Kenneth Gangnes: „Nie wybaczyłbym sobie, gdybym poddał się po Stams”

Kenneth Gangnes (fot. Martyna Osuchowska / Behind the Sport)W miniony weekend Kenneth Gangnes zdobył srebrny krążek w letnich Mistrzostwach Norwegii. 28-latek zmuszony był uznać wyższość kolegi z kadry narodowej, Daniela-Andre Tande. Dla Gangesa udział w imprezie miał jednak symboliczny wydźwięk. Po tym jak ponad rok temu po raz trzeci doznał kontuzji kolana, jego kariera stanęła pod znakiem zapytania.

 

Niefortunnej kontuzji Gangnes nabawił się w czerwcu ubiegłego roku podczas zgrupowania drużyny narodowej w Stams. Wtedy to podczas lądowania skoczek zerwał więzadło przednie krzyżowe w kolanie. Dodajmy, że był to trzeci uraz tego więzadła u 28-latka, całe szczęście tym razem dotyczył on lewego kolana. Gdyby ucierpiała prawa kończyna (kontuzjowana już dwukrotnie w przeszłości), zawodnik niemal na pewno pożegnałby się z zawodowym uprawianiem sportu.

Norweg był wtedy po najlepszym sezonie życia: zdobył indywidualnie srebrny medal w Mistrzostwach Świata w Lotach Narciarskich, po raz pierwszy w karierze stanął na najwyższym stopniu podium Pucharu Świata, a w całym cyklu został sklasyfikowany jako 3. najlepszy skoczek. Wydawało się, że po pechu, który trzymał się go od najmłodszych lat, nie było już ani śladu. Życie jednak potoczyło się zupełnie inaczej.

– Trzecia kontuzja była dla mnie jak zły sen, przeszedłem piekło. Kontuzja okazała się najpoważniejsza spośród tych, jakich doświadczyłem w życiu – wyznał rodzimym mediom skoczek z Kolbu po tegorocznych Mistrzostwach Norwegii na igelicie. – Uszkodzeniu uległa łąkotka oraz więzadło krzyżowe. To bardzo złe połączenie. Byłem wprost chory z bezsilności. Nie chciałem trenować ani nawet oglądać konkursów. Wydawało mi się, że nadszedł czas, aby spojrzeć sobie w oczy i zadecydować, czy mam motywację, aby wrócić po raz trzeci na skocznię – dodał zawodnik.

Kontuzję Gangnesa osobiście przeżył szkoleniowiec  Norwegów. – Kenneth w ostatnim roku przeszedł koszmar. Wcześniej był w podobnej sytuacji już dwa razy, wiedział jak długo będzie chodził o kulach, ile potrwa proces powrotu do zdrowia. Właśnie dlatego zdawał sobie sprawę, że kolejny powrót do pełnej sprawności może być już niemożliwy – powiedział pochodzący z Austrii trener. – On jest jak Syzyf: za każdym razem, gdy wydaje mu się, że doszedł na szczyt, musi zaczynać od nowa. Od Stams Kenneth poczynił błyskawiczne postępy. Mało jest ludzi, którzy byliby w stanie tego dokonać – dodał selekcjoner.

Sam Gangnes nie krył radości z możliwości ponownego uczestniczenia w życiu kadry. – Bycie ponownie częścią reprezentacji Norwegii to dla mnie ogromny sukces. Kiedy przechodziłem rehabilitację, drużyna zabierała mnie na zgrupowania i pewnie dlatego iskierka motywacji do powrotu we mnie nie zgasła. Być może mój trzeci powrót na skocznię będzie znakiem dla tych, którzy chcą z czegoś zrezygnować. Można wykaraskać się z najgorszych problemów, nie tylko w sporcie – stwierdził trzeci zawodnik PŚ w sezonie 2015/2016. – Nie wiem czy jestem mocniejszy niż inni, na pewno moja motywacja jest silniejsza. Narty to moje życie, są ze mną od dzieciństwa. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym poddał się po kontuzji w Stams. Udział w Igrzyskach Olimpijskich od zawsze był w moim planie, pozostało go teraz wykonać – podsumował Norweg.

 

Źródło: nrk.no

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram