, 3 w Zagórzu, 2 w Bystrej, 2 w Gilowicach, 1 w Lubawce (jeszcze nieotwarta po przebudowie), 1 w Karpaczu (dawno nieużywana) i 1 w Skawicy (zbudowana przez amatorów, ale na bazie profesjonalnych planów). Być może za jakiś czas wystartuje budowa niedużych skoczni w Chochołowie i Szczyrku

Skocznia w Goleszowie, fot. Mikołaj Szuszkiewicz
Skocznia w Goleszowie, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Są jeszcze dwie skocznie igelitowe w Goleszowie, jednak w tej chwili właściwie nie nadają się do użytku i uratować może je jedynie igelit z odzysku z Wielkiej Krokwi, który klub Olimpia Goleszów zamierza pozyskać. Niedawno zburzono będącą w niezłym stanie, acz niewykorzystywaną od kilku lat skocznię „Karpatka” w Karpaczu (K 35). Trzeba przyznać, że to niezbyt optymistyczny bilans. Szczególnie w kraju drużynowych mistrzów świata. Oby nie jednorazowych.

 

Mikołaj Szuszkiewicz

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram