Skoczkinie z Europy przerwą japońską dominację?

Katharina Althaus i Carina Vogt (fot. Julia Piątkowska)

Katharina Althaus i Carina Vogt (fot. Julia Piątkowska)

Katharina Althaus i Carina Vogt (fot. Julia Piątkowska)Słowenia, Austria i Niemcy to trzy czołowe europejskie drużyny poprzedniego sezonu w skokach narciarskich kobiet. Czy będą w stanie nawiązać walkę z Sarą Takanashi, która w ostatnich trzech latach zdominowała tę dyscyplinę? Już pierwszy konkurs w Lillehammer pokazał, że skoczkinie z Europy są w stanie zdetronizować zawodniczkę z Kraju Kwitnącej Wiśni.

 

Niemki z najmocniejszą drużyną?

Katharina Althaus (fot. Frederik Clasen)
Katharina Althaus (fot. Frederik Clasen)

Co prawda po zwycięstwo w inauguracyjnych zawodach Lillehammer Triple sięgnęła Norweżka Maren Lundby, to ze znakomitej strony pokazały się niemieckie skoczkinie, które uzupełniły konkursowe podium. Druga była Katharina Althaus, a trzecią lokatę zajęła Carina Vogt. Ponadto w czołowej dziesiątce zmieściły się Svenja Wuerth i Gianina Ernst, a drugą dziesiątkę stawki otworzyła Juliane Seyfarth. Na 24. pozycji zmagania ukończyła ostatnia z Niemek, Anna Rupprecht. – Jestem bardzo zadowolona z wyniku. Pokazałam dwa dobre skoki i mam nadzieję, że je powtórzę. Lubię normalną skocznię w Lillehammer, jednak jestem naprawdę podekscytowana perspektywą konkursu na dużym obiekcie w niedzielę – przyznała po wywalczeniu drugiej pozycji Althaus. Z występu na Lysgaardsbakken (HS-98) zadowolona była także Vogt, która zauważyła jak ważny dla pań jest norweski mini turniej. – Lillehammer Triple to świetny pomysł. W żeńskich skokach narciarskich potrzebujemy robić kolejne kroki naprzód, a ten jest jednym z nich – podkreśliła.

Carina Vogt (fot. Julia Piątkowska)
Carina Vogt (fot. Julia Piątkowska)

Nasze przygotowanie przebiegły optymalnie. Carina miała kontuzję kolana, ale jej rehabilitacja zakończyła się sukcesem – przyznał trener niemieckiej drużyny kobiet, Andreas Bauer. – Nie mogłam skakać latem i jestem ciekawa, gdzie teraz jestem w stosunku do innych zawodniczek. Trudno jest mi to ocenić, zobaczymy jaki jest mój poziom. Moim celem jest jednak pierwsza dziesiątka – mówiła jeszcze przed rozpoczęciem sezonu mistrzyni olimpijska z Soczi. Reprezentantka Niemiec tuż przed inauguracją kobiecego cyklu FIS Grand Prix upadła na treningu, skręciła staw kolanowy i w związku z tym jej letnie przygotowania zostały w pewien sposób zakłócone. Patrząc jednak na najlepszą w karierze inaugurację sezonu olimpijskiego, obrończyni tytułu mistrzowskiego prezentuje wysoką i stabilną formę.

Katharina Althaus skacze coraz lepiej pod względem technicznym. Svenja Wurth poprawiła lądowanie. Carina Vogt po powrocie do zdrowia z dnia na dzień skacze coraz lepiej, a Juliane Seyfarth to nasz czwarty zawodnik na bardzo dobrym poziomie. Anna Rupprecht wróciła do skakania w połowie października po dziesięciomiesięcznej przerwie. Jeśli w Lillehammer zdobędzie punkty, to będzie to sukces. Gianina Ernst to młoda zawodniczka i jesteśmy zadowoleni z jej dotychczasowych wyników – komentował przygotowania poszczególnych zawodniczek trener zespołu Andreas Bauer.

Anna Rupprecht (fot. Frederik Clasen)
Anna Rupprecht (fot. Frederik Clasen)

Początek zeszłego sezonu był bardzo dobry w wykonaniu Anny Ruppecht, która w Lillehammer wywalczyła pierwsze w karierze podium. Niestety już w czwartym starcie w zeszłym roku doznała kontuzji – zerwała przednie więzadła krzyżowe w lewym kolanie. Dla młodej zawodniczki oznaczało to przedwczesny koniec sezonu oraz aż 10 miesięcy przerwy od skoków. – W pierwszej połowie roku na pierwszym miejscu była rehabilitacja. Kiedy kolano było już stabilne, w sierpniu ponownie rozpoczęłam treningi, a do skoków powróciłam dopiero w październiku. W porównaniu z innymi dziewczynami wciąż jestem dość daleko, ale dzięki rozpoczęciu skakania na normalnym obiekcie, kolano jest nieco oszczędzane – mówiła 21-letnia reprezentantka klubu SC Degenfeld.

 

Słowenki wciąż mają rezerwy

Poprzedni sezon reprezentantki Słowenii zakończyły na trzecim miejscu w Pucharze Narodów, a indywidualnie najlepiej, bo na siódmej pozycji uplasowała się Ema Klinec. Stane Baloh, główny szkoleniowiec słoweńskiej drużyny pań do Lillehammer zabrał sześć zawodniczek. – Mam nadzieję, że już od piątku wszystko, co wypracowaliśmy znajdzie odzwierciedlenie w wynikach. Przede wszystkim zawodniczki muszą uwierzyć w to, co zrobiły przez sezon letni. Dziewczyny są gotowe do startów – mówił jeszcze przed wylotem do Norwegii.

Spela Rogelj (fot. Bartosz Leja)
Spela Rogelj (fot. Bartosz Leja)

W inauguracyjnym konkursie w czołowej dziesiątce zmieściły się dwie jego podopieczne – na 9. miejscu była Spela Rogelj, a na 10. pozycji zmagania ukończyła Ursa Bogataj. Obie podkreślały, że mimo obecności w szerokiej czołówce, nie są w pełni usatysfakcjonowane. – Mam jeszcze rezerwy, ale one zawsze będą – stwierdziła Bogataj. Wtórowała jej Rogelj, która przed trzema laty triumfowała w pucharowej inauguracji w Lillehammer. – Jestem zadowolona z wyniku, ale nie do końca ze swoich prób. W obu skokach popełniłam duże błędy – w pierwszym zbyt wcześnie wybiłam się z progu, w drugim nie miałam wystarczającej prędkości. Zdałam sobie sprawę jakie mam jeszcze rezerwy. Teraz muszę zachować spokój podczas zawodów i być bardziej zrelaksowaną. Wtedy wszystko będzie łatwiejsze – komentowała. 

Dodajmy, że słoweńskie grono punktujących uzupełniły Nika Kriznar (18. miejsce) oraz Ema Klinec (26. miejsce). Sporą niespodzianką in minus był jednak brak awansu do finału doświadczonej Maji Vtic (32. miejsce).

 

Austriaczki bez Iraschko-Stolz stracą siłę ognia?

Daniela Iraschko-Stolz (fot. Julia Piątkowska)
Daniela Iraschko-Stolz (fot. Julia Piątkowska)

Podczas tegorocznego okresu przygotowawczego zarówno w austriackiej kadrze męskiej, jak i żeńskiej pojawiło się wiele problemów zdrowotnych. W drużynie Heinza Kuttina kontuzji doznali Gregor Schlierenzauer i Michael Hayboeck, natomiast u pań kolejną operację kolana przeszła Daniela Iraschko-Stolz. Co więcej, na początku lata również Jacqueline Seifriedsberger zmagała się z urazem.

Początek przygotowań był dla nas bardzo trudny. Kontuzji doznały Jacqueline i Daniela, a dodatkowo Eva Pinkelnig nie osiągnęła jeszcze swojego dobrego poziomu po upadkach, które miała zeszłej zimy. Tylko Chiara Hoelzl była w stanie ukończyć przygotowania zgodnie z planem. Jednak w trakcie lata Chiara i Jacqueline zrobiły duży postęp i mam nadzieję, że wykorzystają swój potencjał, by tej zimy rywalizować na najwyższym poziomie – mówił szkoleniowiec austriackiej kadry, Andreas Felder. Dwie wymienione wyżej zawodniczki Hoelzl i Seifriedsberger, w inauguracyjnym konkursie w Lillehammer zajęły odpowiednio 12. i 20. miejsce. Dodajmy, że wcześniej rundy kwalifikacyjnej nie przebrnęły dwie mniej doświadczone Austriaczki, Claudia Purker i Elisabeth Raudaschl.

Chiara Hoelzl (fot. Julia Piątkowska)
Chiara Hoelzl (fot. Julia Piątkowska)

Chiara skacze na wysokim poziomie, bardzo jej ufam od samego początku. Jacqueline potrzebuje czegoś innego, wciąż ma elementy do poprawy. Claudia Purker i Elisabeth Raudaschl to dwie młode zawodniczki, jeśli będą oddawać takie skoki jak podczas treningów, to będą punktowały. Niemniej jednak, to nie będzie dla nas łatwy sezon, konkurencja jest bardzo duża – mówił trener Andreas Felder, zauważając brak swojej najmocniejszej podopiecznej. – Kontuzja Danieli to bardzo przykra sprawa, ale operacja była konieczna. Mam nadzieję, że jej powrót nastąpi zgodnie z planem, tak by miała jeszcze trochę czasu, by przygotować się do igrzysk olimpijskich.

Z przedsezonowych zgrupowań i treningów zadowolona jest 13. zawodniczka poprzedniego sezonu Pucharu Świata, Chiara Hoelzl. – Przygotowanie poszło dobrze, mogłam w spokoju wykonać zaplanowany program. Ze względu na małą ilość osób w kadrze dużo pracowałam z trenerami i mam wrażenie, że zrobiłam kolejny krok naprzód. Zmiana z igelitu na śnieg w Ramsau wyszła bardzo dobrze. Trening na dużej skoczni w Lillehammer dodały mi pewności siebie. Moja forma jest coraz lepsza. Dodatkową motywacją są dla mnie igrzyska olimpijskie, ponieważ dzięki nim podczas ciężkich treningów wiem do czego dążę – mówiła mistrzyni świata juniorów z 2016 roku. Przypomnijmy, że Hoelzl ma już na swoim koncie udział w olimpijskich zmaganiach w Soczi – w 2014 roku zajęła tam 25. lokatę.

Jacqueline Seifriedsberger (fot. Julia Piątkowska)
Jacqueline Seifriedsberger (fot. Julia Piątkowska)

Problemy ze zdrowiem wpłynęły na przygotowania obecnie najstarszej w austriackiej kadrze, 26-letniej Jacqueline Seifriedsberger – Jeżeli chodzi o przygotowanie fizyczne, nie jestem tam, gdzie chciałabym być. Przygotowania były rzeczywiście opóźnione przez kontuzję. Teraz wreszcie wszystko idzie zgodnie z planem. Najpierw była regeneracja na Cyprze, następnie oddałyśmy pierwsze skoki na śniegu. Zdaję sobie jednak sprawę, że stać mnie na lepsze skoki i mam nadzieję, że będę konsekwentnie dążyła do swojego dobrego poziomu – podsumowała swoją obecną dyspozycję brązowa medalistka z mistrzostw świata z Val di Fiemme.

Austria, Niemcy czy Słowenia, a może norweska „jedynaczka” w czołówce, Maren Lundby? Która z nacji będzie regularnie stawała na pucharowym podium? Która ze skoczkiń najlepiej zaprezentuje się na Igrzyskach Olimpijskich w PyeongChang? I czy ktoś będzie w stanie przerwać japońską dominację Sary Takanashi? Pierwszy konkurs w Norwegii przyniósł iskierkę zmian. Pytania na większość odpowiedzi poznamy jednak w najbliższych tygodniach i miesiącach po kolejnych narciarskich bataliach kobiet.

 

Malwina Wójciak
źródła: informacja własna / sloski.si / oesv.at / DSV / fis-ski.com

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram