Dawid Kubacki: „Nie napalam się. Małymi kroczkami pniemy się do góry”

Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)Dawid Kubacki w imponującym stylu zdominował letni cykl FIS Grand Prix 2017. Polak zwyciężał we wszystkich pięciu konkursach, w których wystartował i wygrał klasyfikację generalną. Czy jednak „król lata” nareszcie zdoła przełożyć świetną formę z igelitu na śnieg? – Nie ma się co napalać. Podchodzę do tego konsekwentnie – zapewnił.

 

Wielu kibiców z pewnością zadaje sobie pytanie, czy nareszcie ujrzymy Dawida Kubackiego skaczącego zimą na miarę ścisłej światowej czołówki. Latem Polak deklasował rywali, jednak zimowy Puchar Świata przynosi nowe wyzwania. Jak 27-latek podchodzi do nowych wyzwań? – Koncentruję się na tym, co mam do zrobienia. Dalej muszę iść tym systemem. Nie ma co zmieniać i się napalać. Dochodzą głosy, że kibice chcieliby nie wiadomo co. Ja podchodzę do tego konsekwentnie, tak jak latem. Nie ważne jest miejsce, ważne, żebym wykonał swoją robotę najlepiej jak potrafię, a po zawodach będziemy widzieć jakie to da miejsca – powiedział ze stoickim spokojem podczas wiślańskiej inauguracji sezonu. Kubacki wspomniał także o dotychczasowych problemach z przełożeniem wysokiej „letniej” formy na zimę. – W poprzednich latach była to kwestia psychiki, która nie do końca dawała radę. Czasami zdarzały się też inne sytuacje wkoło skoczni, które nie pomagały. Sukcesywnie jednak nad tym pracuję i wydaje mi się, że z roku na rok jestem coraz lepiej psychicznie przygotowany. Minionego lata pokazałem, że stać mnie na bardzo dobre skakanie. Dalej uważam, że jestem w tym gronie. Z drugiej strony nie napalam się. Wiem, że będzie to długi i ciężki sezon. Sporo pracy i wysiłku przede mną.

Podopieczny trenera Stefana Horngachera widzi zarówno plusy, jak i minusy wczesnej, listopadowej rywalizacji na skoczni w Wiśle. – Plusem dla nas jest to, że mieliśmy krótką podróż żeby się tu dostać, a ze względów regeneracyjnych to jest duża korzyść. Mamy swoją skocznię i swoich kibiców, którzy będą nam mocno dmuchali pod narty. Atmosfera przy polskich kibicach jest niesamowita. Możemy na tym zyskać – stwierdził. Dodał jednak, że stan przygotowania obiektu im. Adama Małysza nie jest wzorowy. – Ten zeskok może sprawiać problemy. Ze śniegu sztucznie wytworzonego czasem robi się „cukier” i nie bardzo chce się utrzymać. To nie jest pomocne przy lądowaniu, ale da się tam skakać. Na takim śniegu skakaliśmy chociaż podczas igrzysk olimpijskich w Soczi.

Podczas piątkowych treningów Kubacki zajmował odpowiednio 3. i 25. miejsce po skokach na 123 oraz 120 metrów. W kwalifikacjach 121-metrowa próba dała zawodnikowi z Szaflar 13. lokatę. Jak ocenił swoje próby? – To są nasze pierwsze skoki na śniegu. Wiedzieliśmy, że skocznia na dole nie jest perfekcyjnie przygotowana, dlatego podeszliśmy do tego na spokojnie. Dobre, solidne skoki, ale bez szarżowania i bez większych oczekiwań. Każdy skok trochę się różnił, bo testowałem jeszcze różne opcje, ale wszystko jest na dobrym poziomie. Ten ostatni skok był najlepszy jakościowo. Robiliśmy swoje.

Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy biało-czerwoni skupiają się na kluczowych imprezach sezonu (igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata w lotach) i czy przygotowują na ich czas specjalne rozwiązania sprzętowe. Jak finalne przygotowania do sezonu skwitował Dawid Kubacki? – Praca na zgrupowaniach za każdym razem wygląda podobnie. Ostatnie zgrupowanie w Hinzenbach było tajne z tego względu, że chcieliśmy mieć spokój i swobodę ruchu, żebyśmy mogli coś popróbować i przetestować bez zbędnych par oczu, które zaglądają zza pleców. Przygotowujemy się do sezonu jako do całości. Nie ma rozgraniczania na konkursy lepsze i gorsze. Za każdym razem dajemy z siebie 100 procent i to będzie nasza recepta na dobre skakanie.

Sezon 2016/2017 był historyczny pod względem osiągnięć biało-czerwonej drużyny. Czy kolejny może być jeszcze lepszy? – Myślę, że tak – ocenił Kubacki, po czym dodał: – To był dla nas dobry sezon, ale jeszcze było sporo rzeczy, które można było poprawić. Pracowaliśmy nad tym od kwietnia. Staramy się robić kolejne kroki do przodu. Może nie ogromne, ale małymi kroczkami pniemy się do góry.

 

korespondencja z Wisły,
Julia Piątkowska, Magdalena Janeczko

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram