Kibice o Wellingerze i spółce: „Najlepsze niemieckie linie lotnicze”. Co dalej z Schusterem?

Andreas_Wellinger_Nizny.Tagil.2017_fot.Ilia.Khamov

Drużyna Niemiec po zaciętej walce z Polakami wywalczyła srebrny medal w konkursie drużynowym w PyeongChang. Wicemistrzowie olimpijscy w składzie: Karl Geiger, Richard Freitag, Stephan Leyhe i Andreas Wellinger dorzucili kolejny medal do pokaźnego dorobku naszych zachodnich sąsiadów. Trener Werner Schuster swoją przyszłość w drużynie pozostawia otwartą.

 

Wellinger z trzema medalami

Po poniedziałkowym sukcesie „srebrnej czwórki” Schustera kibice okrzyknęli swoją drużynę „najlepszymi niemieckimi liniami lotniczymi” i trudno im się dziwić. Prawie wszyscy członkowie niemieckiej ekipy od pierwszego skoku latali daleko i dobrze stylowo, mimo to przed ostatnią kolejką skoczków w finałowej serii zajmowali trzecie miejsce. Ostatecznie srebro rzutem na taśmę, w ostatniej grupie finałowej serii, swojej ojczyźnie  zagwarantował Andreas Wellinger, który dzięki skokowi na odległość 134,5 metra uzyskał 3,3 punktu przewagi nad trzecią w stawce reprezentacją Polski.

Richard Freitag (fot. Julia Piątkowska)
Richard Freitag (fot. Julia Piątkowska)

Dla Andreasa Wellingera był to już trzeci medal zdobyty na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Korei Południowej. Oprócz srebra w drużynie, 22-latek zdobył również dwa medale indywidualnie: złoto na normalnej skoczni i srebro na dużej. Tym samym Wellinger został pierwszym niemieckim skoczkiem, który zdobył trzy krążki podczas jednych igrzysk. – To dość niesamowite, kiedy ktoś ci o tym mówi. Trzy konkursy i trzy medale. Jeszcze to do mnie nie dotarło – mówił po poniedziałkowej rywalizacji skoczek z Ruhpolding. – Jesteśmy naprawdę świetną drużyną i cieszę się, że wspólnie osiągnęliśmy ten sukces. To dla nas wspaniałe zakończenie igrzysk – ocenił występ swojej drużyny. Dla trzykrotnego medalisty najważniejszej imprezy czterolecia strefa medalowa to nie nowość. Cztery lata temu podczas olimpijskich zmagań w Soczi, Wellinger wywalczył w drużynie złoty krążek.

 

Schuster o trenerskiej przyszłości: „Muszę to dobrze przemyśleć”

Richard Freitag, który w 2014 roku w Rosji jedynie obserwował jak jego koledzy (Severin Freund, Marinus Kraus, Andreas Wank i wspomniany Andreas Wellinger) sięgają po mistrzostwo olimpijskie, w tym roku cieszył się ze swojego pierwszego medalu. – Srebrny medal jest całkowicie zasłużony. To odzwierciedlenie niesamowitej siły naszego zespołu – powiedział wicelider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, który w poniedziałek wraz z Wellingerem, a także Karlem Geigerem i Stephanem Leyhe (który zastąpił startującego w konkursach indywidualnych Markusa Eisenbichlera) wywalczył drugi stopień podium.

Werner Schuster (fot. Julia Piątkowska)
Werner Schuster (fot. Julia Piątkowska)

Dla trenera Niemców, Wernera Schustera, igrzyska w PyeongChang to również nie lada powód do dumy. Po raz pierwszy również za jego 10-letniej kadencji nasi zachodni sąsiedzi sięgnęli po olimpijskie trofea we wszystkich konkursach igrzysk.  Zasłużyliśmy na te medale. Nie tylko osiągnęliśmy nasze cele, ale nawet je przeskoczyliśmy – powiedział szkoleniowiec. 48-latek odpowiedział również na pytania dziennikarzy dotyczące jego przyszłości w sztabie szkoleniowym niemieckiej kadry skoczków. – Pracuję z moimi podopiecznymi bardzo ciężko, wkładam w to dużo serca i energii. Zanim cokolwiek zdecyduję, muszę to dobrze przemyśleć. My trenerzy jesteśmy nieco szalonymi ludźmi. Mamy na karku po 50 lat, zostawiamy swoje rodziny w domach i podróżujemy po 200 dni w roku po całym świecie. Z pewnością to się kiedyś skończy, ale w tym momencie nie wiem jeszcze kiedy. Chciałbym zostać na swojej posadzie co najmniej do przyszłego roku – skwitował Schuster.

 

Malwina Wójciak
źródło: t-online.de

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *