Problemy w klubie czeskich kadrowiczów. Skocznie grożą zawaleniem?

Nowe Miasto widok ogólny fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Jesienią tego roku w czeskim Nowym Mieście na Morawach przestały funkcjonować dwie igelitowe skocznie narciarskie – K 53 i K 28. Powód? Obiekty, na których uczyli się skakać Viktor Polášek i Vojtěch Štursa, są w tak złym stanie, że organizatorzy boją się wpuszczać na nie młodych zawodników. Aby wymienić zbutwiałe odeskowanie i wskrzesić skocznie, miejscowy klub szuka finansowego wsparcia.

 

Próg obiektu K 53, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Próg obiektu K 53, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Dziesięciotysięczne Nowe Miasto na Morawach kojarzy się miłośnikom sportów zimowych głównie z biathlonem (arena Pucharu Świata oraz mistrzostw świata w tej dyscyplinie) i biegami narciarskimi. Jednak tradycje tamtejszych skoków narciarskich wiążą się z ponad stuletnimi dziejami. Spośród kilku skoczni, które znajdowały się w różnych lokalizacjach na terenie miasta, do dziś w użyciu przetrwał tylko igelitowy kompleks na górze zwanej Szubienicą (Šibenice). 

Wieża najazdowa skoczni K 53, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Wieża najazdowa skoczni K 53, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Teraz nawet nad Szubienicą zawisły czarne chmury. I nie chodzi tylko o październikową burzę, podczas której na rozbieg największej skoczni runęło drzewo, zresztą do tej pory nieusunięte przez miejscowe leśnictwo. Jeszcze przed tym zdarzeniem stan obiektu pozostawiał wiele do życzenia. – Ostatni remont miał miejsce przed dwunastoma laty – przyznał serwisowi idnes.cz Jan Skřička, sekretarz miejscowego klubu SK Nové Město na Moravě. – Naprawa dotyczyła przede wszystkim drewnianych elementów rozbiegu. Po tych latach odeskowanie w wyniku zjawisk klimatycznych uległo całkowitemu zniszczeniu – dodał działacz.

Widok ze szczytu wieży najazdowej skoczni K 53, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Widok ze szczytu wieży najazdowej skoczni K 53, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Jeszcze w szczycie tegorocznego sezonu igelitowego na nowomiejskich skoczniach odbywały się treningi lokalnych zawodników. Jednak już w październiku klub zrezygnował z organizacji tradycyjnych zawodów, odbywających się co roku w tym okresie. – Nie odważyliśmy się wpuścić dwadzieścioro dzieci naraz na skocznię – powiedział Jan Hradil, jeden z trenerów w klubie SK Nové Město. – Fakt jest taki, że jak wejdziecie na wieżę, to od razu spadniecie - skomentował stan większego obiektu Skřička.

Skocznie w Nowym Mieście w sierpniu 2017, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Skocznie w Nowym Mieście w sierpniu 2017, fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Skoczkowie z Nowego Miasta na Morawach na miejscu są obecnie zmuszeni skupić się na “suchym” szkoleniu. Trener Hradil opowiedział czeskim dziennikarzom, że do przeprowadzania treningu imitacyjnego, będącego namiastką prawdziwych skoków, przygotowali sobie wózeczek na szynach. W tej chwili szukają do niego materaca. - Warunki mamy może nieco amatorskie, ale na nic innego nie możemy liczyć. I na razie to jakoś funkcjonuje - przyznał szkoleniowiec.

Lomnice nad Popelkou - przykład sprawnie działającego ośrodka skoków w Czechach. fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Lomnice nad Popelkou – przykład sprawnie działającego ośrodka skoków w Czechach. fot. Mikołaj Szuszkiewicz

Czy więc problem jest aż tak wielki, jak może się wydawać? Według Skřički młodzież z jego klubu w przeszłości i tak skakała zimą głównie poza Nowym Miastem, m.in. w Machovie oraz Lomnicy nad Popelkou. Winny był niedostatek śniegu. – To nie jest tak, że nie mamy gdzie skakać. Skoczkowie często jeżdżą na obozy szkoleniowe. Spośród naszych zespołów sportowych spędzają najwięcej czasu na wyjazdach do innych ośrodków - stwierdził sekretarz ekipy, zaznaczając jednak, że planuje się remont skoczni na Szubienicy.

Vojtěch Štursa, wychowanek SK Nové Město..., fot. Julia Piątkowska

Vojtěch Štursa, wychowanek SK Nové Město, dziś w Dukli Liberec…, fot. Julia Piątkowska

Pierwsze plany zakładały rozległą przebudowę. Koszta takiej inwestycji miały wynieść 1,5 miliona koron (ok. 250 tysięcy złotych), jednak SK Nové Město nie ma zamiaru wydawać aż tylu pieniędzy. - Jeśli cały roczny budżet klubu wynosi 8 milionów koron, nie możemy zabrać 1,5 miliona i wydać tyle na skocznie – przyznał prezes klubu Jiří Hamza. Według działacza nie udało się uzyskać dofinansowania z Czeskiego Związku Narciarskiego (SLČR), a sytuacji nie ułatwiła zawieszona możliwość pobierania ministerialnych dotacji. W okrojonej opcji klub zamierza wyremontować przynajmniej mniejszy obiekt. Pomóc ma w tym miasto, które zapewniło już 160 tysięcy koron (na 260 tysięcy potrzebnych do wykonania remontu) wsparcia. Mówi się też o dokończeniu budowy malutkiego obiektu dla dzieci. 

Viktor Polasek, fot. Bartosz Leja

…i Viktor Polášek, wciąż reprezentujący nowomiejską ekipę, fot. Bartosz Leja

W SK Nové Město skoki i kombinację trenuje czternastoosobowa grupa. Reprezentantem nowomiejskiej drużyny jest Viktor Polášek, a jej wychowankiem – inny czeski kadrowicz, Vojtěch Štursa (obecnie w klubie Dukla Liberec). - Polášek w ubiegłym sezonie został mistrzem świata juniorów. To jeden z powodów, dla których szkoda, że nasze skocznie nie działają tak, jak powinny. Mamy dwóch świetnych trenerów: to Rostislav Latzka i Jiří Hradil. Dzieci, które mają odwagę skakać na nartach, przybywa – powiedział idnes.cz Michal Šmarda, burmistrz Nowego Miasta. Być może dzięki wsparciu władz samorządowych, tamtejszej drużynie skoczków uda się przetrwać.

 

źródło: sport.idnes.cz

 

Komentarze

comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *