Peter Riedel dla SP: Skala biurokracji w Zakopanem była nie do uwierzenia

Peter Riedel fot. M. Szuszkiewicz

Dzięki niemu na wielu skoczniach organizatorzy przestali mieć kłopoty z rozpuszczającymi się i zasypywanymi przez śnieg torami najazdowymi. W rozmowie ze SkokiPolska.pl niemiecki inżynier i przedsiębiorca Peter Riedel opowiedział o tym, skąd wziął się w środowisku skoków narciarskich i jakie są jego najnowsze pomysły. Nie zabrakło też słów o trudnościach w pracy przy modernizacji zakopiańskiej Wielkiej Krokwi.

 

Mikołaj Szuszkiewicz, SkokiPolska.pl: Pańskie nazwisko od kilku lat jest widoczne na wielu skoczniach świata. A kiedy skoki narciarskie pojawiły się w pańskim życiu?

Peter Riedel: Pochodzę z bardzo sławnej rodziny sportowej, która specjalizowała się w narciarstwie alpejskim. Ojciec był bardzo znanym NRD-owskim narciarzem (Eberhard Riedel był trzykrotnym olimpijczykiem – w latach 1960, 1964 i 1968 – przyp. red.). Przez wiele lat uprawiałem narciarstwo alpejskie, ale w czasach NRD brakowało wsparcia dla tej dyscypliny. To spowodowało, że przez jakiś czas byłem też skoczkiem.

 

MSz: W środowisku skoków jest pan znany jednak z innych powodów, niż sukcesów na skoczni.

Mobilna skocznia pod dachem, pomysł Petera Riedla, fot. peter-riedel.info

Mobilna skocznia pod dachem, pomysł Petera Riedla, fot. peter-riedel.info

PR: Z zawodu jestem inżynierem budowlanym. To zaplecze, zarówno techniczne, jak i sportowe z lat młodości, spowodowało, że zdecydowałem się na pracę przy technologiach, które mogą być używane w narciarstwie. W 2004 roku zacząłem działania przy budowie tunelu do biegów narciarskich w Oberhofie.

Tunel ten potrzebował systemu, który mógłby utrzymać odpowiednie warunki śniegowe. To właśnie była moja specjalizacja i w tym kierunku zacząłem się rozwijać. Tunel zaprezentowałem na mistrzostwach świata w 2005 roku w Oberstdorfie. Przyszedł wtedy do mnie Walter Hofer. Powiedział, że w skokach są bardzo duże problemy z najazdami, z utrzymaniem temperatury śniegu. Potrzebował rozwiązania w bardzo krótkim czasie. W pół roku przygotowałem podstawową wersję systemu mrożonych torów, który następnie został certyfikowany przez FIS.

 

MSz: I dzięki temu system ten szybko się rozprzestrzenił w skokowym światku.

PR: Do tej pory wyposażyłem w swoje tory już prawie 60 skoczni. Ostatnio pracowałem m.in. w Innsbrucku, teraz wyzwaniem jest słynna Holmenkollen. Od czterech lat jestem partnerem austriackiej federacji. To trochę zabawne, w końcu moja firma to firma niemiecka. Ale mamy w Austrii odpowiedni certyfikat jako jedyni, a starać się o to może każdy, kto jest w stanie udowodnić jakość swoich świadczeń. Nigdy nie zatrzymaliśmy się w rozwoju, wciąż stawiamy na innowacje.

 

Zobacz film prezentujący system mrożonych torów Petera Riedla:

 

MSz: Rozmawiamy przy okazji zawodów dla dzieci. Wydaje się, że leży panu na sercu rozwój skoków u podstaw?

Peter Riedel i Tymek Cienciała, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Peter Riedel i Tymek Cienciała, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

PR: Niedawno światło dzienne ujrzała nasza nowa koncepcja torów najazdowych, przygotowana z myślą o mniejszych klubach. To ważne, żeby myśleć nie tylko o tych, którzy już są gwiazdami skoków, ale też o ich potencjalnych następcach (Peter Riedel jest także konstruktorem małych mobilnych skoczni dla dzieci oraz głównym partnerem Turnieju Czterech Skoczni Dzieci – przyp. red.).

Młodzież musi się rozwijać. Ponieważ w małych ośrodkach często brakuje pieniędzy, należało wymyślić system, który nie nadwyręży zbytnio zasobności ich portfela. Użyliśmy tańszych materiałów, ale funkcjonalność jest podobna.

 

MSz: Zdarza się, że po montażu torów mrożonych zmieniają się parametry skoczni. Na przykład w Sapporo Okurayama otrzymała dwa różne punkty K i HS – na lato i na zimę. Z czego to wynika?

Peter Riedel i Michael Gruber, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Peter Riedel i dawny mistrz kombinacji norweskiej Michael Gruber, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

PR: Montaż takich torów powoduje obniżenie najazdu względem dawnych torów śniegowych. Na przykład profil rozbiegu w Innsbrucku, nad którym pracowałem ostatnio, został obniżony o 39 centymetrów. Ogólnie podstawowe parametry pozostały jednak takie same. Dąży się do tego, by profil był jednolity przez cały rok – FIS nie zamierza certyfikować skoczni o zróżnicowanych parametrach (obniżenie torów daje możliwość zmiany zimowych parametrów zeskoku, jednak nie jest to konieczne – przyp. red.). Zawsze przy profilowaniu jakichkolwiek torów najazdowych, wychodzi się od parametrów zimowych.

 

MSz: W Wiśle, gdzie odbędzie się inauguracja sezonu Pucharu Świata, nowe tory lodowe wyprodukowała konkurencyjna firma ze Słowenii. Czym różni się ich system od pańskiego?

PR: Te systemy są diametralnie różne. Inne technologie, inny warsztat.

 

MSz: Na razie skoczkowie w Polsce mogą korzystać z pańskich rozwiązań tylko w jednym miejscu – na Wielkiej Krokwi. Praca w Zakopanem była szczególnym wyzwaniem?

Nowe tory najazdowe na WIelkiej Krokwi (fot. Alicja Kosman / PZN)

Nowe tory najazdowe na Wielkiej Krokwi (fot. Alicja Kosman / PZN)

PR: Mam osobisty związek z Zakopanem, ponieważ rodzice bardzo często tam jeździli. Mamy tam dużo przyjaciół, stąd pewien sentyment do tego miejsca. To była dla mnie wielka niespodzianka, że zdecydowano się tam na przebudowę.

Warunki do stworzenia nowego obiektu były jednak bardzo trudne. Skala biurokracji była nie do uwierzenia. Nie chcę nawet mówić, w jakich warunkach trzeba musiały pracować moja firma oraz nasza firma partnerska, żeby doprowadzić ten projekt do skutku. Ale fakt doprowadzenia do rozegrania zawodów Pucharu Świata w ubiegłym sezonie, trzeba uznać ostatecznie za wielki sukces wszystkich stron. Efekt końcowy jest tu najważniejszy.

Nie znam innego miejsca na świecie, w którym zainteresowanie skokami było tak gigantyczne jak w Zakopanem. Tamtejsza atmosfera, kreowana przez dziesiątki tysięcy widzów, jest wyjątkowa.

 

rozmawiał Mikołaj Szuszkiewicz

 

Komentarze

comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *