Alexander Stoeckl: „Recepta na nerwowość? Zachowywać się jak gdyby nigdy nic”

Alexander Stoeckl (fot. Julia Piątkowska)

Alexander Stoeckl (fot. Julia Piątkowska)

Stoeckl_Alexander_WC.Klingenthal.2013_fot.Julia.Piatkowska

Jako faworytów jutrzejszego olimpijskiego konkursu drużynowego typuje się Norwegów: wszyscy startujący w zmaganiach na dużej skoczni „Wikingowie” zostali sklasyfikowani w czołowej ósemce. Sytuacja na półmetku zmagań nie zapowiadała jednak takiego scenariusza. Jak zdradził Stoeckl, kluczowe znaczenie dla jego podopiecznych miała przerwa między seriami. 

 

Robert Johansson od początku ZIO w PyeongChang prezentował stabilną formę, co tylko potwierdził w konkursie olimpijskim na dużej skoczni. Na półmetku rywalizacji plasował się na 4. lokacie, jednak w finale poprawił swój wynik i wspiął się na najniższy stopień podium. W sobotę równo skakał również sklasyfikowany finalnie na 8. miejscu Andreas Stjernen. Nieco dramatyczny przebieg konkurs przybrał dla dwóch pozostałych Norwegów: Johanna Andre Forfanga i Daniela-Andre Tande. Obaj zawodnicy w otwierającej zmagania rundzie spisali się poniżej oczekiwań: Forfang uplasował się na 9. lokacie, zaś Tande dopiero na 15. Po przerwie obaj panowie oddali na tyle dobre skoki, że sprawnie awansowali do najlepszej piątki. Tande „poprawił się” aż o 11 lokat i zakończył zmagania tuż za strefą medalową. Na piątą pozycję przesunął się Forfang. Co wywołało tak diametralną zmianę?

Jak się okazało, kluczowa dla ostatecznych wyników konkursu była przerwa między seriami, w której trener Alexander Stoeckl „musiał zabawić się w psychologa” jak sam to określił. – Recepta na nerwowość zawodników? Zachowywać się jak gdyby nigdy nic. To uspokaja negatywne emocje – zdradził szkoleniowiec. – W przerwie Johann przyszedł do mnie i powiedział, że wie co zrobił źle. Chodziło mu o to, że był zbyt agresywny w powietrzu. Stwierdził, że drugą próbę odda w odmienny sposób. Powiedziałem: ”OK, zrób to po swojemu”. Profesjonaliści wiedzą, gdzie popełniają błędy i zwykle potrafią sami je skorygować. W pierwszej rundzie nałożył na siebie zbyt dużą presję. Na szczęście chłopaki potrafią się zresetować i skoncentrować na decydującym skoku – dodał selekcjoner.

Inaczej sportową złość przeżywał Tande: był tak wściekły po swojej pierwszej próbie, że ze złości zaciskał zęby sunąc po zeskoku. – W takich momentach zupełnie zamykam się w sobie. Wariuję wtedy ze złości – wyznał 24-latek. – Pierwszy skok zupełnie mi nie wyszedł. Trudno powiedzieć dlaczego tak się stało, wszystko zadziało się w ułamkach sekund. Trzeba nadążać za rywalami, a ja po pierwszej serii byłem daleko w tyle – dodał zawodnik z Kongsbergu.

– Wszedł do norweskiego domku, powiedział, że nic się nie stało i oddał narty serwismenowi. Nie rozmawialiśmy o jego pierwszym skoku, ale jak wszyscy przekonaliśmy się w finale, Daniel samodzielnie uporał się z tą sytuacją. On radzi sobie najlepiej, kiedy targa nim sportowa złość. Może powinienem go wkurzyć przed konkursem drużynowym, żeby dał z siebie wszystko? – ze śmiechem zachowanie Tandego opisał Austriak.

Czy ta strategia przyniesie pożądane skutki? Przekonamy się o tym już jutro.

 

Magdalena Janeczko

źródła: nrk.no / informacja własna

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *