Kamil Stoch: „Nie jesteśmy maszynami, ale wszystko jest na dobrej drodze”

Kamil Stoch triumfuje w Innsbrucku (fot. Julia Piątkowska)Kamil Stoch bardzo pewnie kroczy po drugie w karierze zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni. W Innsbrucku odniósł trzecią wiktorię z rzędu i umocnił się na prowadzeniu w prestiżowym cyklu. Sam przyznaje jednak, że w Bischofshofen o sukces nie będzie łatwo. – Nerwów na pewno będzie sporo. Nie jesteśmy maszynami – stwierdził.

 

Stoch bardzo dobry, ale nie perfekcyjny

Kamil Stoch ma za sobą zwycięstwo na Schattenbergschanze w Oberstdorfie, później, w pierwszym dniu Nowego Roku lider polskiej kadry okazał się najlepszy na Grosse-Olympiaschanze w Garmisch-Partenkirchen. Dziś podopieczny trenera Horngachera dołożył do tego triumf na Bergisel w Innsbrucku i znacznie zbliżył się do sięgnięcia po drugiego w karierze Złotego Orła za wygranie całego Turnieju Czerech Skoczni. 

Podium konkursu w Innsbrucku (od lewej: D.A.Tande, K.Stoch, A.Wellinger), fot. Julia Piątkowska
Podium konkursu w Innsbrucku (od lewej: D.A.Tande, K.Stoch, A.Wellinger), fot. Julia Piątkowska

To był dobry, jednak nie łatwy dzień z powodu obfitych opadów deszczu. Każdy jednak miał takie same warunki i musiał sobie z tym radzić. Nie czułem, żeby mnie przytrzymywało w torach i żeby były wolniejsze. Jestem bardzo usatysfakcjonowany z pracy, którą wykonałem i ze skoków, ponieważ wszystkie trzy były dziś bardzo dobre – przyznał Stoch, który najpierw okazał się najlepszy w serii próbnej (osiągnął 131 metrów), a później dwukrotnie deklasował rywali w rundach konkursowych skokami na 130 i 128,5 metra. – Z tego co trenerzy sądzą, nigdy nie ma perfekcyjnego skoku. Zawsze jest coś, co można zrobić lepiej. Ja cieszę się z tego co mam teraz i z tych skoków, które teraz oddaję. One są naprawdę na dobrym poziomie i dają mi dużo radości, satysfakcji z siebie. Dają mi poczucie, że wszystko jest na dobrej drodze – zapewnił po triumfie w Tyrolu.

 

Czy Stoch powtórzy wyczyn Hannawalda?

Sven Hannawald (fot. Julia Piątkowska)
Sven Hannawald (fot. Julia Piątkowska)

Po trzecim turniejowym triumfie mocniej z pewnością biją nie tylko serca polskich, ale także niemieckich fanów. Przy ponad 60 punktach przewagi nad drugim w turniejowej klasyfikacji jest niemal pewne, że to Polak sięgnie po końcowy triumf. Kamil Stoch jest jednak również o krok od powtórzenia historycznego wyczynu Svena Hannawalda, który w sezonie 2001/2002 wygrał wszystkie cztery konkursy zaliczane do 50. Turnieju Czterech Skoczni. 30-letni polski zawodnik wyraźnie unika spekulacji z tym związanych. – Oczywiście nerwy też mi towarzyszą. Nie jesteśmy maszynami, jesteśmy tylko ludźmi, więc to naturalne, że odczuwamy emocje, te lepsze i te gorsze. Nie koncentruję się na wygrywaniu i pobijaniu rekordów. Staram się skupiać na sobie i moich własnych skokach. Jestem za stary, aby myśleć tylko o wygrywaniu, to podpowiada mi doświadczenie. Nie zawsze wszystko jest zależne od zawodników, są też inne czynniki – tłumaczył kurtuazyjnie reprezentant Polski, po czym dodał: – Myślę, że nie ma co się stresować, bo to mi w niczym nie pomoże, aczkolwiek nerwów na pewno będzie sporo. Postaram się ze wszystkich sił dać z siebie tyle ile będę w stanie. Chcę realizować założenia, oddawać dobre skoki, wykonywać na skoczni swoje zadanie i cieszyć się z tego co robię.

 

O upadku Freitaga: „Trzeba było mieć trochę szczęścia”

Widok ze skoczni Bergisel w Innsbrucku (fot. Julia Piątkowska)
Widok ze skoczni Bergisel w Innsbrucku (fot. Julia Piątkowska)

Kamil Stoch odniósł się też do pechowego upadku, a także późniejszej absencji (w rundzie finałowej) swojego najgroźniejszego rywala, Richarda Freitaga, który praktycznie nie ma już szans na powalczenie w 66. Turnieju Czterech Skoczni choćby o podium. – Nie jest łatwo mówić o tej sytuacji. Dzisiaj trzeba było mieć trochę szczęścia, żeby wylądować na w miarę równym podłożu i później zachować dobrą równowagę. Oczywiście to smutne i przykre dla Richarda, ponieważ nikt nie chce upadków, ja też nikomu tego nie życzę. Wiem jak to jest, pracujemy ciężko, walczymy i dajemy z siebie wszystko, ale czasami takie sytuacje się po prostu zdarzają. Jako skoczkowie zawsze musimy być skoncentrowani do samego końca. Jedyne co można teraz zrobić, to jakoś przez to przejść i patrzeć w przyszłość – stwierdził Polak, po czym zaadresował kilka słów do niemieckiego zawodnika: – Życzę Richardowi wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że wróci na wysoki poziom tak szybko jak do możliwe i że będę mógł z nim rywalizować.

 

Stoch: „Pilch ma udany debiut”

Tomasz Pilch (fot. Julia Piątkowska)
Tomasz Pilch (fot. Julia Piątkowska)

Lider biało-czerwonej ekipy nie omieszkał także skomentować postawy swoich kolegów z drużyny, którzy tuż po zwycięskim skoku czekali na Stocha na zeskoku Bergisel. – Zawsze są to piękne momenty, dla mnie to bardzo pozytywne, jeśli koledzy na mnie czekają. Zresztą ja też, jeżeli mam okazję, to staram się czekać na swoich kolegów, którzy są wyżej ode mnie po pierwszej serii. To daje poczucie solidarności i wsparcia. Każdy z nas może osiągnąć super wynik, bo ciężko na to pracujemy – podkreślił dwukrotny mistrz olimpijski. – Super, że prawie wszyscy weszliśmy do drugiej serii, może oprócz Tomka Pilcha. Dla niego to i tak udany debiut, bo w Turnieju Czterech Skoczni od razu wejść do konkursu i skoczyć niezły skok… Jak na 17-letniego debiutanta skoczył naprawdę dobrze. Reszta spisała się na dobrym poziomie, ale stać ich na dużo więcej, bo i Dawid Kubacki i Stefan Hula skakali dużo lepiej w treningach. Piotrek Żyła i Maciek Kot też mogą zrobić więcej. Kuba Wolny skoczył optymalnie – podsumował.

Na koniec Kamil Stoch wspomniał o tym, jak pomiędzy turniejowymi rundami i treningami udaje mu się zagospodarować wolny czas. – Staram się czytać książki. Mam dobrą, wciągającą powieść przygodową, oglądamy czasem film, słuchamy muzyki, gramy w karty. Rozmawiam też przez telefon z żoną… poza skocznią staram się żyć normalnie i nie myśleć niepotrzebnie o tym, co wyprowadzałoby mnie z równowagi. Teraz chcę pojechać do Bischofshofen, wykąpać się, zjeść coś i położyć do prawdziwego łóżka.

 

korespondencja z Innsbrucka,
Julia Piątkowska, Jagoda Bodzianny

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram