Twardy wiślański zeskok, liczne upadki i krew… Co ze Stursą i Kornilovem?

Ratownicy medyczni zajmują się Denisem Kornilovem (fot. Julia Piątkowska)Skoczkowie startujący w inauguracji Pucharu Świata w Wiśle podzielili się na dwie grupy. Jedni chwalili organizatorów, którzy w trudnych jesiennych warunkach przygotowali do zimowych skoków obiekt im. Adama Małysza. Drudzy, którzy zaliczyli pechowe upadki na zmrożonym zeskoku, zdecydowali się nawet na krytykę zawodów w Polsce.

 

Zeskok skoczni im. Adama Małysza w Wiśle w ciągu ostatnich dni przed pucharową inauguracją był wypełniany ponad 30-centymetrową warstwą sztucznie wytworzonego śniegu, który w pewnym stopniu różni się od naturalnego. Biała pokrywa była bardzo twarda, o czym przekonało się kilku zawodników, którym przydarzyły się pechowe upadki spowodowane albo nierównościami w strefie lądowania i odjazdu, albo też chwilową dekoncentracją i nieuwagą.

Vojtech Stursa tuż przed upadkiem w Wiśle (fot. Julia Piątkowska)
Vojtech Stursa tuż przed upadkiem w Wiśle (fot. Julia Piątkowska)

Najgroźniejsze z nich były udziałem Vojtecha Stursy, Denisa Kornilova i Daiki Ito. Reprezentant Czech zaliczył groźny upadek jeszcze podczas piątkowych kwalifikacji do niedzielnego konkursu indywidualnego. Po wylądowaniu skoku na odległość 114 metrów prawa narta Stursy zakantowała, uderzyła w lewą, 22-latek z impetem runął na zmrożoną taflę śniegu, a jego stawy kolanowe wygięły się w nienaturalny sposób. – To była moja wina, ale przygotowanie skoczni to była prawdziwa tragedia. Nie wiem jak można było skakać na górze lodowej – krytykował w poście zamieszczonym na Facebooku. – Domyślam się, że nie jest łatwo przygotować skocznię przy temperaturze +15 stopni Celsjusza, jednak po prostu całe takie zawody są nonsensowne. Matka Natura puka się pewnie w czoło. Powinniśmy być świadomi, że na pierwszym miejscu powinno być zdrowie, a nie pieniądze – dodał. Zaznaczmy, że podopieczny trenera Richarda Schallerta nie zdołał zakwalifikować się do niedzielnych zmagań indywidualnych, a w konkursie drużynowym w czeskiej ekipie zastąpił go Tomas Vancura.

Krytykę Czecha w stronę działaczy zakończyła jednak pocieszająca informacja. Vojtech Stursa nie nabawił się żadnych urazów i po krótkim odpoczynku, już w poniedziałek będzie mógł powrócić do treningów.

 

 
Upadek Denisa Kornilova (fot. Julia Piątkowska)
Upadek Denisa Kornilova (fot. Julia Piątkowska)

O sporym pechu może mówić też doświadczony reprezentant Rosji, Denis Kornilov, który upadł już podczas sobotnich zmagań drużynowych. 31-letniemu zawodnikowi tuż po zetknięciu się z podłożem za 116 metrem wypięła się lewa narta, po czym przy prędkości bliskiej 100 kilometrom na godzinę uderzył on o zmrożony śnieg. Konsekwencją okazało się podbite oko i zakrwawiony nos. Zawodnikiem przez pewien czas zajmowały się służby medyczne, po czym na szczęście reprezentant Sbornej o własnych siłach mógł opuścić zeskok wiślańskiego obiektu im. Adama Małysza. W przypadku Rosjanina skutki upadku okazały się jednak na tyle bolesne, że do rywalizacji powróci on dopiero za dwa tygodnie, w trakcie konkursów w swojej ojczyźnie w Niżnym Tagile. Kornilova zabraknie zatem podczas przyszłotygodniowych zmagań w fińskiej Ruce.

Daiki Ito (fot. Julia Piątkowska)
Daiki Ito (fot. Julia Piątkowska)

Bardzo podobny upadek przydarzył się o rok starszemu od Rosjanina Japończykowi, Daiki Ito. Reprezentant Kraju Kwitnącej Wiśni stracił równowagę przy odjeździe po wypięciu się prawej narty. Można przypuszczać, że tak częste przypadki utraty „desek” tuż po lądowaniu mogły być spowodowane bardzo twardą pokrywą śnieżną – w momencie zderzenia się nart z podłożem zadziałał mechanizm wypinania się wiązań mający chronić zawodników przed kontuzjami stawów kończyn dolnych. Ito podobnie jak Kornilov opuścił zeskok z zakrwawioną twarzą przy asyście ratowników medycznych. Nie otrzymaliśmy jednak żadnych informacji mówiących o absencji Japończyka w kolejnych konkursach najwyższej rangi.

Ville Larinto (fot. Bartosz Leja)
Ville Larinto (fot. Bartosz Leja)

To nie jedyne upadki, które przytrafiły się podczas weekendu z Pucharem Świata w Wiśle. W trakcie piątkowych treningów ze zmrożonym śniegiem „przywitał się” Ville Larinto. Dla 27-letniego Fina wypadek ten okazał się na tyle poważny, że nie wystartował on później w żadnej z konkursowych serii, ani w kwalifikacjach. Szczęśliwie po badaniach okazało się, że podopieczny trenera Andreasa Mittera nie doznał żadnych poważnych urazów. Ponadto w kwalifikacjach z powodu problemów przy odjeździe swoją próbę podparł Słoweniec Anze Lanisek, na wiślańskim sztucznym śniegu leżał też Kazach Sergey Tkachenko, a Norweg Anders Fannemel po upadku uderzył nawet w bandę okalającą zeskok i zniszczył jedną z nart. Nawet niektórzy polscy skoczkowie w wywiadach przyznawali, że lądowanie w czasie minionego weekendu nie było łatwym zadaniem, na co uczulał ich sam trener Stefan Horngacher.

Zeskok na obiekcie im. Adama Małysza w Wiśle (fot. Bartosz Leja)
Zeskok na obiekcie im. Adama Małysza w Wiśle (fot. Bartosz Leja)

Tak duża liczba upadków zapisała się w pamięci kibiców, zawodników, ale zapewne także działaczy Międzynarodowej Federacji Narciarskiej. Czy potraktują oni heroiczną walkę organizatorów wiślańskiej imprezy o przygotowanie obiektu do zimowych warunków jako pozytyw, czy raczej uznają, że rywalizacja na sztucznej, twardej pokrywie śnieżnej nie była najlepszym pomysłem? O tym przekonamy się zapewne podczas decyzji związanych z kalendarzem Pucharu Świata na sezon 2018/2019. Na koniec wśród powyższych negatywów zacytujmy jednak Kamila Stocha, który chyba jako jedyny wyraźnie doceniał starania organizatorów i osób pracujących nad przygotowaniem obiektu i niemal w każdym z wywiadów dodawał: „… a skocznia była przygotowana bardzo dobrze”.

 

źródło: informacja własna / Facebook.com

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram