Adam Małysz dla SP: „Za moich czasów każdy chciał być Małyszem, teraz – Stochem”

Adam Małysz (fot. Bartosz Leja)W Oberstdorfie Kamil Stoch zdobył to, czego w sportowym dorobku zabrakło Adamowi Małyszowi – medal Mistrzostw Świata w lotach. Sam „Orzeł z Wisły” przyznał, że młodszy kolega przebił go pod względem osiągnięć. W wywiadzie dla SkokiPolska.pl Małysz opowiedział też m.in. o kondycji polskich skoków, zbliżających się igrzyskach i talencie Tomasza Pilcha.

 

Adam Małysz i Kamil Stoch – bez wątpienia dwie największe postaci w polskich skokach narciarskich. Ten pierwszy ma na swoim koncie m.in. cztery Kryształowe Kule, cztery mistrzostwa świata i Turniej Czterech Skoczni. Ten drugi ma prawie wszystkie najcenniejsze zdobycze, co więcej wywalczył dwa złote medale igrzysk olimpijskich i medal w światowym czempionacie w lotach. Adam Małysz w wywiadzie dla naszego portalu opowiedział o sportowych porównaniach z Kamilem Stochem, najlepszych skoczkach narciarskich w historii, przygotowaniach biało-czerwonej kadry do zbliżających się igrzysk olimpijskich, talencie swojego siostrzeńca, Tomasza Pilcha, a także problemach w zapleczu polskiej kadry narodowej.

 
Kamil Stoch z polskim sztabem szkoleniowym i Adamem Małyszem (fot. Alicja Kosman / PZN)
Kamil Stoch z polskim sztabem szkoleniowym i Adamem Małyszem (fot. Alicja Kosman / PZN)

Bartosz Leja: Polscy skoczkowie po zmaganiach na „mamuciej” skoczni w Oberstdorfie zostali w Niemczech. Pan również?

Adam Małysz: Ja jechałem do domu pod razu po zawodach. Chłopaki z kadry A zostali na treningach w Oberstdorfie do dzisiaj.

 

Jakie są Pana wrażenia po Mistrzostwach Świata w lotach? Czy srebro Kamila Stocha i brąz polskiej drużyny to sukces w pełni, czy noszący znamiona niedosytu?

Zawsze trzeba mocno stać na nogach i patrzeć na realia, które są w danym momencie. Według prognoz, po treningach i zawodach indywidualnych można było powiedzieć, że będziemy na drugim miejscu, a może nawet uda się powalczyć z Norwegami. A tutaj walczyliśmy z Niemcami o trzecie miejsce, bo wyskoczyli Słoweńcy, którzy też okazali się być poza naszym zasięgiem. Nikt nie przypuszczał, że oni tak wypalą w drużynówce. Nawet Domen Prevc, który w treningach skakał nieco ponad 150 metrów, nagle zaczął latać… To było zaskoczenie. Myślę jednak, że ogólnie wszyscy byli zadowoleni z medali, które chłopaki zdobyli.

 

Stoch ma już w swoim dorobku medale z wszystkich najważniejszych imprez. Nasuwa się porównanie, którego on sam nie chce rozpatrywać. Pan jako były zawodnik może bardziej. Kto jest bardziej utytułowany: Kamil Stoch czy Adam Małysz?

Adam Małysz (fot. Martyna Osuchowska / Behind the Sport)
Adam Małysz (fot. Martyna Osuchowska / Behind the Sport)

Zdecydowanie bardziej utytułowany jest Kamil Stoch. Bez dwóch zdań osiągnął więcej niż ja, zdobył wszystko. Ja nie miałem medalu Mistrzostw Świata w lotach, olimpijskiego złota, Kamil miał. Ja zdobyłem za to cztery Kryształowe Kule, Kamil jedną… Kwestia jest taka, że skakaliśmy w trochę innych czasach. Za czasów Piotra Fijasa, on był najlepszym polskim skoczkiem, a na świecie królowali Matti Nykaenen, Jens Weissflog, Dieter Thoma, Ernst Vettori. W moich czasach można by mnie porównywać do Martina Schmitta czy Svena Hannawalda. I takie porównania były. Porównywać powinno się jednak tych zawodników, którzy skakali w podobnych czasach. Teraz nie do końca fair byłoby zestawianie Stocha z Nykaenenem. Fin zdobył wszystko co było możliwe, Polak też. Gdyby ktoś zaczął to jednak rozkładać na jednostki… Na przykład kiedyś nie było tylu konkursów, teraz jest ich więcej i jednocześnie jest więcej szans. Z drugiej strony dłużej trzeba utrzymać wysoką formę, żeby zdobyć Kryształową Kulę. To wszystko jest niewymierne.

Gdyby jednak tylko w ten sposób myśleć, to ciężko byłoby osiągać sukcesy. Zawodnik skupia się na swoim, na tym co jest przed nim i co ma do zrobienia. Nie na tym co już osiągnął i nie na tym, żeby być tym najlepszym. Podium czy wygrane to następstwo dobrej pracy.

 

Jeden z działaczy Niemieckiego Związku Narciarskiego stwierdził w rozmowie z nami, że Kamil Stoch z roku na rok staje się coraz lepszy. Polak ma 30 lat. Czy jest w stanie utrzymywać wysoką formą tak długo jak choćby Noriaki Kasai?

Polska drużyna w Oberstdorfie (fot. Bartosz Leja)
Polska drużyna w Oberstdorfie (fot. Bartosz Leja)

Kasai bardzo się oszczędza i całego Pucharu Świata na pewno by już teraz nie zdobył. Japończyk mało startuje i odpuszcza niektóre serie, żeby móc startować w najważniejszych imprezach. Jak Kamil długo wytrzyma? Oby jak najdłużej. Dla nas im dłużej będzie skakał, tym lepiej. Cały czas będzie ciągnął za sobą młodzież, a to jest bardzo potrzebne. Pozostali nasi kadrowicze bez niego też nie byliby na takim poziomie. Oni chcą do niego doskoczyć i go przeskakiwać. Przykładowo latem Stoch nigdy nie był w najwyższej formie, za to wtedy wyskakują Dawid Kubacki czy Maciek Kot, którzy już potrafią udźwignąć obciążenie lidera.

 

Czyli liczycie na kolejną „mistrzowską” kontynuację w polskich skokach narciarskich?

Mi zależy na tym, żeby skoki się rozwijały. Trzeba zdobywać jak najwięcej tytułów, żeby w przyszłości było więcej dobrych zawodników. Za moich czasów każdy chciał być Adamem Małyszem, teraz każdy chce być Kamilem Stochem. Im więcej takich skoczków, tym więcej młodzieży możemy przyciągnąć do siebie i mieć kontynuację. Ta kontynuacja jest. Kamil stara się wygrać jak najwięcej, a moim celem jest teraz to, aby mu w tym pomagać. On jest teraz w bardzo wysokiej formie i cały czas się rozwija, ale ze względu na to, że nie jest już najmłodszym zawodnikiem, jest mu coraz ciężej odnosić sukcesy. Wiem to po sobie. Jesteś wtedy częściej zmęczony, więcej siły i energii musisz we wszystko włożyć. Stąd to pojawiające się czasami przemęczenie Kamila. Wydawałoby się, że jak to, idzie tylko dwa, trzy razy skoczyć… To co się dzieje wokół też jest męczące.

 
Polscy skoczkowie (od lewej: P.Żyła, S.Hula, K.Stoch, D.Kubacki), fot. Julia Piątkowska
Polscy skoczkowie (od lewej: P.Żyła, S.Hula, K.Stoch, D.Kubacki), fot. Julia Piątkowska

W ostatnich miesiącach widzieliśmy Pana noszącego narty polskich skoczków, czy trzymającego nad nimi parasol chroniący przed deszczem. Kiedyś podobnie opiekowano się Panem. Czy nadal czuje Pan tą „pokoleniową zmianę”, w której  to Pan obecnie pełni rolę „opiekuna”?

Wszystko się rozwija. Teraz zawodnicy mają o wiele lepiej pod tym względem. Niczego im nie brakuje, mają bardzo rozszerzony sztab. Za moich czasów nie było tak, że ktoś brał mi narty i nosił mi buty… może pod koniec kariery. Nie było tylu osób, które to wspierały. Kiedyś Kamil przejmie tę pałeczkę i on będzie pomagał młodszym zawodnikom. Będzie potrzeba żeby on też wspierał innych. W dzisiejszych czasach, jeśli się tego nie ma, jest ciężko. Sport się zmienił i trzeba robić wszystko, żeby być najlepszym.

 

Dużo uwagi poświęcamy oczywiście Stochowi, ale co można powiedzieć o kolejnych filarach polskich skoków narciarskich – ekipie trenera Stefana Horngachera?

Piotrek czy Stefan to też zawodnicy po trzydziestce. Na Stefanka na przykład nikt nie liczył, a on cały czas robił postępy, aż w końcu zdobył upragniony medal. Wszyscy zrobili niesamowite postępy. Maciek Kot z Dawidem Kubackim to wciąż młodzi zawodnicy mający 26-27 lat. To jest wciąż nasza przyszłość. Kiedy starsi zawodnicy będą kończyć karierę, ich zadaniem będzie pociągnięcie za sobą młodzieży.

 
Krzysztof Biegun i Jan Ziobro (fot. Bartosz Leja)
Krzysztof Biegun i Jan Ziobro (fot. Bartosz Leja)

Czy w międzyczasie nie gubimy jednak innych, Krzyśka Bieguna, Andrzeja Stękały, Jana Ziobro?

Oni mieli trochę problemów i wiedzą, że czeka ich ciężka praca. To są zawodnicy, którzy są pełnoletni i mają swoje normalne, życiowe potrzeby. Nie zarabiali pieniędzy, nie mieli sponsorów, bo jeśli nie startuje się w Pucharze Świata, to ciężko znaleźć sponsorów. To jest dylemat i to ich pewnie gnębiło. Teraz Polski Związek Narciarski poszedł im trochę na rękę. Mamy trochę środków z wspierającego nas koncernu LOTOS, za które będą chłopakom przyznawane stypendia. Oni dostali taką gwarancję, ale muszą się poświęcić treningom i myśleć tylko o tym, a nie o innych sprawach wokół. Nie skreślamy ich. Jest jednak zima i nie ukrywajmy, że ich dotychczasowe problemy, choćby z wagą odgrywały dużą rolę. Sam Krzysiek Biegun przyznał, że ma z tym problem i jak tylko trochę popuści, to waga idzie w górę. W PZN są specjaliści, którzy się tym zajmują. Nie ukrywajmy, skoki narciarskie to jest sport dla chuderlaków. Nie można się okłamywać – zawodnik, który ma 170 centymetrów wzrostu i waży 70 kilogramów jak normalny facet, nie ma żadnych szans w skokach. Chłopaki muszą wszystko postawić na jedną kartę i w 100 procentach się zaangażować. Oni zadeklarowali poświęcenie.

 

Sytuacja w zapleczu żelaznej ekipy Horngachera ogólnie nie wygląda zbyt kolorowo. Odejście Jana Ziobry, niejasna sytuacja Bartłomieja Kłuska…

Trener Stefan Horngacher i Jakub Wolny (fot. Alicja Kosman / PZN)
Trener Stefan Horngacher i Jakub Wolny (fot. Alicja Kosman / PZN)

Z polskim zapleczem w wieku seniorskim jest rzeczywiście ciężko. Mamy paru obiecujących juniorów, ale oni też muszą mieć po kim skakać. Wciąż jest Kuba Wolny, który cały czas się tam kręci i ma duży potencjał. Mamy Klimka Murańkę, Olka Zniszczoła, Przemka Kantykę. To też są talenty, jednak nie wiemy dlaczego nie potrafią się teraz przebić, mimo że w poprzednich latach potrafili wygrywać Puchary Kontynentalne. Coś jest nie tak, ale liczymy na to, że się obudzą. Każdy z nich potrzebuje wsparcia starszych zawodników. Skoki narciarskie to niby sport indywidualny, ale bardzo dużo zależy od liderów, którzy dają przykład.

Teraz w Pucharze Kontynentalnym może startować czterech zawodników, więc nie ma dużo możliwości roszad. Z kadry A do B przeszedł Krzysiek Miętus, a z kadry B do C przeszedł Łukasz Bukowski. Stękała i Biegun musieli opuścić kadrę zgodnie z założeniami z wiosny i trenować wyłącznie w klubach. A tam jest ciężka sytuacja jeśli chodzi o seniorów. Dlatego dostali szansę i trochę wsparcia finansowego z PZN. Trenują według planu Maćka Maciusiaka. Opuścili parę tygodni, czy miesięcy treningów i to będzie teraz skutkowało. Od wiosny muszą podejść do tego na 100 lub 200 procent, żeby osiągnąć sukces. Inaczej nie ma szans.

 

W ostatnich tygodniach jedną z wyraźniejszych postaci w polskich skokach jest też liderujący przez pewien czas w Pucharze Kontynentalnym junior Tomasz Pilch, prywatnie Pana siostrzeniec. Co można powiedzieć o skali jego talentu?

Tomasz Pilch (fot. Alicja Kosman / PZN)
Tomasz Pilch (fot. Alicja Kosman / PZN)

Jako wujkowi ciężko mi jest o tym opowiadać. Już słyszałem głosy mówiące o tym, że Małysz jako wujek Tomkowi pomaga. To mnie bardzo wkurza. Nigdy nie miał on pod tym względem łatwiej, a może nawet gorzej. Nigdy nie załatwiałem też siostrzeńcowi czegoś, czego nie mieli inni, choćby z tego względu, że wiedziałem iż mogą się takie porównania pojawić. Tomek Pilch sam pracuje na swoje nazwisko. Tylko i wyłącznie swoją pracą i swoim zaangażowaniem doszedł do tak wysokiego poziomu. Na pewno ma talent i predyspozycje do skakania. Jest bardzo szybki i dobry technicznie. Trzeba stopniowo i delikatnie szlifować ten diament.

 

Wracając na koniec do najmocniejszych – co czeka polskich skoczków przed Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi w PyeongChang?

Po Mistrzostwach Świata w lotach kadra została w Oberstdorfie, żeby na spokojnie złapać oddech, skoczyć i ruszyć do Zakopanego. Póki co plan jest taki, że kadra A pojedzie też na zawody Pucharu Świata do Willingen, które poprzedzają olimpijską rywalizację. Stamtąd jest lot w zasadzie bezpośrednio na igrzyska. Nie ma szans wcisnąć w to już żadnego zgrupowania. Ten sezon jest ciężki. Jeśli jednak chodzi o Kamila Stocha – podczas igrzysk doświadczenie będzie na pewno jego atutem.

 

rozmawiał Bartosz Leja

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram